czwartek, 12 marca 2015

Rozdział I [Opowiadanie podstawowe]


     Dość młody chłopak o nie codziennym wyglądzie szedł właśnie jedną z głównych ulic na Pradze. Panowała wtedy niemalże idealna pogoda, klasyczna ciepła słoneczna sobota, typowy wiosenny dzień. Gdy szedł ludzie się za nim oglądali, w końcu nie codziennie widzi się chłopaka z tęczowymi włosami do pasa, kolczykami w nosie i brwiach, w czerwono-czarnych glanach pod kolano i skórzanej kurtce. Poza tym miał bardzo niecodzienne rysy twarzy, jasno niebieskie oczy, wydatne kości policzkowe, pełne usta na których gościł serdeczny uśmiech . Mimo bladej cery nie wygądał nie zdrowo. po prostu naturalnie blado, co tylko podkreślało jego odmienność. Zmierzał właśnie ku parku by móc rozkoszować się słońcem i sztuką w najlepszym jej wydaniu. Tylką która została stworzona przez samą naturę, widział w niej piękno najwyższej klasy, którego nikt nie jest w stanie odtworzyć. Co prawda można posadzić kwiaty i cieszyć nimi oko, lecz nie bez ingerencji matki ziemi nadającej temu wszystkiemu niepowtarzalną głębię. Podczas mojego wywodu zdążył on już dotrzeć do celu swej podróży. Usiadł na pierwszej lepszej ławce, patrzył na drzewa przyozdobione kolorowymi obrazkami na korze i podziwiał... No może jednak nie do końca.
Jak można niszczyć coś tak pięknego?! Przecież to tylko je obrzydza.“ Oczywiście nie obeszło się bez krytyki w jego tęczowej głowie. Siedział  jeszcze chwilę przyglądając się otoczeniu gdy mała dziewczynka ze szczerym zainteresowaniem wymalowanym na twarzy przerwała mu kontemplacje pytaniem.
- A dlaczego ma pan kolorowe włosyyy? - Mała miała może 5 lat, pokazywała paluszkiem jego głowę i uśmiechała się do niego. Dlaczego nie był zaskoczony takim pytaniem?
- A gdzie jest twoja mamusia?
- W domku, jestem tu z siostrą i Lukasem, zwykle jest jeszcze Nina ale dzisiaj nie mogła przyjść. - „Bardzo otwarta do ludzi.“ Pomyślał.
- A gdzie oni są? - W tym momencie dziewczynka zaczęła się rozglądać, dosłownie w ciągu sekundy do jej oczu napłynęły łzy. - Mała nie płacz, jak chcesz możemy ich poszukać.
- Napra-wdę? - Jej wypowiedź przerwało ciche chlipnięcie. - Bo, bo oni siedzieli na ławce a-a ja miałam być tam. - Pokazała palcem plac zabaw i zaczęła głośniej płakać.
- Spokojnie, daj rękę pójdziemy ich poszukać. - Szybko podniósł się z ławki i podał małej dłoń. „Hmm, mała, to dziwnie brzmi“. - Ej a jak masz na imię?
- Nazywam się Eliza, mam cztery i pół lat, i mieszkam na Ząbkowskiej 20.
- Fajnie, ja mam na imię Taavi, mam 18 lat i mieszkam na Jagielońskiej 4. - Szli w kierunku placu zabaw rozglądając się za opiekunami małej Elizy.
- Wiesz co? Jak wejdziesz mi na barana to może ich zobaczysz, dobra? - Dziewczynka tylko skinęła głową i chwile później podziwiała świat z ramion chłopaka o wzroście 1,9 m.
- Trzymaj się mocno.
- O, są! AMELIA! Tam są! - Wskazała kierunek w którym powinni się udać. Gdy znajdowali się już tylko kilka metrów od nich Taavi zestawił Elizę na ziemie. Czterolatka natychmiast podbiegła do siostry z płaczem.
- Co się stało słonko, boli cię coś? - Rudowłosa, która wyglądała jak starsza wersja Elizy mówiła tak delikatnym głosem, że można by przypuszczać, iż jest aniołem.
- Bo ja się zgubiłam i Taavi, pomógł mi was znaleźć.
- Czekaj, kto? - Eliza odwróciła się i pokazała palcem na chłopaka z tęczowymi włosami.
- Miło mi, jestem Taavi. - Osiemnastolatek podał rękę starszej siostrze i uśmiechnął się do niej.
- Amelia, miło mi. A to Lukas mój przyjaciel. - Obaj podali sobie ręce i wymienili się uprzejmymi zwrotami.
- My już będziemy się zbierać, dziękuję za pomoc.
- Nie ma za co naprawdę nic się nie stało. - Po krótkim pożegnaniu rozeszli się w dwie różne strony.
Szliśmy właśnie do domu rodziców Amelii, moja przyjaciółka miała nieodgadniony wyraz twarzy. Co chwila patrzyła na mnie a potem do góry, ledwo powstrzymywała się od chichotania.
- Co jest? - Zapytałem niby od niechcenia, chociaż muszę przyznać, że ciekawość zżerała mnie od środka.
- Nic. - Tym razem zachichotała dźwięcznie. - Naprawdę nic. - Podszedłem do niej i połaskotałem. - Dobra, chodzi o to, że ten chłopak się na ciebie dziwnie patrzył.
- Hę? Jak to? - Szczerze powiedziawszy nie zwracałem uwagi jak kto na mnie patrzy.
- Tak to, wpadłeś mu w oko, mówię to co widzę. - Nie lubiłem tego gdy 20 razy dziennie mówiła mi, że wpadłem komuś w oko, przykładowo to był dzisiaj trzeci.
- Co dzisiaj na obiad? - Spytałem zmieniając temat.
- Nie wiem, dzisiaj Nina gotuje. Ale nie martw się wszystko według zaleceń twojego dziadka. - Wyjaśnię o co chodzi, mój dziadek wyjechał na turnus do sanatorium i dał dziewczynom pieniądze na moje wyżywienie, tak więc już od tygodnia jadam domowe obiadki od sąsiadek. - Odstawimy Elizę i do domku. Pasi?
- Jak najbardziej. - Uśmiechnąłem się do niej, na co ona odpowiedziała tym samym.
- Amelia? A mogę dzisiaj iść do ciebie? - Zapytała mała kopia mojej przyjaciółki.
- Nie dzisiaj słonko, może innym razem, co?
- No dobra. - Eliza się nieco skrzywiła, ale była na tyle ugodowa, że nie robiła większych scen.
Po szybkim odstawieniu młodej udaliśmy się do naszej kamienicy, stary, zwyczajny praski budynek.
- Jak ja nienawidzę wchodzenia po tych schodach. - Tradycyjnie marudziła Amelia.
- Nie narzekaj, mieszkamy na drugim piętrze, mogło być gorzej. - Nasze mieszkania były naprzeciw siebie, więc daleko nie miałem. Zaczęliśmy naszą wspinaczkę po krętych schodach.
- Tak właściwie to ten chłopak nawet był spoko, co nie? - Jak zwykle, mówię wam jak zwykle. Wystarczy, że jakiś chłopak uśmiechnie się a ona już uważa że mnie podrywał. Wiem, może moja reakcja jest nieco przesadzona, ale gdybyście znali ją chociaż trochę to by was szlak trafił. - A ty co sądzisz?
- Eeee, nie przyglądałem mu się. - Jedyna taktyka na przetrwanie, dziewczyna pyta jaki kolor, mówisz, że ładny, pyta czy ładnie wygląda, krótkie, zwięzłe, tak. Za to jak pyta o zdanie, mówisz, że takiego nie masz.
- Ohhh, Luk czemu zawsze omijasz takie tematy? Jesteś niereformowalny, zawsze tak robisz jak cię o coś pytam!
- To na przyszłość mów mi na co mam zwracać uwagę.
- No dobra, 8/10 według mnie, te kolorowe włosy mi nie pasują. Już nie będę pytać co myślisz o jego włosach bo nie ma to najmniejszego sensu. - Zatrzymałem się na pół piętrze chcąc złapać oddech, jakoś nigdy nie miałem skłonności sportowych. - O weź jeszcze z 10 schodków
- Nie jeszcze! Aż 10 schodków! - Oczywiście tak jest codziennie, od początku, dzień w dzień. Dziadek już miał zamiar wykupić mi karnet na siłownie, czy basen. No dobrze jeszcze kilka schodków, zepnę się w sobie i dam rade. No dobra, wchodzę, wierzę w siebie.
- Luk wierzę w Ciebie. - O patrzcie ona też, dobra poczciwa Amelia. - Nie wydurniaj się i chodź, albo sama po Ciebie zejdę. Ok, rób co chcesz ja idę. - Jak tylko skończyła mówić wyjęła z kieszeni klucze i wsadziła do zamka. - To co idziesz? - Tu mnie ma, tym razem na prawdę wszedłem po tych schodach. Chwile później weszliśmy do mieszkania moich jakże uzdolnionych kulinarnie sąsiadek.
- JESTEŚMY! - I tak o to tradycji stało się za dość.
- Nie musisz się drzeć, przecież słyszałam, że wchodzicie. - Odpowiedziała Nina z kuchni, w której znakomicie pachniało. - No dzieci myjcie rączki i do stołu.
Ciemne mieszkanie rozświetlane tylko drobnymi świeczkami. Nikt nie śmiał się odezwać, zagłuszyć dźwięku skrzypiec, które delikatnie pieściły uszy słuchaczy. Nagle wszystko się skończyło, muzyk przestał grać.
- I jak wam się podobało? - Nikt się dalej nie odzywał jakby szukali słów mogących określić to co właśnie usłyszeli.
- Hmm, to było jak naprawdę dobry seks. - Słowa bruneta wywarły we wszystkich naprawdę spore zdumienie. - No co się tak patrzycie? Lubię seks.
- Uwierz mi, wiemy, głównie przez to, że co noc sprowadzasz sobie dziewczynki albo chłopców do towarzystwa. - Tym razem wypowiedziała się blondynka siedząca naprzeciw poprzedniego mówcy.
- Dobra skończcie, przez was Taavi będzie smutny. Naprawdę pięknie grasz aniołku. - Mówiła ruda kobieta co chwila zmieniając adresatów swej wypowiedzi.
- Dziękuję, że tak uważasz. - Odpowiedział chłopak z Placem Zbawiciela na głowie, po czym ucałował dłoń kobiety.
- Naprawdę nie powinieneś, taka skromność u artysty może być odebrana jako przejaw niskiej samooceny.
- O jejku, jak zwykle Taavi podlizuje się cioci. Naprawdę aż rzygać się chce. - Do salonu wkroczył chłopak z długimi czarnymi włosami i futerałem od gitary na plecach. - A tak właściwie, wychodzę.
- O której wrócisz, gdzie idziesz i z kim? - Powiedziała znowu rudowłosa kobieta określona mianem cioci.
- Coś koło 22, na kebaba a potem ognisko pod Poniatem, z kolegami.
- Numery poproszę, zero alkoholu i papierosów, czy będzie ktoś dorosły?
- Poproszę chłopaków żeby wysłali Ci sms’y, alkohol mi nie smakuje a od papierosów mdli, dorosłych nie będzie ale 4 osoby pełnoletnie tak. Mogę już iść?
- Baw się dobrze, a i jeszcze jedno masz tu pieniądze na oranżadę. - Kobieta wyciągnęła w jego kierunku rękę z banknotem, chłopak wziął pieniądze po czym pocałował swoją ciotkę w polik, chwile potem dało się usłyszeć tyko trzask zamykanych drzwi.
- A właśnie, Taavi? Jak Ci minął dzień? - Odezwała się blondynka przymrużając oczy i podciągając kolana pod brodę.
- Bardzo dobrze, dlaczego pytasz? - Odpowiedział chłopak z dość ciekawym uśmiechem na ustach, który mógł oznaczać naprawdę wiele.
- Nieważne. - Chłopak parzył na nią przez chwilę, po czym przewrócił oczami ostentacyjnie. - Jak wróciłeś byłeś w bardzo dobrym humorze, więc jestem ciekawa co go spowodowało.
- Czyli jak zwykle to sprawka twojej wrodzonej ciekawości? - Taavi zaśmiał się pod nosem, po czym usiadł na fotelu na przeciwko rudej ciotki. - Spotkałem dzisiaj bardzo miłą małą dziewczynkę, rozmowa z nią mnie odstresowała.
- Posłuchaj Rainbow Dash, znam Cię nie od dziś, o co chodzi? - Zapytał brunet słynący z inteligentnych wypowiedzi.
- Czy sugerujesz, że kłamie? - Odparł z rozbawieniem Taavi.
- Nie. Sugeruję, że nie mówisz całej prawdy, nie wątpię w twoją rozmowę z jakąś dziewczynką. Więc masz zamiar nam powiedzieć co takiego się stało?
- Nie zaczyna się zdania od „więc“. - Wtrąciła szybko dziewczyna siedząca na kanapie obok bruneta.
- Mam pracę, niby mało płatną, ale zawsze. Będę korepetytorem, miałem wam powiedzieć po pierwszej lekcji, ale się wydało.
- Och, aniołku to cudownie, trzeba będzie to uczcić. - Zareagowała niemal natychmiast ciotka.
- Brawo Taavi, a czego będziesz uczyć? - Prawie krzyknęła rozentuzjazmowana dziewczyna.
- Głównie matematyki, ale jak ktoś będzie miał problemy z innymi przedmiotami to też będę pomagać.
Trzy osoby siedziały przy stole jedząc obiad i śmiejąc się z kawałów opowiadanych co chwilę  przez kogoś innego.
- A właśnie Luk, jak tam ta twoja nieszczęsna matma, co? - Spytała Nina przerywając jedzenie, na co Lukas uśmiechnął się krzywo.
- Dziadek znalazł jakiegoś korepetytora, ma przyjść jutro ok.14. Student.
- Lukas, będziemy trzymać kciuki aby okazał się przystojnym gejem. - Powiedziała Amelia z pełną powagą w głosie.- I jeszcze miło by było jakby był wolny.
- Amelka, ja Cię naprawdę uwielbiam, ale czy mogłabyś dać mi spokój? Ja naprawdę jak będę chciał sobie kogoś znaleźć to znajdę. - Odpowiedział zmarnowanym głosem jakby chciał podkreślić swoje męczeństwo. - Ale nie ukrywam, że wole mieć przystojnego korepetytora niż jakiegoś brzydala. - Na tym rozmowa o czymś konkretnym zakończyła swój żywot aby ustąpić miejsce swojej upośledzonej siostrze, rozmowie o dupie Maryny. Jakieś pół godziny później Lukas wrócił do swojego jakże dalekiego mieszkania, wcześniej pytany czy na pewno nie chciałby zostać odprowadzony.
Amelia siedziała na kanapie i wpatrywała się w telewizor wyświetlający TVN Style. (To nie jest krypto reklama dop.od.aut.)
- Hej zobacz to. - Powiedziała Nina podsuwając jej laptop pod nos.
- Widzę, słodkie pieski i co w związku z tym? - Dziewczyna oddała jej przenośny komputer ze zdjęciem pięciu szczeniaczków cocker spaniela.
- Pamiętasz jak zatruwałaś mi głowę pieskiem, mówiąc jak ty byś bardzo takiego chciała mieć? - Amelia słysząc wypowiedź swojej dziewczyny nie dała jej dokończyć wchodząc jej na kolana.
- Naprawdę? Kupiłaś nam pieska? -W oczach dziewczyny szalały iskierki radości .
- Nie kupiłam, tylko zadzwoniłam i powiedziałam, że do poniedziałku podejmę ostateczną decyzję i wyślę maila. - Nina nie mogła powiedzieć już ani słowa więcej, ponieważ usta Amelii jej to sprawnie uniemożliwiały.
Bądźcie pozdrowieni człowieki wszelkiej maści