Witajcie, jednak nikt nic nie napisał, no cóż, trudno się mówi. Macie tu kolejny rozdział... Mimo wszystko postanowiłam dodawać rozdziały, gdy tylko będą gotowe. W końcu muszę mieć jakąś mobilizację do pisania, a wy mi takowej nie dajecie. Szykujcie się na drugie opowiadanie autorstwa Demetry, może tam wykażecie się aktywnością.
***
Patrzył na trzymany przez siebie kawałek papieru, postanowił ponownie przeczytać nie wysłany jeszcze list do swojego dziadka. „Drogi Dziadku, po przeczytaniu wiadomości od Ciebie miałem mieszane uczucia. Nawet sam nie wiem czy powinienem pisać w nagłówku „drogi”, ponieważ nie znam Cię, tak samo jak ty nie znasz mnie. Odpowiadając na twoją propozycję jak najszybszego przyjazdu, spędzę tutaj jeszcze kilka miesięcy co uniemożliwia mi pośpiech w działaniach. Z chęcią Cię poznam, jestem ciekaw wszystkiego co się z tobą wiąże, gdy byłem dzieckiem mama opowiadała mi o tobie. Mówiła mi wiele rzeczy, lecz gdy pytałem, czemu Cię nie znam, odpowiadała, że kiedyś mi powie. Teraz, gdy znam już prawdę, mimo ciągłych niedowierzań, rozumiem dlaczego nie mieliśmy okazji się wcześniej poznać. Proszę też abyś dał mi trochę czasu na oswojenie się z obecną, nową dla mnie sytuacją. Przepraszam za brak jakiejkolwiek spójności w tekście, ale sam nie wiem co chciałbym Ci napisać, o co zapytać. Chciałbym jeszcze Cię poprosić byś uspokoił mamę, pewnie się o mnie martwi. Pamiętam jak co wieczór przychodziła do mnie i pytała się, czy na pewno nie jest mi zimno. Powiedz też, że ją kocham, jestem cały i zdrowy i uprzedzając jej pytania, jem 5 posiłków dziennie i niczego mi nie brakuje. Mam również do Ciebie, dziadku jedno pytanie, które nie daje mi spokoju. Wszyscy tutaj mówią, że moja sąsiadka jest z Melishii, a gdy pytam o cokolwiek odnośnie Niny lub Amelii zmieniają temat. Tak więc byłbym wdzięczny gdybyś mógł wytłumaczyć mi całą tą sytuację. Pozdrawiam, Lukas.” Dalej trzymał papier w ręku zastanawiając się nad treścią, może nie napisał wszystkiego, a może za dużo. Sam nie wiedział czy ma w ogóle ochotę odpowiadać na list od dziadka. Czując przypływ odwagi schował kartkę do koperty, po czym wręczył ją Gabrielowi czekającemu na kanapie.
- Dobra, to ja pójdę to wysłać, a później jeśli chcesz to wpadnę jeszcze do Ciebie i napijemy się czegoś, co ty na to?
- Szczerze mówiąc to nie mam nic przeciwko. - Ciemnowłosy uśmiechnął się szeroko prawie natychmiast opuszczając komnatę Lukasa, który był jawnie zmęczony tym dniem. Dochodziła dziewiąta a on czuł się jakby nie spał tydzień, na dodatek Taavi i Ali dalej siedzieli zamknięci razem w jednym pomieszczeniu. Z tego co usłyszał od Amira byli już bliscy pokoju, kiedy zaczęli nagle obwiniać tego drugiego o aktualny stan rzeczy a następnie zasnęli w towarzystwie kilku pustych butelek. Westchnął głęboko ubolewając nad zachowaniem potencjalnych partnerów. Usiadł w głębokim fotelu starając się poukładać wszystkie myśli w głowie. Od kiedy jest w Melishii minęło niespełna kilka dni, może nawet tydzień a on czuł się jakby był tu od zawsze, powoli uczył się topografii zamku i ogrodu, poznawał zwyczaje tu panujące i wbrew wszelkim przypuszczeniom było to dla niego niezwykle naturalne. Co nie zmieniało faktu, iż jeszcze wiele się musiał nauczyć, raz nawet spytał, czy nikt nie napisał podręcznika o Melishii, odpowiedź była jednak negatywna. Przymknął lekko oczy pozwalając im odpocząć choć przez chwilę gdy po pokoju rozniósł się dźwięk cichego pukania, które z każdą chwilą przybierało na sile. Lukas podniósł się z miejsca gdy uświadomił sobie, że osoba stojąca za drzwiami nie ma zamiaru sobie odpuścić.
- Już idę. - powiedział głośniej, a pukanie ustało. Dotarłszy do drzwi otworzył je dość powolnym ruchem. Nie zdążył powiedzieć ani słowa gdy do jego sypialni wszedł wściekły nastolatek od razu rzucając się na kanapę. - Cześć? Mogę wiedzieć czym ta kanapa zasłużyła sobie na takie traktowanie? - Powiedział szatyn po raz kolejny nie rozumiejąc nic z sytuacji w której się znalazł. W odpowiedzi dostał tylko bełkot zagłuszony częściowo przez poduszkę na której Michał trzymał twarz. Lukas zajął swoje poprzednie miejsce, z którego miał idealny punkt do obserwowania młodszego o rok chłopaka. - Hej, nie żebym był wścibski czy coś, ale masz może zamiar mi powiedzieć co robisz w mojej sypialni? - Brunet przekręcił głowę w kierunku osoby, która być może go wysłucha.
- Mam problem i nie wiem do kogo mam z tym pójść. - Jego głos był przyciszony i mało zdecydowany. - Chodzi o to, że niby mam Lorie, Taaviego, Gabriela i ciocie ale nie chcę im o tym mówić.
- I jak się domyślam postanowiłeś przyjść z tym do mnie i liczysz na dyskrecję? - Michał pokiwał głową. - W takim razie możesz być pewny, że nikomu nie powiem. - Lukas odkąd pamiętał miał w sobie coś z altruisty i często zdarzało mu się pomagać obcym nie raz samemu coś na tym tracąc, często też słuchał narzekań Amelii i Niny starając się im pomóc. Tak więc postanowił i tym razem pobawić się w psychoterapeutę słuchając o czyiś problemach.
- Emm, to jakby to? - Zaczął mało elokwentnie. - Bo jak szedłem korytarzem i się zamyśliłem to wpadłem na księcia Amira, który chyba też nad czymś myślał. No i wyszło tak, że się przewróciliśmy, to znaczy ja się przewróciłem, a on chciał mnie złapać, ale przewróciliśmy się obaj. - Na twarzy bruneta pojawił się lekki rumieniec co według Lukasa nie wróżyło nic dobrego. - No i on na mnie leżał, a ja no ten. - Czerwień na twarzy chłopaka pogłębiała się z każdym słowem a palce zacisnęły się mocno na poszyciu kanapy.
- Chcesz mi powiedzieć, że się podnieciłeś? - Zapytał ostrożnie Lukas łącząc fakty.
- Yhm, a to jeszcze nic. - Michał na powrót schował głowę w poduszce chcąc ukryć zdradziecki rumieniec, po chwili jednak z powrotem patrzył na twarz swojego rozmówcy, w której wyczytał zachętę do kontynuowania wypowiedzi. - Bo jego sygnety zaplątały mi się we włosy a jak on próbował je wyplątać to się cholernie wiercił.
- Ouuu, to musiało być trochę krępujące. - Skomentował wyobrażając sobie siebie na miejscy Michała.
- Najgorsze było to, że nie mogłem się powstrzymać i jęczałem jakbym co najmniej rodził. - W oczach nastolatka zabłyszczały łzy, jednak żadnej nie udało się uwolnić.
- Ej, to jeszcze nie koniec świata. - Starał się go pocieszyć co lekko mówiąc mu się nie udawało.
- Nie koniec świata? Pierwszy raz spotkałem kolesia i dostałem orgazmu na środku korytarza ocierając się o jego nogę!
- O kurwa. - Wyrwało się Lukasowi słysząc jak mu się wydawało koniec historii.
- No właśnie, o kurwa! I wiesz co jeszcze? Jak ze mnie wstał to powiedział, cytuję „Wydawałeś śliczne dźwięki, mógłbym Cię słuchać cały dzień”. Wyobrażasz to sobie?
- O ja pierdolę. Przepraszam, że pytam ale co wtedy zrobiłeś?
- Na początku nic, bo ledwo mogłem oddychać a kiedy ten kretyn zaproponował mi, że odprowadzi mnie do pokoju to uciekłem. - Szatyn sam nie wiedział jak może pomóc Michałowi, co doradzić i jak ma w ogóle zareagować.
- Jedynie jak jestem w stanie Ci pomóc to dać czegoś mocniejszego.
- Poproszę. - Długowłosy zmienił pozycję na siedzącą będąc wdzięcznym Lukowi za wysłuchanie i jakby nie patrzeć wsparcie.
Dwóch braci siedziało przy niskim stoliku od czasu do czasu pijąc letnią już herbatę.
- Amir, wiesz, że jesteś tępy? - Rzekł oburzony Aziz patrząc gniewnie na w ogóle nie skruszonego swoim czynem brata. - Pomyślałeś jak on mógł się poczuć?
- Mogę Cię zapewnić, że czuł się co najmniej bosko. - Odparł z figlarnym uśmieszkiem.
- Wiesz, że nie chodzi mi o jego orgazm kretynie. Jesteś zupełnie jak Ali, tylko o seksie byś myślał.
- Azi, jak już to on jest taki jak ja. A poza tym, ktoś tego dzieciaka powinien nauczyć, żeby schodzić z drogi rodzinie królewskiej.
- Z tego co wiem też nie parzyłeś gdzie idziesz. - Postawa młodszego z braci wyrażała co najmniej irytację zachowaniem Amira.
- Ale ja mogę. Teoretycznie mógłbym go wyrzucić z pałacu za zniewagę mojego książęcego majestatu, więc powinien być mi wdzięczny, że tego nie zrobiłem.
- Jaką zniewagę i jakiego majestatu? Według mnie powinieneś go przeprosić za ten tekst o tym jak cudownie jęczał i za to, że zrobiłeś to specjalnie. - Książę podniósł delikatnie głos, chcąc wywrzeć na swym bracie jakiekolwiek prawidłowe zachowanie.
- Nie zrobiłem tego całkiem specjalnie, przynajmniej nie na początku.
- Przeproś go.
- A ja mam inny pomysł. - Amir uśmiechnął się szeroko pokazując przy tym idealnie równe białe zęby. - Nie wiem czemu ale ten dzieciak mi się podoba.
- Na prawdę powinniście z Alim założyć spółkę, jeden molestował by gówniarzy a drugi wszczynał burdy gdzie popadnie, a obrażanie każdego jak leci byłoby w pakiecie do innych usług! - Aziz wybuchnął widząc minę najstarszego z książąt.
- Dramatyzujesz, chcesz poznać szczegóły mojego planu?
- Nie, nie chcę wiedzieć jak masz zamiar go wykorzystać. A tak właściwie to co się stało z tym twoim kochaniem, misiem czy innym skarbem? - Zapytał przypominając sobie o rzekomym obiekcie westchnień Amira.
- Wiesz Aziś, bo to taka śmieszna historia. Chodzi o to, że wymyśliłem go dla ojca żeby nie starał się mnie z nikim swatać, a żeby to było bardziej wiarygodne to wam też o nim powiedziałem.
- Okłamałeś nas dla świętego spokoju? Czy Ciebie do reszty pogięło? Dobra, rozumiem, że miałeś dość tego swatania ale mi i Aliemu mogłeś powiedzieć. - Aziz mówił na pozór spokojnym głosem, lecz dla kogoś kto znał go lepiej było w nim słychać zawód.
- Przepraszam...Wiem, że nie powinienem was okłamywać ale to się już więcej nie powtórzy.
- Mam nadzieję i załóżmy, że Ci wybaczam. Tylko nie wiem jak Ci pójdzie rozmowa z Alim.
- Wiesz, że jesteś jednym z moich ulubionych braci? - Amir uśmiechnął się lekko starając się udobruchać Aziza, któremu powoli wracał dobry humor.
- Nie obraź się ale jestem zmęczony, pójdę się położyć. - Nie czekając na odpowiedź wyszedł z salonu pozostawiając na stoliku niedopity napój oraz siedzącego na jednej z miękkich poduch księcia.”Może Azi miał rację i nie powinienem tak traktować tego dzieciaka” Pomyślał gdy został sam w pomieszczeniu. Zaraz potem odgonił od siebie te myśli obmyślając dokładnie swój plan, krok po kroku, nie mógł sobie pozwolić na jakikolwiek błąd.
Dwóch nastolatków chwiejących się delikatnie na pod wpływem alkoholu siedziało na podłodze nieopodal kominka, w którym wesoło trzaskał ogień. Obaj narzekali na wszystkich znanych im mężczyzn.
- I ja muszę wybierać pomiędzy tymi idiotami, rozumiesz? I podobno z nikim innym nie będę szczęśliwy! A to wszystko dlatego, że wszechświat tak stwierdził. - Prawie krzyczał Lukas z butelką w ręku.
- Ty to chociaż ich jakoś normalnie poznałeś, a tak swoją drogą to skąd wiesz, że to Ci? - Michał przysunął się delikatnie w kierunku szatyna szukając za plecami tyłu kanapy na którym mógłby się oprzeć.
- Wiesz, po prostu mi się podobają i przy nich czuję się tak dziwnie, ale pozytywnie. - Odparł po krótkim zastanowieniu. - Szczerze nie wiem co mam w ogóle myśleć o tym wszystkim.
- Czy Lorie nagadała Ci tych wszystkich pierdół o przeznaczeniu i tak dalej? - Zapytał lekko przeciągając niektóre sylaby. - Posłuchaj, bo ona nie powiedziała Ci wszystkiego. - Kontynuował nie czekając nawet na odpowiedź ze strony Lukasa. - Bo ty nie musisz wybierać, rozumiesz? - Tym razem spojrzał na chłopaka wyczekując potwierdzenia, kiedy ten kiwnął głową ponownie zaczął mówić. - Chodzi o podświadomość, to ona decyduje.
- Nie rozumiem Cię, ale chcę rozumieć. - Wybełkotał typowo pijackim tonem starając się mówić wyraźnie, co nie do końca mu wychodziło. - Bo czuję, że jesteś wpszontku. - Po wyrażeniu jakże niezrozumiałej dla innych myśli przystawił butelkę do ust i pociągnął solidnego łyka.
- Chodzi o to, że możesz zdecydować ale nie musisz. - Młodszy chłopak poszedł w ślady swojego towarzysza wlewając w siebie kolejną porcję alkoholu. Gdy obaj odstawili już puste butelki drzwi otworzyły się z lekkim skrzypnięciem a do pokoju weszli Lorie i Gabriel. Blondynka rozejrzała się w poszukiwaniu Lukasa, którego miała nadzieję zastać, lecz niestety nic poza ostrym zapachem alkoholu nie przykuło jej uwagi.
- Ale tu śmierdzi. - Skomentowała marszcząc nos w wyrazie obrzydzenia. - I gdzie Luk?
- Tu estem! - Usłyszeli krzyk zza kanapy, skąd zaraz wyłoniła się brązowa czupryna. - Jak dopsze faz widzieć. - Chłopak ledwo utrzymywał się na nogach mając za podpórkę dość stabilny mebel.
- Lukas, ile wypiłeś? - Zapytał brunet podchodząc bliżej. - I czemu piłeś sam?
- Nie piłem sam! - Szatyn krzyknął z typową dla stanu w jakim się znajduje manierą.
- A niby z kim? - Gabriel starał się być opanowany, lecz gdy patrzył na pijanego Lukasa sam nie wiedział czy ma na niego nakrzyczeć czy się roześmiać. Widok jaki prezentował młody książę był przekomiczny, co chwila chwiał się na nogach by zaraz chwycić się kurczowo oparcia kanapy a gdy uścisk tracił na sile sytuacja się powtarzała.
- Z Miałem. - Szatyn uśmiechnął się, po czym chcąc poprawić zsuwające się okulary upadł na podłogę wywołując śmiech u stojącej metr dalej dziewczyny.
- Mów wyraźniej bo Cię nie rozumiem. - Gabriel czekał na odpowiedź z założonymi na piersi rękoma lecz gdy jej nie usłyszał zaniepokojony udał się do miejsca w którym jak się okazało spało dwóch chłopaków obłożonych dookoła pustymi butelkami. Brunet widząc spitych nastolatków westchnął głęboko wzbudzając zainteresowanie Lorie.
- O co chodzi? - Blondynka nie czekając na odpowiedź dołączyła do Gabriela prawie natychmiast wybuchając ponownie śmiechem. - Nieźle się urządzili. - Skomentowała w przerwie pomiędzy kolejnymi salwami niekontrolowanego śmiechu.
- Zostawiamy ich tutaj czy przenieść ich na łóżko? - Mężczyzna spojrzał z politowaniem na chrapiących głośno chłopaków.
- Wiesz, że oni się aż proszą żeby ich tu zostawić. - Odparła uspokoiwszy się.
- Chyba masz rację. Poza tym i tak misiek będzie nam wdzięczny za dyskrecję, prawda? - Gabi uśmiechnął się sugestywnie do Lorie, która przytaknęła chichocząc pod nosem.
- W takim razie nic tu po nas.-Dziewczyna wycofała się w kierunku własnej sypialni dalej mając przed oczami widok ledwo trzymającego się w pionie Lukasa. - Szybko go ścięło. - Wszeptała do siebie przekręcając klucz w zamku. Kiedy przekroczyła próg tak dobrze znanego sobie pokoju po raz kolejny uświadomiła sobie monotonnie swojego życia, codziennie rano pobudka, poranna toaleta, śniadanie, spotkanie z rodziną, wykonywanie wciąż tych samych obowiązków, obiad, spacer w ogrodzie, codzienny patrol razem z Gabrielem, kolacja, godzina z książką, wieczorna toaleta, sen. Tak wyglądało to dopóki nie zamieszkali przez jakiś czas w Alverii, codziennie spędzała czas inaczej, codziennie działo się coś nowego. Żałowała tylko, że wizyta tam trwała tak krótko, zaledwie miesiąc a już zdążyła się przyzwyczaić. Związała długie włosy w wysoki kucyk i udała się w kierunku łazienki gdzie jak co dzień rozmyślała o swojej drugiej połowie biorąc długą kąpiel. Tym razem było jednak inaczej, siedząc w dużej wannie nie marzyła o płomiennej miłości, lecz o wyrwaniu się z ram jakie nałożyła jej rzeczywistość, myślała o tym co by było gdyby nie mieszkała w pałacu, gdyby nie służyła państwu w tak bezpośredni sposób, gdyby jej życie nie było zależne od rozkazów króla. Myślała o wolności w jak najczystszej postaci, o decydowaniu o wszystkim samej, o byciu niezależną. - Chciałabym tam wrócić. - Powiedziała myśląc o krainie w której przyszło jej spędzić 30 dni.
Taavi podniósł się na łóżku od razu czując pulsujący ból głowy, stęknął delikatnie starając się otworzyć oczy. Wbrew oczekiwaniom nie uderzyło w niego oślepiające światło, lecz przyjemny półmrok. Rozejrzał się po pokoju oświetlanym tylko pojedynczymi świeczkami usiłując przypomnieć sobie ostatnie wydarzenia, pamiętał jak zaczął pić z Alim, później jak wspominali stare czasy a jeszcze później...Co było później? Skupił myśli co zaowocowało jeszcze większym bólem głowy. Już miał ponownie udać się do krainy snów, gdy usłyszał siarczyste przekleństwo z ust królewskiego potomka.
- Jak na księcia pięknie się wyrażasz. - Wyszeptał zachrypniętym głosem, a jego widok tylko spotęgował efekt potępionego imprezowicza. Pod oczami prezentowały się sińce kontrastujące z jego bladą cerą, długie włosy stały się jednym wielkim kołtunem, spierzchnięte wargi rozchylały się niemo prosząc o wodę a odbite wzory pościeli na twarzy dopełniały całości.
- Z łaski swojej mów ciszej. - Odezwał się Ali, który wyglądał niewiele lepiej od błękitnookiego szlachcica. - Gdzie jest woda? - Rzucił w przestrzeń rozglądając się po pokoju, gdy dojrzał to czego szukał podniósł się ze swojego łóżka by chwile później móc rozkoszować się chłodnym płynem pieszczącym wręcz jego suche usta. Tęczowowłosy widząc łapczywie pijącego księcia poczuł jeszcze większą suchość na języku, postanowił więc się przemóc i wstać po drugą z butelek, które ktoś łaskawie zostawił na stole.
- Nigdy więcej. - Powiedział gdy z wielkim trudem doczłapał do celu. Praktycznie od razu wypił połowę zawartości i ku jego uciesze ból zelżał, a właściwie praktycznie zniknął. - Ktoś chyba dolał wywaru czarnego bzu i krawnika. - Powiedział czując się o niebo lepiej.
- I aloesu, nie wiem kto to zrobił ale jestem mu winien przysługę. - Książę odstawił butelkę na której dnie jeszcze znajdował się zbawienny wywar. - Chyba musimy porozmawiać na spokojnie. - Taavi kiwnął głową zgadzając się z Alim. - Chodzi przede wszystkim o dobro Luka i jego szczęście. Doskonale wiesz, że mój ojciec nie odpuści dopóki nie postawi na swoim.
- Wiem o tym, ale i tak nie mam zamiaru z niego rezygnować ponieważ rościsz sobie do niego większe prawa. Wydaje mi się, że Lukas jest mi przeznaczony i to właśnie ze mną będzie szczęśliwy. - W jego głosie słychać było zaciętość oraz troskę względem szatyna.
- Posłuchaj, może Ci się wydawać ale ja wiem, że przeznaczenie wybrało go na mojego partnera. - Odparł gniewnie Ali. - Czy ty nie rozumiesz, że Luk też troszczy się o swoje przyszłe dzieci. Jeżeli zwiąże się ze mną będzie miał pewność, że nie zostaną zmuszone do ślubu z kimkolwiek wbrew własnej woli. - Mężczyzna podniósł głos marszcząc brwi niczym tygrys prezentujący swoją siłę przed potencjalnym agresorem. - Byłbym dla niego lepszym partnerem niż ty, więc odpuść teraz z honorem puki jeszcze go masz! - Książę nie czekał na jakąkolwiek odpowiedź atakując słowami niczym ostrym nożem.
- Tak uważasz? Mogę Cię zapewnić, że dla Luka byłbym w stanie zrobić wszystko by był szczęśliwy. A poza tym, gdzie byłeś kiedy przeżywał trudne chwile?! No gdzie?! Pewnie debatowałeś nad herbatką, kiedy on potrzebował wsparcia! Zamiast dać mu oparcie, którego teraz mu potrzeba ty zachowujesz się jak jakiś casanowa chcąc zaciągnąć go do łóżka! - Wykrzyczał Taavi mając nadzieje, że choć co drugie słowo dotrze do Aliego.
- Ja chociaż nie obchodzę się z nim jak z pięciolatkiem i traktuję go normalnie. I nie próbuje go zaciągnąć do łóżka jak ty to pięknie ująłeś, ja po prostu prowadzę z nim normalną rozmowę i z tego co zauważyłem to on również lubi prowadzić inteligentne rozmowy, na które niestety z tobą nie ma szans. - Ich rozmowa przerodziła się w klasyczną kłótnię, każdy z nich oskarżał drugiego o coraz to gorsze rzeczy, począwszy od głupoty przez pazerność aż po hipotetyczną niewierność względem Lukasa. Oczywiście w pewnym momencie do ich kwestii wdarły się przekleństwa i wyzwiska, których aż nie warto cytować.
- Skończ już z tym bo obaj doskonale wiemy, że nie jesteś w stanie przyznać się do swojej głupoty i odpuścić. - Postanowił przerwać Taavi po dość długiej wymianie zdań.
- Uwierz mi, że doskonale wiem kiedy odpuścić. I wiem, że teraz tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. - Księciu powoli puszczały nerwy, dookoła niego powietrze zaczęło delikatnie drżeć, jego oczy przybrały barwę hebanu ukazując idealnie wręcz jego emocje. - Mam zamiar walczyć o Luka i nic ani nikt mi w tym nie przeszkodzi, a na pewno nie ty! - Taavi patrzył na Aliego z wściekłością w oczach marszcząc brwi w wyrazie wściekłości.
- Jeżeli uważasz, że choć w małym stopniu na niego zasługujesz, to się mylisz. I nie spocznę dopóki Lukas nie będzie szczęśliwy! - Błękitnooki panował nad swoją magią oraz emocjami resztkami sił. Jeszcze chwila i wybuchnąłby rozpoczynając istne piekło i zamieniając wszystko dookoła w gruz, jednak dość głośny trzask drzwi ostudził ich obu uchraniając tym samym wszystkie meble od zniszczenia.
- Co tu się dzieję?! - Głęboki kobiecy głos rozniósł się po pokoju wywołując dreszcze na plecach obu mężczyzn.
- Przepraszam ciociu, ale chyba zawiodłem twoje oczekiwania. - Rzekł Taavi ze skruchą nie pasującą do swojej poprzedniej postawy.
- To, to ja wiem. Pytałam co tu się wyprawia. - Kobieta podparła ręce na biodra spoglądając na w jej mniemaniu bijące się dzieci. - Słyszałam, że nie potraficie się dogadać. - Kontynuowała, gdy zamiast odpowiedzieć obaj pochylili głowy niczym skarcone pięciolatki.
- Ciociu, bo to chodzi o to, że to on podszedł i zaczął się wtrącać.
- Nie kłam, to ty mnie pierwszy obraziłeś.
- Przestańcie się licytować kto zaczął, bo i tak mnie to nie interesuje. Taavi, obraziłeś go? - Błękitnooki pokiwał nieznacznie głową. - Ali, przerwałeś Taaviemu i Lukasowi w rozmowie?
- Tak proszę pani. - Odpowiedział z szacunkiem książę.
- Tak, więc czy nie powinniście się wzajemnie przeprosić? - Rudowłosa kobieta spojrzała na nich wymownie unosząc brwi. Obaj jak na komendę odwrócili się w swoją stronę i podali sobie ręce w geście pokoju.
- Przepraszam. - Padło z ich ust w tym samym momencie a drzwi pokryły się czarnymi wzorami znikając chwilę później.
- I nie mogliście tak od razu? Na prawdę chłopcy, korona by wam z głowy nie spadła. - Elizabeth westchnęła głęboko odwracając się w kierunku wyjścia. - I jeszcze jedno, obaj macie zakaz zbliżania się do Lukasa, aż do odwołania. - Nim którykolwiek z nich zdążył zareagować drzwi zamknęły się z lekkim trzaskiem pozostawiając ich w osłupieniu.
- Co się właśnie stało?
- Wydaje mi się, że twoja ciotka dała nam szlaban. Mam pytanie, co się stanie jeżeli złamiemy ten zakaz? - Ali spojrzał na Taaviego z obawą malującą się w brązowych oczach.
- Wolisz nie wiedzieć. Lepiej już chodźmy.
- To dobry pomysł. - Obaj mężczyźni opuścili pokój natychmiast się rozdzielając.
Rudowłosa dziewczyna siedziała na parkowej ławce, dochodziła już dziesiąta, a ona nie marzła. Nie była w stanie poczuć chłodu otaczającego ją powietrza, myśli krążyły bezwładnie po głowie, serce kołatało w piersi z natłoku wrażeń, a ona nie mogła się ruszyć. Gdyby ktoś do niej podszedł i spytał o imię nie potrafiłaby się przedstawić o ile w ogóle pojęłaby sens słów.
- O kurwa. - Wyszeptała sama do siebie jeszcze raz próbując przetrawić świeżo nabyte informacje. Mimo, iż wiele razy próbowała stawić temu czoła i chwilami nie widziała nic dziwnego w swoim życiu nie dawała sobie z tym rady. Czuła się zagubiona, oszukana przez osobę dla niej bardzo ważną. Minęłoby dużo czasu zanim postanowiłaby wstać, lecz krótki dźwięk przychodzącej wiadomości przywrócił ją do świata realnego, w jednej chwili uderzyło w nią zimno, uszy zostały owiane ciszą nocy a oczy spostrzegły delikatne kontury krzaków oświetlanych nikłym światłem latarni. Sięgnęła po telefon do kieszeni jasnych spodni, machinalnie odblokowała urządzenie czytając natychmiast nową wiadomość „Wracaj do domu, jest zimno, kocham Cię :*”. Amelia uśmiechnęła się na widok wiadomości od osoby o której przed chwilą myślała jak o zdrajcy. Odpisała tylko krótkie „Ok” i wstała z ławki mocniej opinając się stosunkowo cienką flanelową koszulą. Starała się iść szybko uciekając przed mrokiem za jej plecami, gdy poczuła dłoń na swoim ramieniu. Spanikowana krzyknęła odwracając się i prawie od razu atakując zakapturzoną postać, lecz jej pięść została złapana nim zdążyła dosięgnąć celu.
- Następnym razem wyprowadzaj cios całym ciałem, jeżeli chcesz się obronić. - Jak się okazało dość przystojny chłopak uśmiechnął się do niej serdecznie dalej trzymając jej dłoń.
- Adaś?! Czyś ty do reszty zgłupiał?! - Krzyknęła wyrywając rękę by uderzyć go tym razem w ramię na co niemalże dwumetrowy jegomość zareagował gromkim śmiechem. - Mogłeś krzyknąć, a nie mnie straszyć, czy ty w ogóle myślisz? - Powiedziała z wyraźną pretensją ponownie uderzając tym razem odrobinę mocniej.
- Przepraszam, a tak właściwie co robisz o tej godzinie w parku?
- Musiałam przemyśleć kilka spraw, a Ciebie co sprowadza? - Nie wiedzieć czemu to pytanie wzbudziło w blondynie pewne zakłopotanie, co chwila jego wzrok uciekał gdzie indziej nie chcąc się spotkać z oczami Amelii.
- Em, jestem na spacerze. - Brwi dziewczyny zacisnęły się w konsternacji.
- Adaś? Ile my się znamy?
- O co Ci znowu chodzi? - Chłopak patrzył w górę jakby zaciekawiony koronami drzew przez które ledwo było widać Warszawskie nocne niebo.
- Nie kombinuj, tylko odpowiadaj. - Mina dziewczyny coraz bardziej tężała a z każdą chwilą milczenia ze strony Adama jej stopa poruszała się coraz energiczniej tupiąc w asfalt pełen dziur i pęknięć.
- No, długo. - Odpowiedział w końcu dalej nie patrząc na swoją rozmówczynię.
- Więc powinieneś wiedzieć, że mnie tak łatwo nie nabierzesz. Powiesz mi co tutaj robisz? - Na twarzy chłopaka pojawił się delikatny uśmiech który chciał zamaskować odchylając głowę w lewą stronę. - No mówże! - Krzyknęła wyczytując dobre wieści z twarzy przyjaciela.
- Idę na spotkanie, a w zasadzie coś w rodzaju castingu.
- To cudownie! A do czego ten casting? - Amelia zatrzęsła się z zimna obejmując mocniej ramionami na co jej towarzysz zareagował natychmiast zdejmując ciepłą bluzę i przekazał ją rudowłosej. - Dzięki.
- Casting dość nietypowy, do pracy u jakiegoś tam tureckiego szlachcica. Szukają kamerdynerów i asystentów. - Chłopak zaśmiał się promiennie i delikatnie zatrząsł ramionami na skutek zmiany temperatury otoczenia. - To może Cię odprowadzić?- Zaproponował uśmiechając się jeszcze szerzej?
- Jasne, czemu nie? - Odparła po krótkim letargu wywołanym wyznaniem przyjaciela, sama jeszcze nie wiedziała skąd wzięły się u niej złe przeczucia, ale wiedziała, że wydarzy się coś złego.
- A co tam u Ciebie? - Spytał się Adam powoli ruszając w kierunku wyjścia z parku.
- Dalej jestem z Niną, generalnie dobrze nam się układa. - Jej głos zadrżał delikatnie zdradzając jej niepewność i wywołując jeszcze większą ciekawość u rozmówcy. - Ogólnie to się przeprowadzamy. - Dodała ciszej, wkładając ręce do kieszeni, wielkiej jak dla niej, bluzy.
- A gdzie jeśli można spytać? - Chłopak zapytał ostrożnie wiedząc o wybuchowości przyjaciółki.
- Do rodzinnej miejscowości Niny. - Odpowiedziała z lekkim zawahaniem w głosie.
- Czyli do teściów na wyciągnięcie ręki? - Powiedział starając się poprawić Amelii nastrój.
- Tia, chodźmy szybciej bo mi zimno. - rudowłosa ruszyła w kierunku swojego mieszkania. Adam nic nie mogąc poradzić ruszył za nią rozpoczynając rozmowę na neutralny temat by nie wzbudzić w przyjaciółce niepotrzebnych emocji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz