piątek, 21 sierpnia 2015

Charakterystyka Książąt

Hej, przeczytawszy rozdział piąty zrozumiałam, że w zestawieniu Aziz, Amir i Ali są do siebie bardzo podobni. Chciałam więc przedstawić ich charaktery aby nie wydali się wam mało wyraziści.
Amir - Często używa zdrobniej w stosunku do bliskich mu osób. Jest urodzonym przywódcą, mimo to stara się objąć tron jak najpóźniej się da. W stosunku do obcych bywa oziębły, jest zaborczy w stosunku do rzeczy, które sobie przywłaszczył. (Np."To mój kubek, tylko ja mogę z niego pić") Zazwyczaj postępuje zgodnie z obmyślonym wcześniej planem, choć chwilami bywa spontaniczny. Często nosi maskę despotycznego narcyza, lecz pod nią nadal jest dzieckiem.
Ali - W przeciwieństwie do Amira nie nosi maski narcyza, on jest narcyzem. Mówi to co myśli, często nie licząc się z uczuciami innych. Lubi rywalizację i smak zwycięstwa. Jest otwarty na nowe znajomości i w miarę możliwości pielęgnuje stare. Często posługuje się Ironią i sarkazmem twierdząc, że jest to przejaw inteligencji. Jest typem zdobywcy, im trudniej mu coś zdobyć lub osiągnąć tym bardziej się stara. Ceni sobie u ludzi bystrość i szczerość.
Aziz - Stara się izolować od obcych, ufa jedynie rodzinie. Uważa, że nie potrzebuje nikogo innego (Oprócz rodziny). Bywa wybuchowy, przy czym zachowuje resztki rozsądku. Często stara się narzucić innym swoje zdanie, opanował manipulacje do bardzo wysokiego poziomu. Jeszcze nie spotkał na tyle wytrwałej osoby by przebiła się przez mur, który wybudował dookoła siebie. W towarzystwie braci zachowuje się swobodnie, tylko wtedy może być sobą.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że mnie nie lubicie i nie chcecie komentować, ale jeżeli macie jakieś pytania piszcie...Bądźcie pozdrowieni człowieki wszelkiej maści

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rozdział 6 [Opowiadanie podstawowe]

Statystyki są przerażające, od dwóch dni nawet śladu człowieka! Zero komentarzy, nawet negatywnych, czy anonimowych. Wstydźcie się! Mam również nadzieję, że szósty rozdział przypadnie wam do gustu, jest dość długi jak na moje standardy (4789 słów) więc możecie być ze mnie dumni. Pragnę wam również przekazać, że dopóki nie pojawi się chociaż jeden komentarz, notki będą pojawiać się tylko w moich kopiach roboczych. Tak, więc nie ma nic za darmo. Chcecie czytać komentujcie, nie podoba się wam to miejcie na to wywalone, chociaż zdaję sobie sprawę, że mało ludzi przeczyta tak długi wstęp to nie ma, że nie uprzedzałam. Miłego czytania!
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siedziały na kanapie pijąc już zimną herbatę, żadna z nich się nie odzywała dopóki w jedną z nich nie uderzyła pewna myśl.
- Nina, a co się stanie z Shogunem? Przecież już nie możemy zrezygnować.
- I tu jest kolejna rzecz o której Ci nie powiedziałam. Wzięłybyśmy psa z hodowli w Melishii, nasze zwierzęta żyją dużej i mniej chorują. - Odpowiedziała szatynka, lekko się uśmiechając.
- I pewnie zamierzałaś mi o tym powiedzieć jak dożyłby pięćdziesiątki i był całkowicie zdrowy?
- Emm, no w sumie to miałam zamiar Ci to powiedzieć jak skończyłaby się moja misja tutaj.
- Wiesz, że Cię kocham najbardziej na świecie? I, że jesteś najcudowniejszą kobietą jaką znam?
- Możesz mi wytłumaczyć wszystko od początku do końca? - Powiedziała obojętna na wyznania partnerki.
- Dobrze, więc wychowałam się w dość wysoko postawionej rodzinie. Kiedy miałam siedemnaście lat król postanowił, że przejdę inaugurację wcześniej, i żeby udowodnić, że na to zasługuję miałam odbyć misję. - Mówiła lekko ściszonym głosem, kiedy Amelia postanowiła jej przerwać.
- Czym jest ta cała inauguracja? - Zapytała zaciekawiona.
- To taka uroczystość na której ślubujesz wierność ojczyźnie i stajesz się dorosła według naszego prawa. A tak swoją drogą też będziesz musiała to przejść o ile będziesz chciała ze mną zostać. Tak, więc kontynuując miałam pilnować Luka, żeby nic mu się nie stało jako następcy tronu, a potem kiedy skończy dziewiętnaście lat wytłumaczyć mu czym jest Melishia i przetransportować do pałacu jego dziadka. - Zrobiła krótką przerwę by rudowłosa mogła zadać jakieś pytanie, kiedy nic nie usłyszała postanowiła mówić dalej. - Ale zawiodłam, kojarzysz jak ktoś zapukał do drzwi i nie powiedziałam Ci od razu kto to? - Amelia kiwnęła głową. - Jak powiedziałam Ci, że Luk jest w Melishii i muszę wracać to nie powiedziałam Ci wszystkiego. Ludzie króla Sulejmana porwali Lukasa. - Widząc przerażenie na twarzy dziewczyny szybko wytłumaczyła, że jest bezpieczny i nie mają zamiaru go torturować czy zabijać jak przypuszczała Amelia. Kiedy zielonooka się uspokoiła, Nina postanowiła opowiedzieć jej więcej o krainie w której się wychowała, o zwyczajach tam panujących o kulturze bardzo podobnej do tej z dalekiego wschodu oraz o możliwościach danych przez naturę.
- Czyli, że mogłybyśmy mieć dziecko? - Brunetka potwierdziła ruchem głowy. - Takie nasze, nasze?
- Tak, takie nasze, nasze i tylko nasze. Chcesz wiedzieć jak teraz czy masz jakieś inne ważniejsze pytania? - W pokoju panowała o wiele luźniejsza atmosfera niż jeszcze kilkanaście minut temu, obie dziewczyny co jakiś czas uśmiechały się do siebie bądź chichotały z komentarzy tej drugiej.
- Teraz, muszę wiedzieć jak u was robi się dzidziusie żeby wiedzieć jak nad takim popracować.
- Ok, więc do tego potrzeba dwojga Melishjanów i bardzo silna chęć posiadania dziecka przez obie strony. Tak w skrócie.
- A tak w normalnej wersji? Bo to mi na razie przypomina bajeczkę o pszczółkach czy motylkach.
- Myślałam, że wyjaśnię Ci to w innej chwili, bo mi się nie chce ale dobra. Chodzi o to, że każdy obywatel Melishii po inicjacji otrzymuje tak zwane „atrybuty obywatelskie”, czyli ogon, magię, możliwość decydowania o losie własnym i możliwość posiadania potomstwa, z czego magia i płodność są ze sobą ściśle powiązane. Chodzi o to, że podczas seksu nasze organizmy nie są w stanie utrzymać magii przy sobie i jeżeli moce dwóch osób chcą się połączyć, to po prostu to robią i tak powstaje dziecko. Dodatkowo jest jeszcze kilka innych rzeczy odnośnie wydawania na świat potomstwa. O na przykład kobietom łatwiej zajść w ciąże z kilku powodów, po pierwsze mamy silniejszą chęć posiadania dzieci, po drugie nasza magia jest bardziej żywiołowa.
- A tak hipotetycznie, jakbyśmy chciały mieć dzidziusia to która z nas by była w ciąży?
- Kojarzysz, że u normalnych ludzi łączą się dwie komórki i potem kobieta nosi dziecko? Tak u nas łączą się dwie magie, dwie energie życiowe tworząc jedną całość, nikt nie jest w stanie przewidzieć u kobiet, która z nich będzie nosić dziecko, ponieważ to magia decyduje. Najczęściej nosi je ta bardziej wrażliwa, chociaż różnie to bywa. Na przykład mam dwie starsze siostry, zostały poczęte w jednej chwili a że magia podzieliła się na pół to obie moje matki je nosiły.
- Czyli masz dwie mamy? - Zapytała Amelia przerywając.
- Tak, u nas to normalne. Za to dziwna jest wielodzietność, mam dwie starsze siostry i trzech starszych braci. - Nina uśmiechnęła się promiennie na wspomnie swojej dość hałaśliwej rodziny.
- Czyli będę miała dwie teściowe? Proszę powiedz, że nie są jak te z kawałów.
- Nie, spokojnie, są spoko. Najciekawiej jest w święto Kamish, kiedy zjeżdża się cała rodzina, łącznie jest nas wtedy ok. 70 osób.
- Co to za święto? I dlaczego aż tyle - Zapytała rudowłosa z ciekawością malującą się w głosie.
- Już wiem dlaczego studiujesz kulturoznawstwo. W tym święcie chodzi głównie o to żeby się bawić, to jest coś na wzór święta dziękczynienia i greckich Dionizji. Bawimy się przez siedem dni od 1 do 7 lipca, dajemy sobie prezenty, biesiadujemy i ogólnie miło spędzamy czas. A nazwa wzięła się od zwrotu Kam Shish, co w już dawno nie używanym języku oznacza „Jestem wdzięczny”.
- A skąd tak duża rodzina? - W oczach Amelii dało się zauważyć ogniki ciekawości,
- Rodzeństwo i ich partnerzy i partnerki wraz z dziećmi, wujkowie, ciotki, dziadkowie. To w sumie daje niezły wynik.
- Wiesz co? Aż nie chce mi się wierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę i ciągle mam wrażenie, że to sen. Mogłybyśmy pojechać do tej Melishii czy czegoś tam jak najpóźniej się da?
- Jasne słońce, dla Ciebie wszystko. - Nina przybliżyła się do swojej partnerki składając na jej ustach gorący pocałunek.
- Wiesz, że to był jeden z bardziej oklepanych tekstów jakie słyszałam. - Powiedziała zielonooka gdy tylko się od siebie oderwały - I nie dokończyłaś mi wszystkiego opowiadać. - Brunetka puściła wypowiedź dziewczyny mimo uszu początkowo delikatnie całując jej szyję by chwilę później zassać się na niej robiąc delikatną malinkę, co wywołało w rudowłosej ciche westchnienie. Nina na powrót przywarła ustami do gorącej szyi partnerki tym razem nie zostawiając po sobie czerwonego śladu. Sunęła delikatnie wargami po skórze by co jakiś czas ją podgryźć lub pieścić językiem. Zatrzymała się, napotykając przeszkodę w postaci czarnej koszulki na ramiączka. Odsunęła się delikatnie by móc zdjąć ją ze swojej kochanki, kiedy poczuła jak ta wstaje z kanapy. Spojrzała na nią a widok jaki zastała sprawił, że krew w jej żyłach zawrzała. Amelia zdejmowała powoli bokserkę uśmiechając się przy tym do brunetki, kiedy koszulka znalazła swoje miejsce na podłodze dziewczyna opuściła salon zmysłowym krokiem, udając się do sypialni.
Wracał do swojej komnaty z dość miłego obiadu wskazaną wcześniej drogą. Poznawszy księcia Amira i Aziza stwierdził, że pobyt w pałacu wcale nie będzie taki straszny. Całą królewską rodzinę zainteresowały Alverijskie obyczaje i święta takie jak dzień matki, dzień ojca, dzień dziecka czy innego rodzaju dni wyróżniające się swoją symboliką. Kiedy zaczął opowiadać o tradycjach w Polsce książę Amir stwierdził, że można by wprowadzić kilka takich jak śmigus dyngus czy walentynki dla urozmaicenia życia mieszkańców. Lukas zaśmiał się na wspomnienie przebiegłego uśmiechu na twarzy Aliego, gdy wytłumaczył na czym polega Prima Aprilis. Gdy dotarł już pod drzwi swojej komnaty i chwycił za klamkę poczuł na swoich oczach czyjeś dłonie.
- Zgadnij kto to? - Usłyszał bardzo cichy szept, przez co nie łatwo było mu zidentyfikować osobę stojącą za nim. Jednak gdy do jego nozdrzy dotarł zapach poziomek, którymi pachniała tylko jedna osoba, wiedział z kim ma do czynienia.
- Cześć Taavi. - Odpowiedział uśmiechając się szeroko.
- Cześć, kociaku. Skąd wiedziałeś, że to ja? - Tęczowo włosy zdjął ręce z oczu szatyna, który nacisnął mocno klamkę i wszedł do pokoju. Taavi widząc, że chłopak nie zamknął za sobą drzwi wszedł za nim.
- Po zapachu, pachniesz jak poziomki. - Odpowiedział jakby nigdy nic, po czym usiadł na jednym z foteli stojących przy kominku. Chwilę później drugi zajął Taavi.
- Przyszedłem, żeby przekazać Ci list od twojego dziadka. Jest zaplombowany magicznie tak, że tylko ty możesz go otworzyć. - Młodo wyglądający mężczyzna wyjął kopertę z wewnętrznej kieszeni płaszcza i podał ją Lukasowi. Chłopak otworzył list bez żadnego problemu i zaczął czytać jego treść w myślach. „Drogi Lukasie, jeżeli zapoznałeś się z treścią listu z odpowiedzią dla Sulejmana wiesz co napisałem. Musisz jednak wiedzieć, że czuję się winny z powodu twojego porwania, jak widać nie zapewniłem Ci wystarczającej ochrony. Nina, dziewczyna obok której mieszkałeś była odpowiedzialna za twoje życie w Alverii. Niestety nie podołała powierzonemu jej zadaniu. Chciałbym abyś wiedział, że w moim pałacu jesteś zawsze mile widziany i chciałbym Cię poznać jak najszybciej to możliwe. Wiedz również, że jesteś przeze mnie uznawany jako dziedzica i wnuka. Nie mów proszę nikomu o treści tego dość krótkiego listu. Jeżeli ktokolwiek będzie pytał możesz powiedzieć, że potwierdziłem moje poprzednie słowa. Treść listu jest widoczna tylko dla Ciebie więc nie musisz się obawiać, że ktoś go przeczyta. Razem z twoją matką czekamy na Ciebie, napisz jak tylko będziesz mógł. „ Kiedy skończył czytać sam nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć, jednego dnia dowiaduje się o tym, że jego dziadek się go wyparł, a kilka godzin później cofa wszystkie słowa. Na dodatek nie wiedział po co w ogóle się go wyrzekał, zamiast zgodzić się na rozejm w zamian za jego wolność, skoro rzekomo na niego czeka i nie może się doczekać spotkania.
- Mogę do niego napisać? - Spytał chowając kartkę z powrotem do koperty.
- Tak, żaden problem. Przynieść Ci kartkę i pióro? - Szatyn pokiwał przecząco głową.
- Powiesz mi coś więcej o tym wszystkim? - Mówił przyciszonym głosem przymykając delikatnie powieki.
- A co chcesz wiedzieć kociaku? - Odpowiedział patrząc się na profil chłopaka. Jego twarz wydawała się spokojna, jak gdyby spał.
- Nie wiem, może coś o tej całej inauguracji o której wszyscy tak gadają. - Taavi patrzył na poruszające się pełne wargi chłopaka. - I dlaczego mówisz do mnie „kociaku”? Mam imię.
- Mówię tak do Ciebie, bo przypominasz mi kociaka, a poza tym bardzo lubię koty. Jeżeli spotkałbyś kiedyś jakiegoś kota na korytarzu to możesz mieć pewność, że jest mój. A co do inauguracji, to po prostu powtarzasz słowa urzędnika bądź króla, on potem mówi formułkę i jak gdyby nigdy nic pojawia Ci się ogon.
- Jak to jest mieć ogon? - Spytał obserwując kątem oka lekko poruszającą się kitę.
- To w zasadzie jakbyś miał dodatkową rękę z parkinsonem, nie słucha się ciebie ale czasem jest użyteczna. A właśnie i też jest coś takiego, że im masz ładniejszą kitę tym bardziej atrakcyjny jesteś. A tak właściwie kiedy dokładnie masz urodziny?
- Piętnastego stycznia, a dlaczego pytasz? - Lukas zmienił pozycję siedząc teraz w poprzek fotela.
- Bo znając króla nie wypuści Cię wcześniej. Powiem tak, on jest dobrym człowiekiem tylko czasami nie wie kiedy odpuścić. Aktualnie za punkt honoru wziął połączenie rodów, odpuści sobie dopiero kiedy poślubisz kogoś spoza rodziny królewskiej. - Chłopak skrzywił się lekko na informację o zawziętości władcy. - Ale może zmienimy temat?
- Ok, to o czym chciałbyś porozmawiać? - Zapytał na powrót radosny młodzieniec.
- Na przykład o spacerze po ogrodzie, na który mam nadzieję się zgodzisz. - Taavi spojrzał się na Luka z błyskiem nadziei w oczach.
- Z przyjemnością, mam już dość tych samych czterech ścian. - Obaj wstali w tym samym momencie, udając się w kierunku drzwi. Zaraz po opuszczeniu komnaty, błękitnooki zaproponował ramię szatynowi na co ten zareagował cichym prychnięciem, jednocześnie korzystając z niemej propozycji. - Opowiesz mi trochę więcej o swojej rodzinie? Bo Lorie powiedziała mi tylko tyle, że jesteście dość specyficzni.
- Jasne, tak w zasadzie to jesteśmy dość specyficzni. Nie jesteśmy rodziną od samego początku, ja i Gabriel znamy się od małego. Gabi jest ode mnie starszy o trzy lata i był dla mnie jak starszy brat, teraz ta różnica się zatarła. Nasi rodzice byli bliskimi przyjaciółmi, pracowali dla króla i byli dość wysoko postawionymi urzędnikami. Kiedy mieliśmy po dziesięć i trzynaście lat zostali wysłani z misją na Alverię, już nie pamiętam, co mieli załatwić, ale to nie ma już znaczenia. Krótko mówiąc mieli wypadek, zginęli na miejscu. Z Gabim zostaliśmy sierotami, normalnie trafilibyśmy do sierocińca, ale ciocia, przyjaciółka naszych rodziców, przygarnęła nas i dała ciepły dom i serce. Potem, kiedy byliśmy już dorośli pojawiła się Lorie. Jej historia jest troszkę inna, jej matka zakochała się w Alveriiczyku, wzięli ślub, a jakiś czas później na świecie miała się pojawić Lorie. Jej ojciec dowiedział się o Melishii i o magii, kiedy jego żona była w ósmym miesiącu, zostawił ich. Tak po prostu, stwierdził, że to ponad jego siły. Wracając do tematu, Lorie została podrzucona do pałacu jak miała może trzy miesiące, w liście było wszystko wyjaśnione. Podobno jej matka nie mogła na nią patrzeć, bo zbyt przypominała ojca. - Taavi z każdym słowem stawał się coraz bardziej pochmurny. - Ciocia postanowiła się nią zająć, sama stwierdziła, że najprawdopodobniej nigdy nie będzie miała własnych dzieci nie mogąc znaleźć partnerki. Tak, więc stało się nas troje. Pomagaliśmy cioci jak tylko mogliśmy, ale zamiast stać się pomocnymi wujkami, jesteśmy dość fajnymi braćmi. - Szli cały czas przez różnego rodzaju korytarze, Lukas zapatrzony w mówiącego Taaviego, który tymczasowo żył w swoim własnym świecie. Żaden z nich nie wiedział o osobie śledzącej ich od dłuższego czasu. Wreszcie dotarli do ogrodu, który szatyn mógł obserwować jedynie przez duże okno w pokoju. Osiemnastolatek prawie natychmiast zostawił Taaviego na rzecz pięknych kwiatów o każdym kolorze i odcieniu. Każdy kwiat miał inny kształt wyróżniając się na tle całej reszty, chłopak przypatrywał się im z widocznym zachwytem.
- Są śliczne. - Powiedział w przestrzeń pochylając się nad krzakiem z różowymi kwiatami o intensywnym cukierkowym zapachu.
- W ramach ciekawostki, kwitną co miesiąc. I są sadzone tak aby zawsze w ogrodzie było kolorowo. - Powiedział stojący kilka kroków dalej Taavi, który dokładnie lustrował wzrokiem uśmiechniętą twarz młodego mężczyzny.
- Chciałbym mieć taki widok w domu. - W głosie osiemnastolatka słychać było nutę smutku na wspomnienie o poprzednim miejscu zamieszkania.
- Może usiądziemy? - Szatyn przytaknął, po czym ruszyli wspólnie w kierunku najbliżej stojącej ławki. - Chciałbyś wiedzieć coś jeszcze, kociaku? - Powiedział Taavi, gdy obaj już siedzieli.
- Nie powiedziałeś jak Michał stał się waszą rodziną.
- Przepraszam, ale nie mogę Ci o tym powiedzieć. To jego prywatna sprawa. Może masz jakieś inne pytania, na które mam nadzieję będę w stanie odpowiedzieć.
- Właściwie, to chciałbym się jeszcze dużo dowiedzieć, ale nie wiem o co mam pytać.
- Rozumiem, a mógłbym ja się o coś zapytać? - Chłopak przytaknął, skupiając całą swoją uwagę na tęczowowłosym. - Jak dotychczas wyglądało twoje życie? Nie licząc oczywiście tego, że musiałeś spać na matmie, biorąc pod uwagę twoje zaległości. - Na twarzy Taaviego pojawił się delikatny uśmiech.
- Ej, na matematyce wcale nie spałem, po prostu nie umiałem się skupić na temacie. - Lukas zaśmiał się serdecznie, lekko przymrużając oczy, a na jego policzkach pojawiły się dołeczki. -Odpowiadając na twoje pytanie, to moje życie było trochę zakręcone, ale jakoś sobie radziłem. Jak byłem mały mieszkałem w Japonii z mamą, chodziłem do najlepszego przedszkola w Osace, potem do najlepszej podstawówki. Później ojciec się o mnie upomniał i przez dwa lata mieszkałem z nim w Anglii. Po dość dużej awanturze zamieszkałem w Polsce z dziadkiem. I szczerze tam mi się najbardziej podobało, tam miałem chociaż Ninę, Amelkę i dziadka.
- Pewnie kiepsko się czułeś, jak żegnałeś tak często przyjaciół?
- Niekoniecznie, nie miałem przyjaciół. - Widząc zdziwioną minę rozmówcy kontynuował. - Miałem znajomych, ale nie przyjaciół. Jak mieszkałem z mamą, to w szkole był wyścig szczurów, nikt nie miał czasu na głębsze przyjaźnie, a przynajmniej nie ze mną. W Anglii nie czułem się dobrze i prawie każdą chwilę spędzałem na czytaniu książek i nikt nie chciał zadawać się z nudziarzem. Za to w Polsce w trzeciej gimnazjum wszyscy już mieli znajomych a ja byłem tam nowy, więc też się ze mną nie zadawali. A poza tym poznałem Ninę i w miarę dobrze się dogadywaliśmy. Później w dwa lata zmieniałem trzy razy szkołę i za każdym razem byłem outsiderem. W między czasie poznałem Amelię, która szybko wprowadziła się do Niny i w końcu było dobrze. - Na twarzy Lukasa pojawił się smutny uśmiech (Wiem, że to oksymoron dop.od.aut).
- Ale wiesz, że jeszcze je spotkasz? - Taavi starał się pocieszyć szatyna. - Z tego co wiem to ta Nina jest Melishianką, więc nie będzie problemu. - W oczach chłopaka znowu pojawiły się iskierki radości na myśl o przyjaciółce.
- Nie przeszkadzam? - Dobiegł ich znajomy głos. Jakieś trzy metry od nich znajdował się mężczyzna o karmelowym odcieniu skóry.
- Nie, oczywiście, że nie. - Odpowiedział najmłodszy z towarzystwa.
- Cieszę się Lukasie, że moje towarzystwo Ci nie przeszkadza. - Podszedł do mężczyzn siedzących na ławce, po czym delikatnie musnął ustami policzek młodzieńca o brązowych oczach. - Witaj Taavi. - Skinął głową drugiemu, na co w odpowiedzi otrzymał identyczny gest. - Wszędzie Cię szukałem. - Zwrócił się do zdumionego chłopaka. - Miałem nadzieję, że zechcesz towarzyszyć mi i moim braciom w gorących źródłach. - Ali uśmiechnął się szelmowsko, czekając na odpowiedź.
- Przykro mi, ale Lukas właśnie spędza czas ze mną. - Odezwał się Taavi, miotając gromy spojrzeniem.
- Co nie zmienia faktu, że może miałby ochotę zmienić towarzystwo. - Odpowiedział z równie groźnym wzrokiem książę.
- Gdyby nie odpowiadało mu moje towarzystwo, to twoje tym bardziej nie byłoby go godne.
- Z tego co się orientuje, godzinę temu na obiedzie bawił się wybornie w MOIM towarzystwie. - Podkreślił przedostatnie słowo walcząc na spojrzenia z błękitnookim.
- A może dalibyście mi zdecydować z kim chcę spędzać czas?! - Krzyknął Lukas, przerywając im tą bezsensowną i na szczęście krótką wymianę zdań. Był ciekaw czy doszłoby do rękoczynów gdyby nie zareagował, ale wolał nie sprawdzać. Dwie pary oczu skierowały się na niego tracąc całą wrogość, którą jeszcze chwilę temu pałały. - Jeżeli macie się zachowywać jak dzieci walczące o zabawkę to nie mam zamiaru przebywać z żadnym z was. - Powiedział dobitnie, krzyżując ręce na torsie.
- Przepraszam. - Padło od dwóch mężczyzn naraz, oczywiście nie były to wzajemne przeprosiny.
- I myślicie, że przepraszając mnie to załatwicie? - Zapytał retorycznym tonem, jednak uzyskał odpowiedzi. Dwa głosy zlewały się w jeden wyrażając skruchę i niechęć do tego drugiego. - Dosyć! - Znowu krzyknął by uspokoić prawie walczących ze sobą o jego atencję mężczyzn. - Nie mam zamiaru marnować popołudnia na wasze sprzeczki. Macie się szczerze przeprosić, albo nie pokazywać mi się na oczy.
- Ale, kociaku. Dlaczego mam go przepraszać skoro to on nam przerwał rozmowę?
- Z tego co pamiętam, Lukas powiedział, że nie przeszkadzam. - Odpowiedział na słowny atak Ali.
- A co miał powiedzieć? Jest tu od niedawna i nie chciał być niemiły.
- Po naszej porannej rozmowie nie odniosłem wrażenia by był skrępowany moją osobą, nie pomyślałeś, że to przez Ciebie może czuć się nieswojo?
- Obaj macie się zamknąć! Mam dość przekrzykiwania was, widzę Lorie niedaleko fontanny. Pozwólcie, że to do niej pójdę. Nie mam siły na wasze spory, jeżeli dotrzecie do jakiegokolwiek porozumienia z przyjemnością spędzę z wami obojgiem czas, na razie jednak jest to ponad moje siły. - Szatyn wstał z ławki z nonszalanckim spojrzeniem, po czym skierował się w kierunku dziewczyny. Żaden z mężczyzn nie był na tyle odważny by chociaż próbować go zatrzymywać.
- No to mamy przesrane. - Skwitował książę z niewyraźną miną.
- Mógłbyś się wyrażać jak na członka rodziny królewskiej przystało.
- Nie widzę potrzeby, ponieważ to określenie idealnie oddaje naszą sytuację.
***
Blondynka spacerowała wolno po dość dużych rozmiarów ogrodzie, gdy dostrzegła zbliżającą się do niej postać.
- Cześć Luk, stało się coś? - Zapytała widząc minę chłopaka. Wyglądał na zdenerwowanego.
- Te dwa osły kłócą się o mnie jakbym był co najmniej ze złota. - Odparł wskazując wzrokiem kłócących się ze sobą dwóch mężczyzn. - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.
- Nie, spokojnie. Nawet byłam u Ciebie w komnacie, żeby Cię wyciągnąć, ale jak widać ktoś mnie wyprzedził. - Lorie uśmiechnęła się serdecznie, wywołując tym samym równie szeroki uśmiech na twarzy Lukasa. - A tak poza naszym małym Zoo, jak Ci się to podoba?
- Małym Zoo? - Spytał chłopak, patrząc się na dziewczynę co najmniej jakby była z innej planety. (Co z tego, że jest z magicznej krainy i ma ogon dop.od.aut)
- No, powiedziałeś o nich „osły”, więc już można powiedzieć, że mamy mini Zoo.
- Trafne spostrzeżenie. Generalnie to nie mam za dużo doświadczeń poza rozmowami i snem, ale nie jest źle.
- Nie martw się, już nie powinieneś tak dużo spać. W twoim organizmie nie ma już praktycznie żadnych toksyn. A tak właściwie, to co sądzisz o swoich adoratorach? - Zmieniła temat i od razu zauważyła za twarzy chłopaka delikatne zażenowanie.
- Nie mam żadnych adoratorów. - Powiedział i ruszył powoli wąską ścieżką ledwie mogącą zmieścić dwie osoby, idące obok siebie. Dziewczyna natychmiast zrównała z nim krok, uśmiechając się sugestywnie. - No co? - Spytał pesząc się jeszcze bardziej.
- Przyznaj, który Ci się podoba? - Zapytała radosnym głosem.
- Nie wiem o czym mówisz. Swoją drogą przypominasz mi moją przyjaciółkę, też wszędzie widziała mi przyszłych partnerów. - Spróbował lekko zmienić temat, mając nadzieję, że Lorie zapyta się o jego sąsiadkę.
- Wiem, że nie wyglądam, ale jestem po pięćdziesiątce i swój rozum mam, gadaj który.
- Naprawdę, nie wiem o co Ci chodzi. - Na twarzy Lukasa dało się zauważyć lekki rumieniec, którego nie udało mu się powstrzymać jak przy rozmowie z Alim dzisiejszego poranka.
- Nie mów, że obaj Ci się podobają. - Zażartowała blondynka, lecz widząc pogłębiającą się czerwień na twarzy chłopaka zrozumiała niemą odpowiedź. - I co masz zamiar zrobić z tym fantem? - Powiedziała dosyć poważnie, jak na siebie, oczywiście.
- Em, poczekam i zobaczę. Po prostu obaj mi się fizycznie podobają i tyle. A jeżeli chodzi o charaktery, to obaj coś w sobie mają.
- Lukas, ale ty wiesz, że najprawdopodobniej Ci nie przejdzie. - Chłopak spojrzał na nią zaskoczony. - Jeżeli z jednym nie ograniczysz teraz kontaktów do minimum, to utoniesz w tym bagnie. Jeżeli nawet delikatnie zaiskrzyło, to jest tylko kwestia czasu, aż to przerodzi się w miłość.
- Więc nie znając żadnego z nich mam zdecydować, w którym chce się zakochać albo namówić ich na trójkąt, bo obaj mi się podobają? - Spytał z naturalnym dla siebie w takich sytuacjach tonem.
- W sumie to można by to tak podsumować, chociaż z tym trójkątem lekko przegiąłeś. A mówiąc teraz, miałam na myśli jak najszybciej. Wiesz to w końcu ważna decyzja, a poza tym to Ci zazdroszczę.
- Czego? Dwóch debili kłócących się, który spędzi ze mną czas? - Lukas zaśmiał się dźwięcznie, przy rozmowie z Lorie każdy powód do uśmiechu wydawał się niezwykle ważny.
- Nie do końca, chociaż w sumie czemu by nie? Każde życzenie czy prośba jest dla nich jak rozkaz, nieba Ci przychylą byle byś takiego wybrał. - Podsumowała z lekko zamyśloną miną, co przyprawiło chłopaka o kolejną salwę śmiechu. - Ale ja nie o tym, po prostu wielu z nas czeka bardzo długo by spotkać swą drugą połówkę. Jest szansa, że ukochany czy ukochana osoby mieszkającej na północy znajduje się na południu, przez co mogą się w ogóle nie spotkać. - Dziewczyna zakończyła swoją wypowiedź głębokim westchnięciem, jakby wiedziała, że właśnie gdzieś na północy znajduje się osoba jej przeznaczona. - Bardzo rzadko zdarza się żeby ktoś spotkał aż dwie osoby, z którymi byłby w stanie się związać. -Lukas po raz kolejny w ciągu ostatnich kilku dni miał sceptyczną minę. - Tego też Ci nikt nie wytłumaczył? To jest coś takiego jak instynkt. Podświadomie wiesz, z kim byś był szczęśliwy i z kim jesteś w stanie stworzyć rodzinę. Znaczy, inaczej, z kandydatem idealnym czujesz chemię od pierwszego spotkania, ale jeżeli na przykład ktoś postanowił wyjść za osobę z rozsądku, bądź rozkazu to jest w stanie stworzyć normalnie funkcjonującą i szczęśliwą rodzinę, ale potem, jeżeli pojawi się „ten ktoś” to często takie związki się rozpadają.
- Wiesz, że naprawdę dużo gadasz - Odpowiedział posiadając nowe informacje, które jeszcze bardziej skomplikowały jego życie.
- Wiem, ale nic na to nie poradzę. - Lorie uśmiechnęła się, pokazując prawie wszystkie zęby. Spacerowali jeszcze godzinę, rozmawiając głównie o roślinach w ogrodzie czy o panującym w całej krainie klimacie.
***
Dwóch mężczyzn siedziało przy stole w milczeniu, obaj przypatrywali się sobie w co najmniej wrogi sposób.
- To nie ma sensu. - Odezwał się jeden z nich. - Siedzimy tu już nie wiadomo ile i nie doszliśmy do żadnego porozumienia. - Położył obie ręce na stole w geście bezradności.
- Pamiętasz, co powiedział? Dopóki się nie pogodzimy mamy mu się nie pokazywać. - Odpowiedział drugi zrezygnowanym tonem.
- Nie rozumiem, po co powiedziałeś o tym wszystkim swojemu bratu. Gdyby nie to, to byśmy tutaj nie siedzieli. - Prawie krzyczał błękitnooki mężczyzna.
- Nie jest tak źle, mógł nas zamknąć w jakimś pokoju dla służby z jednoosobowym łóżkiem.
- Tak, masz rację. - Odparł sarkastycznie. - Powinienem się cieszyć, że mamy dwa łóżka i aż jedną łazienkę, dziękuję Ci Ali. - Mówił podirytowanym głosem.
- Daruj sobie i tak doskonale obaj wiemy, że jak się nie dogadamy, to stąd nie wyjdziemy.
- Powiedziałem Ci już, że nie będę z tobą rozmawiać dopóki mi nie obiecasz, że zostawisz Lukasa w spokoju. - Wysyczał przez zęby wściekły Taavi.
- Nie mam zamiaru sobie odpuszczać i pogódź się z tym. Mam takie samo prawo do rozmowy z nim jak ty. - Odpowiedział i wstał z krzesła, omal go nie przewracając i zaczął nerwowo krążyć po pokoju, rozmyślając nad obecną sytuacją.
- Usiądź, bo dziurę wydepczesz. - Ali przystanął, po czym zwrócił się w kierunku błękitnookiego mężczyzny.
- Pozwól, że zaproponuję Ci układ. - Taavi podniósł brew w geście zaciekawienia. - Kiedy jeden z nas widzi drugiego z Lukasem nie przeszkadza. Szanse mają być wyrównane, więc nie podkładamy sobie świń. Co ty na to?
- Czy ty traktujesz to jak jakieś zawody?! - Tęczowo włosy podniósł głos, patrząc z furią na bruneta stojącego kilka metrów dalej.
- Nie jak zawody, bardziej jak rywalizację o serce Luka, dopóki nie wyzna żadnemu z nas miłości „walka” trwa. Tylko jeszcze jedna zasada, przegrany odpuszcza.
- Niech Ci będzie, widzę, że inaczej nie dojdziemy do kompromisu. - Odpowiedział zrezygnowanym głosem i podniósł się wyciągając rękę w kierunku Aliegio, który mocno ją uścisnął. - Zawołaj Amira, skoro już się dogadaliśmy, to chyba możemy wyjść. - Brunet podszedł do drzwi i mocno zapukał, chwilę później dało się usłyszeć głośne kroki.
- Tak braciszku? - Odezwał się jegomość za drzwiami.
- Wypuść nas, dogadaliśmy się. - Zażądał Ali wściekły na brata.
- Powinny ustąpić same, nałożyłem na nie warunki jakie postawił wam Lukas. - Brunet słysząc brata nacisnął mocno klamkę, lecz drzwi okazały się dalej zamknięte. - Wygląda na to, że jednak nie udało się wam sprostać wyzwaniu, przypomnijcie sobie słowa waszej wyroczni. Do zobaczenia braciszku. - Obaj usłyszeli głośny śmiech Amira i kolejne kroki które z czasem ucichły.
- Luk kazał nam się szczerze przeprosić. - Powiedział cicho Taavi siedząc leniwe na krześle. - Tak, więc przepraszam, że na Ciebie naskoczyłem.
- Dobra ja też przepraszam, za całokształt. - Brunet spróbował jeszcze raz otworzyć wrota, lecz dalej na próżno. - Chyba coś nie działa. - Powiedział patrząc podejrzanie w kierunku wciąż zamkniętego wyjścia z tymczasowej celi.
- Chyba chodzi tu o słowo „szczerze”. Czyli wychodzi na to, że któryś z nas nie żałuje swoich jakże haniebnych czynów. - W słowach błękitnookiego dało się wyczuć coś na kształt rozbawienia z sytuacji w jakiej obecnie się znajdują.
- Jeżeli zarzucasz mi kłamstwo to wiedz, że bezpodstawnie. - Odparł Ali lekko podłapując rozbawienie towarzysza. - Ale to nie zmienia tego, że jesteśmy tu zamknięci.
- W takim razie ja też Ci proponuję układ, tak jak ty mi wcześniej. - Brunet podniósł brew w parodii gestu jaki poprzednim razem wykonał Taavi. - Mamy dostęp do barku, więc z niego skorzystamy i najwyżej później się pomyśli, co ty na to?
- Jak na kogoś tak sztywnego dobrze prawisz. - Mężczyzna podszedł do oszklonej gablotki, wyjmując z niej dwa kryształowe kielichy oraz butelkę z wizerunkiem roznegliżowanej damy. Dosiadł się do stołu, po czym rozlał jak się okazało złocisty napój do kielichów.
- Może wypijemy zdrowie Luka? - Spytał unosząc kielich do góry.
- Zatem zdrowie Lukasa. - Odparł książę, stuknęli się wzajemnie kieliszkami i wypili ich zawartość. Alkohol nie wydawał być się mocny w smaku, jednak po odstawieniu kryształów poczuli dość przyjemne gorąco w gardłach. - Dobre.
- Dzisiaj wyjątkowo muszę się z tobą zgodzić. - Śniady mężczyzna chwycił butelkę, na nowo zapełniając naczynia. - A tak właściwie to pamiętasz dlaczego się lekko mówiąc nie lubimy? -Spytał biorąc kielich do ręki.
- Hmm, to chyba było coś związanego ze świętem Kamish jak mieliśmy po 10 czy 11 lat.
- A tak, pamiętam jak się o coś pokłóciliśmy, nie pamiętam o co. - Z zamyślenia wyrwał go dźwięk stukania się kieliszków, wypił kolejną porcję, znów czując przyjemne ciepło w gardle.
- Ja też nie, pewnie to była jakaś głupota, skoro już obaj nie pamiętamy. - Ali ponownie rozlał alkohol do kielichów. - Trochę szkoda, bo z tego co pamiętam fajnie nam się razem grało, pamiętasz? Ty i Gabriel kontra ja i Amir, ciekawie wtedy było. - Brunet zaśmiał się i tym razem to jemu przerwał gest zachęcający do picia.
- Może oni będą pamiętać o co poszło, chociaż trochę szkoda, bo faktycznie dobrze się dogadywaliśmy.
Szatyn stał przed najstarszym z książąt z miną wyrażającą głębokie zdziwienie.
- Zamknąłeś ich, żeby się dogadali? - Powtórzył przed chwilą usłyszane informacje, mając nadzieję, że źle zrozumiał bądź jest to zwykły żart. - Przecież oni się pozabijają!
- Spokojnie. - Powiedział Amir z miną zadowolonego z siebie dziecka. - Jest też szansa, że się pogodzą i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. - Lukas zareagował miną wyrażającą wszystkie jego wątpliwości.
- Jeżeli masz rację i będzie szczęśliwe zakończenie, będę Ci wdzięczny, że uwolniłeś mnie od koszmaru jakim jest słuchanie ich kłótni, ale jak się pozabijają, to ty zostaniesz pochowany razem z nimi. Rozumiemy się? - Powiedział pół żartobliwym tonem, w głębi serca będąc wdzięcznym Amirowi za umieszczenie Aliego i Taaviego w zamkniętym pokoju.
- Wiem, że będę się powtarzał, ale możesz być spokojny, nie mają tam broni a żadne zaklęcie nie ma prawa nic im zrobić przez zabezpieczenia jakich używa mój ojciec.
- Chcę wiedzieć na czym polegają te zabezpieczenia? - Spytał Lukas na powrót czując się jak nic nie wiedzący człowiek, który całe życie spędził w piwnicy.
- Ta wiedza nie jest Ci potrzebna do życia, jednak jest dość przydatna. - Chłopak westchnął głęboko, czekając na kolejną porcję informacji. - Z grubsza chodzi o to, że za pomocą zaklęć nikt nie jest w stanie się zranić, jeżeli nie ma bezpośredniego zagrożenia życia bądź zdrowia. Czyli, jeżeli ktoś biegnie na mnie z toporem krzycząc, że chce mnie zabić mogę użyć jakiegoś zaklęcia, które mu to uniemożliwi. Nie mogę za to zranić kogokolwiek bez powodu, albo przez coś błahego.
-Czyli, wyjdą jak się dogadają, nie ważne ile by im to zajęło, tak?
-Dokładnie. Pozwól, że już pójdę, ale muszę znaleźć Azizowi drugą połówkę. - Luk podniósł obie brwi ze zdziwienia. - Zakład. - Padło jedno krótkie słowo. Amir ukłonił się lekko, po czym nie zważając na nic ruszył szybkim krokiem wzdłuż korytarza.
- Ok? - Powiedział do siebie szatyn i również udał się w dalszą drogę. - Chyba już nic mnie tu nie zdziwi. - Znowu szepnął do siebie idąc sprężystym krokiem mając nadzieję, iż idzie właściwą drogą.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Długie to było, oj długie. Dla tych co nie czytali wstępu brak komentarzy=brak rozdziałów; chociaż jeden komentarz=rozdziały będą publikowane. I jeszcze jedna sprawa, szukam Bety, jeżeli ktoś byłby chętny to mój mail: riche.boo@gmail.com można też wysyłać jakieś rysunki czy coś tam. No to ten, bądźcie pozdrowieni człowieki wszelkiej maści!!!
Ps. Beta znaleziona ;)

Pozdrawiam Demetra :*
(Nowa Beta, dla nieogarniętych)

środa, 29 lipca 2015

Rozdział 5 [Opowiadanie Podstawowe]

Hej, jakoś mi się udało skończyć i wiem, że nie jest was dużo, ale czekam na komentarze, nawet krytyczne. Jeszcze nie mam Bety, więc proszę piszcie gdzie jest błąd, a postaram się go naprawić.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
          Siedział przy hebanowym stoliku jedząc śniadanie przyniesione przez jedną ze służących. Spędził już w Melishii dwa dni i coraz bardziej przyzwyczajał się do nowego miejsca zamieszkania. Mimo, iż z pokoju wychodził tylko i wyłącznie do toalety zdążył poznać kilka osób. Głównie zajmujących pokoje koło niego, z tego co się dowiedział w pokoju naprzeciw mieszka wysoki rangą urzędnik, lubiący śpiewać ballady dla swojego kota. Za to kilka pomieszczeń dalej dużą komnatę zajmuje Gabriel, obok niego Taavi, naprzeciw nich Liorie i  Michał. Już miał brać kolejną bułeczkę gdy usłyszał ciche pukanie. Wytarł kąciki ust serwetką po czym wstał by otworzyć drzwi. Chwycił za klamkę, nie sprawdzając uprzednio kto znajduje się po drugiej stronie. Otworzył energicznie drzwi i spostrzegł dość wysokiego mężczyznę o lekko ciemnej karnacji i męskich wyrazistych rysach twarzy, ubrany był w czerwono-czarną szatę ze złotym emblematem przedstawiającym łeb lwa na piersi.
- Witam, nazywam się Ali Bilir, drugi syn króla Sulejmana. Ty zapewne jesteś Lukas Fukuda, zgadza się? - Mężczyzna nie czekał na odpowiedź zszokowanego chłopaka wchodząc do tymczasowej komnaty szatyna. - Mam nadzieję, że nie przeszkadza Ci moja obecność. - Ali uśmiechnął się serdecznie do chłopaka patrzącego na niego nic nie pojmującym wzrokiem.
- Tak, znaczy nie. Znaczy, nie przeszkadzasz. I odpowiadając na wcześniejsze pytanie to nazywam się Lukas, ale Fukuda to nazwisko mojej mamy. - Lukas przypatrywał się brunetowi siadającemu przy stoliku z jego śniadaniem w dość nonszalanckiej pozycji. Po chwili sam zajął drugie miejsce nieco skrępowany towarzystwem gościa. Zauważywszy wzrok, który w jego mniemaniu miał zachęcić go do swobodnego zachowania chwycił bułeczkę i dogryzł mały kęs.
- Wiesz, że jesteś uroczy? - Na uwagę mężczyzny prawie się zadławił. - Na zamku krążą plotki o tym, że jesteś słodki, przystojny i podobno lekko nieśmiały. I jak widać okazały się one prawdą. - Chłopak sam nie wiedział co powiedzieć, był zaskoczony bezpośredniością wypowiedzi. - Na prawdę jesteś śliczny. - Luk poprawił okulary po czym spojrzał z zaciętością na „zadufanego księciunia”, jak nazwał go w myślach.
- Mógłbyś sobie darować te tanie komplementy. - Odpowiedział odzyskawszy rezon.
- Nie są tanie. Nawet nie wiesz ile mnie kosztuje wypowiedzenie tych słów w towarzystwie tak zniewalającej piękności.
- Nie martw się, mi też tak przesłodzone i banalne miłe słówka z trudem przeszłyby przez gardło. Aż rzygać się chce od tej słodyczy. - Szatyn skrzywił się nie znacznie na potwierdzenie swoich słów. Gdy zobaczył na twarzy jegomościa szok pomieszany z niemożnością odparcia słownego ataku poczuł czystą satysfakcje, po czym ugryzł maślaną bułeczkę. Czynność ta została jednak przerwana przez osobnika siedzącego naprzeciwko.
- Widzę, że jesteś wygadany. - Zaśmiał się dźwięcznie. - I wcale nie tak łatwo zdobyć cię czułostkami, za które niektórzy oddaliby naprawdę wiele.
- Nie rozumiem po co mieliby poświęcać cokolwiek w zamian za tekst niczym z książki „Podryw dla opornych i umysłowo ociężałych”. - Odpowiedział z uśmiechem na twarzy, zajadając się świeżym pieczywem, które wzbogacone było dżemami w najróżniejszych smakach.
- Wiedz, że nie chodzi o same słowa, ale o to kto je wypowiada. - Odparł z widocznym samozachwytem patrząc Lukasowi prosto w oczy.
- Nie obraź się, ale gówno w złotym papierku dalej nie jest cukierkiem.
- Twoje słowa ranią i jednocześnie zachęcają do dalszej polemiki co niezmiernie mnie intryguje.
- Nie mów proszę, że dotychczas nikt nie wytknął ci braku oryginalności. Tą cechę czuć od Ciebie na kilometr, chociaż poświata narcyzmu widoczna gołym okiem może skutecznie ją maskować.
- Widzę, że masz zamiar sobie na mnie ostrzyć język, co? A poza tym po co miałbym się wykazywać czymkolwiek poza normę skoro moje komplementy mogłyby zostać niedocenione.
- I teraz zamiast ja wyjść na idiotę nierozumiejącego połowy słów, ty wyszedłeś na taniego podrywacza. Świetna taktyka. - Odpowiedział z przekąsem i nutką sarkazmu w głosie, jedynie uśmiech i iskierki w oczach zdradzały radość czerpaną z dyskusji.
- Jednak nie możesz zaprzeczyć, że czerpiesz przyjemność z naszej małej wymiany zdań.
- Większą przyjemność czerpałbym z chwili spokoju i niczym nie zmąconej ciszy, ale jak widać los bywa złośliwy i skazał mnie na twoje towarzystwo. - Odpowiedział z jeszcze szerszym uśmiechem skończywszy posiłek.- Tak, więc byłbym wdzięczny za oszczędzenie mi takich przyjemności w przyszłości.
- Jedna z opcji na przyszłość jest taka, że do końca twojego życia tylko ja będę w stanie sprawić Ci taką przyjemność, że zobaczysz gwiazdy na suficie. Tak więc radziłbym Ci uważać na słowa o ile nie chciałbyś spędzać pół godziny na krawędzi rozkoszy. - Na twarzy Lukasa wykwitł soczysty rumieniec na myśl o dzieleniu łoża z jakże przystojnym i ledwo poznanym mężczyzną.
- Nie chciałbym Cię martwić, ale ten sam scenariusz mówi, że beze mnie również nie wiele zdziałasz. - Pokonawszy lekki wstyd spowodowany rozmową o dość jednoznacznym zabarwieniu praktycznie wydukał swoją ripostę.
- Czyli jednak jesteś wstydliwy. Pewnie dalej jesteś prawiczkiem, co? - Chłopak siedział cicho i jedynie powiększający się rumieniec stanowił odpowiedź. Ali tylko zaśmiał się lekko i spojrzał spod wpół przymkniętych powiek na zawstydzonego nastolatka.Wtem poczuł ogarniającą go potrzebę podziwiania tych zniewalających rumieńców dzień w dzień. - Możesz mi obiecać jedną rzecz? - Dostrzegł jak Lukas podnosi na niego wzrok lustrując uważnie jego twarz. - Zachowaj proszę czystość do ślubu. - Mina szatyna wyrażała głębokie zdziwienie i jeszcze większe zawstydzenie z tematu rozmowy.
- Dlaczego niby miałbym Ci coś takiego w ogóle obiecywać? - Odburknął lekko obracając głowę w kierunku okna.
- Jeżeli jednak wybrałbyś mnie, chcę być twoim pierwszym, ostatnim i jedynym. Natomiast jeżeli wybierzesz kogoś innego to ten zaszczyt spadnie na szczęśliwca, który mam nadzieję da Ci szczęście. - Chłopak był lekko zbity z tropu przez wypowiedź Aliego. Nie dane mu było długo zastanawiać się nad słowami bruneta, gdy drzwi otworzyły się, a do pokoju wszedł zadowolony Taavi.
- Cześć kociaku, przyniosłem Ci nowe ubrania. W tych Alverijskich dresach wyglądasz... - Nie dokończył wypowiedzi, gdy ujrzał osobę, którą lekko mówiąc miał ochotę spotkać najwcześniej w następnym wcieleniu. - Ali, co ty tu do cholery robisz?! - Podniósł głos w kierunku siedzącego na krześle mężczyzny po czym już łagodniejszym tonem zwrócił się do chłopaka wyglądającego na wystraszonego. - Luk, czy on Ci coś zrobił, albo chciał zrobić? - Odpowiedziało mu jedynie zaprzeczenie ruchem głowy co i tak niezmiernie go uspokoiło.
- To ja już pójdę, zobaczymy się później i może przygotuje już jakieś mniej banalne i przesłodzone określenia. - Podniósł się z krzesła i podszedł do zdziwionego jego zachowaniem chłopaka, chwycił jego dłoń i uniósł ją na wysokość swoich ust. - Mam nadzieję, że smok nie uwięzi Cię w wieży za mój haniebny występek. - Musnął delikatnie dłoń szatyna ustami po czym opuścił pomieszczenie, skinąwszy tylko głową tęczowo-włosemu. Gdy drzwi się zamknęły Taavi spojrzał na młodszego chłopaka z wyraźną pretensją, jakby cała wina za spotkanie księcia Aliego była jego. Lukas spiął wszystkie mięśnie , jednocześnie przymrużając oczy, czekając na wybuch złości młodego mężczyzny. Gdy niebieskooki zauważył postawę Lukasa, na myśl znowu przyszedł mu biedny kociak, podszedł powoli do niego po czym, ku zdziwieniu szatyna, przyklęknął przy krześle i lekko pogłaskał go po włosach.
- Ej, kocie. - Powiedział półszeptem, jakby jakikolwiek głośniejszy dźwięk miał go zranić. - Nic Ci nie zrobię, przepraszam jeżeli Cię wystraszyłem - I jak w przypadku nie oswojonego zwierzaka, padały deklaracje o braku złych intencji. - Przepraszam, że krzyczałem w twojej obecności. - Taavi obchodził się z Lukiem jak z małym dzieckiem, przy którym krzyk jest surowo zakazany. Poczuł jak chłopak się powoli rozluźnia, jednak on nie przestawał gładzić go po głowie.
- Dlaczego tak zareagowałeś na Aliego? - Padło na pozór proste pytanie, lecz dla Taaviego było ono niezmiernie trudne.
- Książę Ali ma w pałacu opinię łamacza serc. Mimo, że dopiero co Cię poznałem boję się o Ciebie i nie chciałbym by ktokolwiek Cię skrzywdził. - Padła również półszeptem odpowiedź, która po części nie zrobiła na nim wrażenia dopóki nie usłyszał drugiej części.
- Wiem, że jest podrywaczem, ale i tak miło nam się rozmawiało. - Powiedział cicho jakby bał się konsekwencji wypowiedzianego zdania. Gdy zauważył pytający wyraz twarzy postanowił dokończyć. - Na początku on mnie podrywał. - Widząc zdenerwowanie na twarzy starszego chłopaka, który dalej przeczesywał jego włosy ręką, kontynuował.-  I ja mu powiedziałem, że na coś takiego nie dam się uwieść ani nic. A on powiedział, że do ślubu nie ma zamiaru mnie ruszyć.
- Tak ci powiedział? - Taavi uniósł sceptycznie brew dając do zrozumienia, że nie wierzy w jego zapewnienia.
- No, nie słowo w słowo, ale sens ten sam. - Odparł chłopak naburmuszonym tonem, pokazując, iż nie podoba mu się nieufność rozmówcy. Widząc naglący wzrok, prychnął pod nosem i kontynuował wypowiedź. - Powiedział, że chce bym...no ten, no, wstrzymał się do ślubu. - Znowu poczuł jak jego policzki przeszywa gorąco. - Bo, no, on powiedział, że jeżeli to on miałby zostać moim mężem, to chce być moim pierwszym a jeżeli wybiorę kogoś innego, to wtedy ten ktoś będzie szczęśliwy, czy coś takiego. - Po wypowiedzeniu ostatnich słów spuścił wzrok na podłogę, tak by nie musieć patrzeć w oczy Taaviemu.
- Wiesz co, kociaku? Tym razem muszę przyznać mu rację. Gdybym to ja miał zostać twoim mężem to byłbym najszczęśliwszym mężczyzną na świecie mogąc być twoim pierwszym partnerem. - Lukas słysząc te słowa spalił jeszcze większego buraka.
- A dlaczego miałbym Cię wybierać? - Zapytał i chwilę później Taavi siedział wyprostowany z dumnie podniesioną głową.
- Bo wiem, że gdybym to ja mógł dostąpić tego zaszczytu uczyniłbym wszystko, byś był ze mną szczęśliwy. Po drugie szanowałbym Cię i liczył z twoim zdaniem w nawet najdrobniejszym aspekcie życia. Po trzecie nie pozwoliłbym Cię skrzywdzić nawet za cenę własnego życia.
- To głupie. - Odpowiedział najnormalniejszym tonem, na jaki było stać. - A poza tym nie da się nikogo uszczęśliwić na siłę, po drugie, szału bym dostał gdybyś się mnie codziennie pytał co masz zjeść na śniadanie, a po trzecie nie chcę by ktokolwiek za mnie umierał. - Odpowiedział naturalnym tonem, jakby opowiadał o pogodzie.
- To w takim razie co ma Ali czego ja nie mógłbym Ci dać? - Zapytał Taavi z zazdrością w głosie.
- Nie wiem i szczerze, na razie nie chce nikogo i nikogo nie szukam. I może nawet ty albo Ali bylibyście w stanie mi to dać, nie wiem. - Na twarzy tęczowo-włosego pojawiła się konsternacja myśli jednak, nie mogąc nic wymyślić postanowił zapytać.
- A czego oczekujesz od przyszłego męża, skoro nie wiesz czy istnieje osoba mogąca Ci to zapewnić?
- Wzajemnej miłości, albo chociaż zauroczenia, zważywszy na krótki termin na decyzję. I z łaski swojej wstań z tej podłogi.
            Dwóch mężczyzn siedziało w wygodnych fotelach dyskutując o czymś zawzięcie, kiedy drzwi do komnaty służącej za salon wszedł trzeci, podobny do dwóch już obecnych. Opadł ciężko na fotel, wzdychając przy tym głośno.
- Coś się stało braciszku? - Zapytał mężczyzna w białej długiej szacie wyglądający na najmłodszego, jednak równie dojrzałego co dwóch pozostałych.
- Zły smok przeszkodził nam w rozmowie. - Odpowiedział, a w jego głosie dało się wyczuć smutek.
- Pewnie teraz zamknął twoją księżniczkę w jakiejś wieży. - Wtrącił z rozbawieniem najstarszy z nich. - Powiedz lepiej jak Ci szło zanim nie pojawił się Taavi.
- Ma charakterek i lubi mi dogryzać, ale szczerze powiedziawszy mi to nie przeszkadza. Jest ładny, to też trzeba przyznać i mogę się założyć, że jeszcze będzie mój.
- A jaką masz pewność, że nie zwiąże się z dajmy na to Taavim? - Skomentował najmłodszy z braci.
- Żadną, ale nie zamierzam się poddać, bo jest naprawdę uroczy i tylko się nie śmiejcie, ale czuję potrzebę chronienia go przed światem. - Tym razem najstarszy zaśmiał się co wzburzyło krew w żyłach Aliego.
- Też to czułem i nadal czuję do mojego misia. - Uśmiechnął się na wspomnienie lubego.
- Może wreszcie powiesz nam kim on jest? - Zapytał z nadzieją w głosie średni brat, na co dostał odpowiedź w postaci wyciągniętego języka.
- Ej, bo zaraz pomyślimy, że mówisz o nim tylko po to by mieć święty spokój, a twój „Misio” nie istnieje. - Odezwał się najmłodszy lekko uśmiechając się pod nosem.
- Mogę was zapewnić, że istnieje. Przecież tłumaczyłem, że na razie nie mogę mu wyznać prawdy, bo boję się, że mi ucieknie. - Odparł nadąsany. - A ty Aziz masz już jakąś niewiastę na oku? - Wyraz jego twarzy zmienił się diametralnie, ukazując ciekawość względem najmłodszego z braci.
- Nie, jeszcze nie. A poza tym dobrze wiesz, że nie interesują mnie kobiety, tak samo jak mężczyźni.
- Czyli chcesz nam powiedzieć, że nie chciałbyś założyć kiedyś rodziny? - Odezwał się Ali lekko zszokowany wypowiedzią brata.
- Aliś, przecież Azi mówił nam, że nie chce się z nikim wiązać...Chyba nie było Cię przy tamtej rozmowie. - Wyraz twarzy bruneta wyraźnie potwierdził ostatnie zdanie.
- Ale przecież wszyscy gadają o twoich licznych romansach z dworkami. - Zwrócił się do Azisa z szeroko otwartymi oczami.
- Tak samo jak gadają, że Amir lubi przebierać się w damskie ciuszki. - Odpowiedział z wyraźną irytacją w głosie.
- Ale wiesz braciszku, że masz już trzydzieści lat i wypadałoby ukierunkować swoje potrzeby i rozwiać niepotrzebne pomówienia. - Amir przesiadł się na podłokietnik fotela brata i objął go ramieniem. - Wiesz przecież, że nawet jakbyś chciał związać się z elfem albo co gorsza bagienną odmianą tych dewiantów to i tak będziesz naszym małym braciszkiem i będziemy Cię kochać.
- Tyle, że ja nie chcę żadnego związku. W pałacu gadają, że wolę kobiety i dobrze, mam spokój od tych zboczeńców co chcą dobrać się do moich spodni i przy okazji poprawić sobie status społeczny, a żadna z dam nawet nie odważy się na coś powyżej zalotnego spojrzenia, by nikt przypadkiem nie uznał jej za rozwiązłą. - Odparł z szerokim uśmiechem Aziz zrzucając rękę brata ze swoich ramion.
- W takim razie proponuję zakład. - Odpowiedział Ali z przebiegłym uśmiechem. - Jeżeli do końca roku nie znajdziemy Ci z Amirem żadnej osoby, która by Cię zainteresowała fizycznie i oczywiście seksualnie masz u nas po 3 życzenia, zgadzacie się? - Obaj kiwnęli głowami na znak zgody.
- A tak w gwoli ścisłości, co wy będziecie z tego będziecie mieli, jeżeli wam się uda? W co szczerze wątpię.
- Satysfakcję Aziś i jeżeli się uda to szwagra albo bratową. - Odparł wciąż siedzący na podłokietniku Amir.
            Lukas stał właśnie sam w pokoju przed ubraniem zostawionym mu przez Taaviego, który dał mu pięć minut na przebranie ogłaszając, że czeka go wizyta u króla. Strój składał się z granatowych luźnych spodni ze ściągaczem przy kostkach, białej bawełnianej koszuli z lekko bufiastymi rękawami oraz dość specyficznego płaszcza pozbawionego rękawów. Cały zestaw był zachowany w zimnych barwach, co nie podobało się Lukasowi, chociaż musiał przyznać przed sobą, że nie wyglądał w nich najgorzej. Gdy przeglądał się w lustrze zauważył na piersi płaszcza srebrnego pawia stroszącego pióra. Pamiętał, że jak był mały i mieszkał w Japonii, to w dość dużym ogrodzie za domem zawsze można było się na jakiegoś natknąć. Przypatrzył się dokładniej haftowi, pamiętał z ten konkretny obrazek, ale nie mógł przypomnieć sobie skąd. Jego kontemplację nad dumnym ptakiem przerwało pukanie do drzwi, nie zdążył nawet zareagować, gdy wszedł przez nie uśmiechnięty Taavi.
- Cześć kociaku, ślicznie wyglądasz chociaż ja bym cię widział w innych kolorach. - Powiedział na wstępie idąc skocznym krokiem w jego kierunku. - Mam dla ciebie mały prezent, zamknij oczy. - Nakazał stojąc zaledwie w odległości kroku od Lukasa. Ten tylko prychnął pod nosem i wykonał polecenie. Poczuł jak tęczowo włosy się do niego przybliża i zakłada mu coś na szyję muskając delikatnie jego skórę palcami. - Możesz otworzyć oczy. - Powiedział, po czym odsunął się delikatnie od szatyna. Chłopak odruchowo dotknął swojej szyi na której poczuł rzemyk, przesunął palcami w dół by sprawdzić co delikatnie go obciążało. Gdy poczuł delikatny chłód metalu spojrzał na wisiorek przedstawiający takiego samego pawia jak na ubraniu. Dopiero teraz rozpoznał w nim ulubioną broszę swojej mamy, którą nosiła na każdą okazję. - Srebrny paw jest symbolem twojej rodziny. Pomyślałem, że jako książę powinieneś posiadać kilka takich ozdób.
- Dziękuję, jest śliczny. Nie wiem co powiedzieć. - Zapatrzył się na trzymany w ręku przedmiot, przypominający mu o latach spędzonych z matką. - Naprawdę dziękuję. - Podniósł wzrok na lekko uśmiechającego się starszego chłopaka.
- Cieszę się, że Ci się podoba. Kazałem też wyhaftować pawie na twoich szatach. - Taaviemu nie dane było kontynuować gdy zobaczył jak niższy chłopak podchodzi do niego stając w odległości około dziesięciu centymetrów. Lukas położył rękę na ramieniu wyższego chłopaka, stanął na palcach jednocześnie dociskając Taaviego do ziemi by zrównać się wzrostem. Delikatnie pocałował go w polik natychmiast powracając do pierwotnie dzielącej ich odległości.
- Jeszcze raz dziękuję. - Powiedział cicho, na co mężczyzna zareagował szerokim uśmiechem, przejechał ręką po głowie Lukasa kończąc na samym karku.
- Nie ma za co kociaku. Chodź już, król nas oczekuje, tylko uprzedzam, on jest trochę specyficzny.
- Co masz na myśli mówiąc „specyficzny”?
- Zobaczysz, chodźmy.
            W głównej sali tronowej panował zgiełk, każdy szeptał do kogoś plotki o domniemanym przyszłym władcy. Niektórzy nawet nie silili się, aby mówić cicho. W końcu zaczęli się przekrzykiwać, czekając na oficjalne przedstawienie nowej szychy na zamku.
W końcu wszystkie głosy zamilkły, gdy król zaczął przemawiać.
- Proszę wszystkich o uwagę! Zebraliśmy się bym mógł przedstawić wam Lukasa Fukudę, wnuka króla Sugimoto. Ponieważ nie uznaję polityki kłamstw, ogłoszę to teraz przy was. Przyznaję się do zlecenia porwania Lukasa, posunąłem się nawet do wymuszenia pokoju na królu Sugimoto, co za wiele nie dało. Zaproponowałem pokój w zamian za wolność jego wnuka, on natomiast odpowiedział, następującym listem, który odczyta mój doradca. - Z małej grupki stojącej nieopodal tronu wystąpił mężczyzna z dumnie uniesioną głową trzymając w ręku otwartą wcześniej kopertę.
- Pozwolą państwo, że ominę zwroty grzecznościowe.”Ja jako król Północnej Republiki Melishii odmawiam zawarcia jakichkolwiek sojuszy, mając na względzie dobro moich poddanych. Uważam, że bratanie się ze społecznością dzikusów, jaką z pewnością są południowi mieszkańcy naszej krainy jest co najmniej uwłaczające. Ponadto nie widzę żadnych powodów, abym podpisywał traktaty i innego rodzaju zapewnienia o pokojowym nastawieniu. Odnośnie osoby mojego wnuka, nie uważam go za członka rodziny Fukuda, z powodów oczywistych. Tak więc nie zależy mi na jego wolności czy szczęściu(...)”
          Lukas przestał dalej słuchać przemówienia z pokoju przyległego do sali tronowej, było ono niewielkie i tak skonstruowane, by wszystkie słowa wypowiedziane w dużej sali były idealnie słyszane.
- Nie rozumiem o co chodzi, że nie jestem jego rodziną? - Zapytał znowu nic nie rozumiejąc.
- Luk, chodzi o to, że twoja matka nie miała ślubu z twoim ojcem. I, że jesteś z nieprawego łoża. - Powiedziała cicho Lorie kładąc mu rękę na ramieniu w pokrzepiającym geście.
- W dodatku twój ojciec jest z Alverii. - Powiedział równie cicho Gabriel. - Z tego co wiem, twój dziadek ma dość konformistyczne poglądy.
- Ale nie przejmuj się według prawa ważne, abyś dokonał inicjacji po dziewiętnastce i stajesz się pełnoprawnym obywatelem.
- Dalej nie rozumiem, dlaczego wierzę we wszystko co mi powiecie. - Szatyn westchnął głęboko unosząc wzrok ku górze.
- Nie wyjaśniliśmy Ci tego? - Zapytała zdziwiona blondynka, na co Lukas pokiwał przecząco głową. -Bo chodzi o to, że jakby nie patrzeć jesteś stąd i twój mózg łatwiej przyjmuje do wiadomości wszystkie nowe fakty i do tego mogę się założyć, że twoja mama miała w tym swój udział.
- Co ma do tego moja mama? - Uniósł lekko brew oczekując kolejnych informacji.
- Jakby Ci to powiedzieć? - Zaczęła Lorie, chcąc sensownie dokończyć swoją myśl. - Wydaje mi się, że rzuciła na Ciebie pewne zaklęcie. - Nie słysząc krzyków ani sprzeciwów kontynuowała. - Chodzi o to, że mogła zaszczepić u Ciebie podstawowe informacje o Melishii i jej zwyczajach i one po ukończeniu dziewiętnastego roku życia by się odblokowały. Zazwyczaj w takich przypadkach rodzice mówią swoim dzieciom, że nie są do końca tacy jak ich rówieśnicy ale jak widać nie zawsze. Czasem zaklęcie to najlepsze wyjście. - Chłopak spojrzał na nią spod przymkniętych powiek, po czym uśmiechnął się krzywo. Postanowił wsłuchać się w resztę przemowy i czekać aż go wywołają.
           Kiedy królewski doradca skończył czytać ostatnie słowa dość długiego listu poświęconego tematowi niedoszłego sojuszu powrócił na wcześniej zajmowane przez siebie miejsce oddając władcy głos.
- Wysłuchaliście już odpowiedzi króla Sugimoto, więc teraz chciałbym powiedzieć jaka jest moja postawa w tym póki co nie groźnym sporze pomiędzy północą, a południem. Ponieważ zależy mi na zjednoczeniu naszej krainy postanowiłem sięgnąć po środki konieczne aczkolwiek niekonwencjonalne. - Po całej sali rozległy się szepty, które natychmiast uciszył donośny głos króla. - Proszę o ciszę! Nie pragnę rozlewu krwi, jednak nawet najpiękniejsza idea niesie za sobą masę poświęceń. Miałem nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale jestem w stanie zrobić wszystko by połączyć rody Bilir i Fukada, nawet kosztem własnych dzieci bądź wnuków. Pragnę by dwa zwaśnione rody połączyły się wydając na świat potomka, który obejmie pieczę nad naszą przepiękną krainą. Dlatego postanowiłem użyć radykalnych środków, z mojego rozkazu został porwany książę . Pragnę wam przedstawić Lukasa Fukudę. - Do sali przez jedne z bocznych drzwi wyszedł niepozorny chłopak, który jednak swoją postawą wymusił rozstąpienie się tłumu.”Widać po nim, że ma coś z władcy" pomyślał mężczyzna, do którego zmierzał ubrany na niebiesko młodzieniec. - Lukasie. - Zaczął mówić król, lecz szatyn postanowił mu przerwać.
- Królu, jak sam powiedziałeś, porwano mnie. Jednak nie żywię do nikogo urazy widząc w tym zło konieczne. - Głos miał pewny, czego nie można było powiedzieć o nim samym. Kiedy opuszczał pokój, myślał tylko o tym by wrócić do niego jak najszybciej, jednak gdy stanął naprzeciw Sulejmana w jego głowie zaczął kiełkować pomysł. Oczywiście jak często było w jego przypadku, zanim cokolwiek przemyślał, zaczynał działać. - Oczywiście podzielam twoje zdanie o bezsensowności podziału tej jakże pięknej krainy, która oczarowała mnie od samego początku. Dlatego też jako następca tronu pragnę to jak najszybciej zakończyć, ale nie mam zamiaru poświęcać szczęścia swoich przyszłych dzieci. Nie jest ważne czy zostaną zmuszone do małżeństwa, czy wychowają się w rodzinie bez wzorców w postaci kochających się rodziców, zostaną pozbawione szczęścia. Tak więc mam nadzieję, że zgodzisz się ze mną, królu, iż obietnica silnego sojuszu z mojej strony zaraz po objęciu władzy będzie równie mocnym spoiwem miejmy nadzieję przyszłej jedności i jednocześnie pochłonie mniej ofiar. - Tak jak się spodziewał na twarzy władcy pojawiło się zdziwienie, zapewne wywołane jego elokwencją oraz tupetem. Usłyszał szepty aprobaty ze strony dworzan co dodało mu otuchy, jednocześnie czekał na odpowiedź Sulejmana w napięciu.
- Widzisz chłopcze, obietnica sojuszu jest kusząca, jednakże żaden pakt nie jest tak trwały jak wspólny władca. Oczywiście rozumiem twoje obiekcje odnośnie połączenia rodów, dlatego proponuję zmianę propozycji, którą Ci wcześniej przedstawiono książę. - Lukas uśmiechnął się lekko na słowa o jakiejkolwiek zmianie. Król milczał, a tłum patrzył coraz bardziej natarczywym wzrokiem. Gdy tu szedł Taavi powiedział mu, aby nie przejmował się ilością osób. Według jego tłumaczeń to jest sposób na zdobycie zaufania społeczeństwa, dworzanie mają wgląd do wszystkich zgromadzeń, a ponieważ od tysięcy lat nie było żadnych wojen ani sporów wewnętrznych tajemnice zniknęły razem z nimi. A ponieważ społeczeństwo dowiedziałoby się prędzej czy później o nowych podatkach, przywilejach czy zmianach w szkolnictwie są oni obecni jako publika przy wszelkich rozmowach. - Co powiesz, książę aby nasze rodziny zostały połączone w jak najszybszym czasie, jednocześnie szanując wolną wolę obu stron? Oczywiście byłby pewien haczyk, nie możemy dopuścić do tego by potencjalne małżeństwo się nie znało, więc proszę Cię abyś został w moim pałacu przez przynajmniej kilka najbliższych miesięcy by poznać moich synów. Oczywiście jeżeli postanowisz związać swój los z kimś innym, to proszę aby kolejne pokolenie również miało taką szansę mieszkając ze sobą rok po ukończeniu dziewiętnastego roku życia przez obu potomków. - Mężczyzna uśmiechnął się serdecznie do szatyna zadowolony z efektu swoich negocjacji. ”Myślałem, że będzie krzyczał i tupał nogą, a tu inteligentny przyszły zięć mi się trafił.” Rozmyślał, patrząc na pewną minę chłopaka, który odwzajemnił jego uśmiech.
- Uważam, że jest to bardzo rozsądna propozycja. - Powiedział Lukas szczęśliwy z braku noża przy gardle zwanego małżeństwem. Obaj podali sobie ręce przy czym król zaprosił Lukasa na obiad w towarzystwie swoim oraz synów na co szatyn przystał nie zapominając o dobrych manierach.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Po przeczytaniu kilku poprzednich rozdziałów dotarło do mnie, że piszę beznadziejnie. A już wybuch Luka i cała ta sytuacja to gniot i syf. Nie mam zamiaru przestać pisać, ale szczerze nie dziwie się, że tak mało osób odwiedza mojego bloga. Mam nadzieję, że nie straciliście wzroku ani wiary w ludzkość po przeczytaniu tego. I jak zwykle bądźcie pozdrowieni człowieki wszelkiej maści!

sobota, 18 lipca 2015

Rozdział 4 [Opowiadanie podstawowe]

Hej, znowu krótko, ale treściwie. I znowu bez bety :( Piszcie w komentarzach wszystkie wyłapane błędy to postaram się naprawić) Enyłej miłego czytania i proszę napiszcie coś w komentarzach.              ^.^
***
               Siedział na łóżku z otwartymi ustami patrząc na bruneta w szoku.
- Mógłbyś powtórzyć, bo chyba nie do końca zrozumiałem? - Powiedział drobniejszy chłopak wciąż nie mogąc zrozumieć słów wypowiedzianych przez Gabriela.
- Oczywiście, musisz sobie znaleźć partnera najlepiej przed dziewiętnastymi urodzinami.
- Ale po co? - Dopytywał chłopak, jakoś nie zrozumiał wiele z poprzedniego wywodu ciemnowłosego.
- Krótko mówiąc jeżeli nie znajdziesz kogoś to będziesz zmuszony do wyjścia za któregoś księcia. A z prostych powodów wynika, że poślubisz księcia Aliego.
- Ale skoro on jest facetem i ja nim jestem to dlaczego mamy wziąć ślub? Przecież, no, dzieci z tego nie będzie.
- Hym, to może opowiem Ci trochę o naszej rasie? - Luk pokiwał głową na znak zgody. - Jak pewnie zauważyłeś różnimy się troszkę od przeciętnego człowieka. - Lukas ponownie kiwnął głową dając znak, że może kontynuować. - Mamy ogony i władamy magią, ale to nie wszystko. Ponieważ rodzi się coraz mniej kobiet natura szybko doposażyła naszą rasę w możliwość rodzenia przez mężczyzn. Główna różnica jest taka, że kobietom zajście w ciążę przychodzi łatwiej.
- Czyli, że u was faceci też mają okres? 
- Nie, u nas nikt go nie ma. Można powiedzieć, że natura jest jak karma, jeżeli o nią dbasz ona dba o ciebie. - Chłopak pokiwał głową. - Ludzie ze świata, w którym się wychowałeś zbyt jej nie szanują by mieć więcej.
- Ale powiedziałeś, że ten cały król zrobi wszystko, żeby połączyć rody, czyli jak znajdę sobie kogoś innego to co? Odpuści?
- Nie, ale wtedy jest szansa, że któryś z książąt będzie posiadał w miarę normalne dzieci i połączy się rody w następnym pokoleniu. Naprawdę musiałeś być zmęczony kiedy Lorie Ci to wszystko tłumaczyła. A właśnie bym zapomniał, jest szansa, że nie będziesz musiał wybierać. - Lukas zareagował tylko cichym „Hmm?“. - Jeżeli twój dziadek zaakceptuje warunki i powstanie sojusz to jesteś wolny. Musisz tylko wytrzymać do czasu otrzymania odpowiedzi, dasz radę?
- To nie na moje nerwy, psychikę i w ogóle wszystko. - Szatyn powiedział płaczliwie , dało się również zauważyć powoli zbierające się łzy w jego oczach. - Jednego dnia jest normalnie, następnego pojawiacie się wy i wszystko zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Nie zdziwię się jeżeli ta „magia“ to tylko jakieś tanie sztuczki, ogony są doczepiane, a ten widok za oknem to jakieś ekrany! - Z jego oczu wypłynęła pojedyncza łza, którą otarł rękawem długiej koszuli w której się obudził. - To wszystko na pewno jest tylko snem. Zaraz się obudzę i wszystko będzie jak dawniej.
Do pokoju wszedł Taavi z gorącą herbatą dla kociaka, jak zaczął go nazywać przy rodzinie. Już miał zamknąć drzwi kiedy zobaczył Lukasa wycierającego policzki z kolejnych łez. Natychmiast odstawił filiżankę na szafkę stojącą koło łóżka i minął zdezorientowanego Gabriela chcąc przytulić roztrzęsionego chłopaka.
- Ej, nie płacz. - Szepnął mu we włosy i przycisnął go mocniej do siebie. - Mały, słyszysz? Wszystko będzie dobrze. - Szatyn niepewnie uniósł głowę tak by spojrzeć w oczy Taaviemu.
- Obiecujesz? - Powiedział pewnym głosem, mimo zatkanego po płaczu nosa. Odczekał kilka sekund po czym ponowił pytanie.
- Nie jestem w stanie Ci tego obiecać, ale mogę obiecać, że zrobię wszystko by tak było. - Tęczowo-włosy otarł kciukiem łzę z polika Lukasa chcąc przytulić go ponownie, czuł wewnętrzną potrzebę ochronienia go. Chłopak jednak odsunął go od siebie i usiadł na krawędzi łóżka.
- Przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło. - Powiedział cicho i sięgną trzęsącymi się dłońmi po filiżankę w misterne wzory. - Zwykle się nie rozklejam. - Dodał wziąwszy łyka herbaty o intensywnym, ale i subtelnym smaku. Dwóch młodych mężczyzn przypatrywało mu się uważnie.
- Luk, nie przejmuj się tym. - Powiedział łagodnym głosem błękitnooki. - Nie ty jeden tak zareagowałeś jak dowiedziałeś się o nieśmiertelności i całej reszcie. - Kiedy skończył mówić uśmiechnął się serdecznie chcąc dodać Lukasowi otuchy.
- O jakiej znowu nieśmiertelności? - Krzyknął najmłodszy z nich. - Albo mi się wydaje albo nie powiedziałeś mi wszystkiego. - Powiedział już spokojniej w kierunku Gabriela.
- Widzisz, my jesteśmy nieśmiertelni i ty też. Podobnie zresztą jak ta twoja sąsiadeczka.
- Czekaj mówisz o Amelii, czy o Ninie? A zresztą, po co mam to teraz wiedzieć skoro mamy przed sobą tyle czasu! - Ponownie podniósł głos patrząc z wyrzutem na obu mężczyzn. - Wynocha! Ale już! Muszę wszystko sobie przemyśleć i nie mam ochoty was tu oglądać co najmniej do jutra! Zrozumiano? - Z sekundy na sekundę ilość decybeli w pomieszczeniu wzrastała przez niepozornego szatyna. Gabriel i Taavi bez słowa skinęli głowami i opuścili komnatę zajmowaną przez Lukasa. - Co to za paranoja? - Szepnął do siebie po czym położył się wygodnie w dużym łóżku, które zasługiwało na miano łoża i zasnął niczym małe dziecko w ramionach matki.
            Jedna dziewczyna siedziała na kuchennym krześle, gdy druga chodziła po dość ciasnym pomieszczeniu wymachując rękoma we wszystkie strony i krzycząc najprawdopodobniej na cały budynek.
- Chcesz mi wmówić, że jesteś z jakiejś magicznej krainy i byłaś tu żeby pilnować Luka?
- Ami, nie gniewaj się, chciałam Ci powiedzieć, ale bałam się jak zareagujesz. - Wymruczała ze skruszoną miną Nina. - Ja dostałam rozkaz i muszę wracać do Melishii, ale kiedy wrócę, a nie wiem czy w ogóle chcę wiedzieć czy mam u ciebie jeszcze jakiekolwiek szanse.
- Posłuchaj, kocham Cię i mam gdzieś skąd jesteś. Dla mnie możesz być nawet z Marsa, ale jeżeli myślisz, że tak łatwo się ode mnie uwolnisz to się mylisz! - Wrzasnęła dziewczyna wskazując na drugą palcem. - Albo zabierzesz mnie do tej Nibylandii czy czegoś tam albo przykuję Cię do kaloryfera.
- Słońce, ja nie mogę. Tylko król może wyrazić zgodę na pobyt kogoś z zewnątrz. Jeżeli bym Cię zabrała mogłybyśmy obie zostać ukarane. - Amelia tylko westchnęła, mimo czasu spędzonego na rozmowie nie potrafiła do końca uwierzyć brunetce w jej rzekome pochodzenie.
- Posłuchaj, chcę Ci wierzyć, ale nie umiem. Martwię się o Ciebie, rozumiesz? - Powiedziała ruda dziewczyna z troską wymalowaną na twarzy.
- Czyli uważasz, że mi odbiło i wymyślam? - Powiedziała Nina patrząc w oczy kobiecie, z którą miała zamiar spędzić resztę swojego życia. - Zaczekaj, proszę. - Wyszeptała i wyszła z kuchni kierując się do sypialni, którą do dziś dzieliła z Amelią. Wyciągnęła z szuflady drewnianą skrzyneczkę, z której wyjęła małe lusterko niczym z bajki o królewnie śnieżce. - Chodź. - Mruknęła do dziewczyny, która zgodnie z prośbą poszła za nią. - Zaraz coś zobaczysz. - Uniosła rękę nad zwierciadłem, wypowiedziała szeptem kilka niezrozumiałych dla przeciętnego człowieka słów i opuściła dłoń na lusterko dotykając go delikatnie. Srebrna tafla zaczęła szaleć, widać w niej było zawirowania w każdym kierunku. Nagle błysk niczym flesz aparatu przerwał dziwny pokaz, a po drugiej stronie ukazał się dość młody mężczyzna. - Muszę rozmawiać z królem. - Powiedziała pewnym głosem.
- Och, akurat masz szczęście, król ma wolną minutkę. - Odpowiedział dość przystojny blondyn. Sekundę później dało się słyszeć nawoływania pod adresem władcy.
- Co się stało Nino, że musiałaś się ze nią kontaktować za pośrednictwem zwierciadła?
- Królu, otrzymałam rozkaz powrotu na zamek. Proszę jednak o zgodę na zabranie ze sobą mojej partnerki, Amelii Rom. - Brunetka pochyliła głowę w geście szacunku czekając na wyrok.
- Wiesz, że zawiodłaś mnie dając im uprowadzić mojego wnuka? Ale mimo to nie mam zamiaru oddzielać cię od wybranki twojego serca. Co nie zmienia faktu, iż poniesiesz konsekwencje swojej nieuwagi w sposób, który dla Ciebie wybrałem. Żegnaj Nino. - Dziewczyna nic nie odpowiedziała, jedynie zniżając głowę niżej. Lustro wróciło do swojego poprzedniego stanu, a Amelia nie mogła pojąć co się chwilę temu przydarzyło.
- Czyli ty mówiłaś prawdę? I to magiczne królestwo naprawdę istnieje?
- Tak, a ty pojedziesz tam ze mną. - Odpowiedziała spokojnie Nina po czym pocałowała Amelię w policzek.
          Lukas obudził się kilka godzin później, na dworze było już ciemno. Jedynymi źródłami światła były gwiazdy i dziwne kule różnokolorowego światła pozawieszane na słupach o różnorodnych kształtach na terenie ogrodu. Chłopak usłyszał cicho otwierające się drzwi i odgłosy powoli stawianych kroków.
- Lukas, śpisz? - Powiedziała blondynka, szatyn tylko pokiwał głową - Przepraszam za nich. Gabi jest lekko zapominalski i lekko dziwny, a Tav zachowuje się czasami jak nadopiekuńcza kwoka. Oboje są zresztą dziwni jak każde z nas zresztą. - Dziewczyna zaśmiała się delikatnie pod koniec.
- Lorie, dlaczego wszyscy od razu założyli, że wolę facetów?
- A wolisz? - Chłopak lekko kiwnął głową na co dziewczyna znowu zaśmiała się dźwięcznie. - Widzisz, tutaj heteroseksualizm nie jest nawet w połowie tak powszechny jak homoseksualizm w Alverii. - Mina chłopaka wyrażała głębokie nie zrozumienie. - Och tak nazywamy świat, w którym się wychowałeś. Mogę Ci nawet opowiedzieć legendę dlaczego tak się nazywa, chcesz? - Lukas znowu pokiwał głową. - Ej, ale na migi nie będziemy rozmawiać. - Lorie położyła się obok niego zdjąwszy wcześniej buty. - Dawno temu, kiedy na świecie panowali jeszcze bogowie, jeden z nich stwierdził, że nie potrzebuje całej reszty i odgrodził magiczną barierą swoje tereny od całej reszty. Bóg ten był tak chciwy, samolubny i zapatrzony w siebie, że kazał ludziom jemu podległym składać ogromne dary i ofiary. W końcu w jego krainie zapanował chaos, głód i anarchia. Ludzie mordowali się nawzajem by mieć co jeść, ale on widział tylko czubek własnego nosa. Pewnego razu w jego pałacu pojawił się młody chłopak, który zaoferował mu pewną grę. Teraz już nikt nie wie w co grali, ale to i tak mało ważne. Chodziło o stawkę, wygrany bierze wszystko. Chłopak miał mu do zaoferowania tylko swoją duszę i ciało, natomiast bóg wszystko co posiadał, łącznie z mocami i nieśmiertelnością. A ponieważ Kiron, bo tak się nazywał ten bóg, który jak wcześniej wspomniałam był narcyzem, był pewny, że wygra z jakimś tam człowiekiem. Jednakże przegrał i musiał oddać władzę nowemu bogowi, Alveriemu. Potem nastąpiła era pokoju i dobrobytu, a ludzie uważali go jako swojego jedynego boga. Od tamtej pory nie musieli składać żadnych ofiar natomiast, Alveri przekazał tron najmądrzejszemu z ludzi, sam tylko doglądając ich życia. Nazwa zaś została nadana przez naszych władców na cześć wybawiciela ludu uciśnionego.
- Aha, a jak to się stało, że jesteście nieśmiertelni i na czym to w ogóle polega?
- Po prostu bogowie zaczęli romansować z ludźmi, natura nas udoskonaliła i tak jakoś wyszło. A i starzejemy się prawie normalnie, tak mniej więcej do czterdziestki i dalej nie idzie i dodatkowo starzejmy się wolniej, na przykład taki Michał ma 17 i na tyle wygląda ale jak przejdzie przez inauguracje to przez długi czas będzie jeszcze na tyle wyglądał.
- To ile lat wy macie? - Dopytywał robiąc w powietrzu nie określony znak ręką.
- Tylko się nie przestrasz. Gabi ma coś koło siedemdziesiątki, Taavi bodajże 67, ja 55 a ciocia 759? Jakoś tak. - Lorie zaśmiała się z miny chłopaka. - A i jeszcze jedno, kwestia dziedziczenia tronu u nas jest dość ciekawa. To też powinieneś wiedzieć. Jeżeli którekolwiek z dzieci spełni następujące warunki: Ukończeznie 150 lat, posiadanie pełnej rodziny aby zachować ciągłość rodu, niczym nie skalane imię i wysoką rangę urzędniczą. Można wystąpić o oficjalne przekazanie tronu, wtedy zostaje wszczęte postępowanie. Czyli wywlekanie trupów z szaf i magicznie sprawdzają, czy jesteś zdolny objąć władzę i dobrze kierować ludem. Potem koronacja, stary król idzie na emeryturę i czekamy aż to się powtórzy. Jednak rzadko kiedy tak się dzieje, najczęściej tron dziedziczy się w wieku ok.250 lat. A czasem nawet bezpośrednio wnuki dziedziczą pod warunkiem, że wszyscy przed nim w kolejce wyrzekną się roszczeń do tronu na rzecz delikwenta.
- To naprawdę ciekawe. Wiesz, że dużo gadasz? - Po raz pierwszy od pobytu w tym dziwnym miejscu Lucas uśmiechnął się szczerze.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że urwałam w tak dziwnym momencie, ale cóż. Bądźcie pozdrowieni człowieki wszelkiej maści!