środa, 29 lipca 2015

Rozdział 5 [Opowiadanie Podstawowe]

Hej, jakoś mi się udało skończyć i wiem, że nie jest was dużo, ale czekam na komentarze, nawet krytyczne. Jeszcze nie mam Bety, więc proszę piszcie gdzie jest błąd, a postaram się go naprawić.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
          Siedział przy hebanowym stoliku jedząc śniadanie przyniesione przez jedną ze służących. Spędził już w Melishii dwa dni i coraz bardziej przyzwyczajał się do nowego miejsca zamieszkania. Mimo, iż z pokoju wychodził tylko i wyłącznie do toalety zdążył poznać kilka osób. Głównie zajmujących pokoje koło niego, z tego co się dowiedział w pokoju naprzeciw mieszka wysoki rangą urzędnik, lubiący śpiewać ballady dla swojego kota. Za to kilka pomieszczeń dalej dużą komnatę zajmuje Gabriel, obok niego Taavi, naprzeciw nich Liorie i  Michał. Już miał brać kolejną bułeczkę gdy usłyszał ciche pukanie. Wytarł kąciki ust serwetką po czym wstał by otworzyć drzwi. Chwycił za klamkę, nie sprawdzając uprzednio kto znajduje się po drugiej stronie. Otworzył energicznie drzwi i spostrzegł dość wysokiego mężczyznę o lekko ciemnej karnacji i męskich wyrazistych rysach twarzy, ubrany był w czerwono-czarną szatę ze złotym emblematem przedstawiającym łeb lwa na piersi.
- Witam, nazywam się Ali Bilir, drugi syn króla Sulejmana. Ty zapewne jesteś Lukas Fukuda, zgadza się? - Mężczyzna nie czekał na odpowiedź zszokowanego chłopaka wchodząc do tymczasowej komnaty szatyna. - Mam nadzieję, że nie przeszkadza Ci moja obecność. - Ali uśmiechnął się serdecznie do chłopaka patrzącego na niego nic nie pojmującym wzrokiem.
- Tak, znaczy nie. Znaczy, nie przeszkadzasz. I odpowiadając na wcześniejsze pytanie to nazywam się Lukas, ale Fukuda to nazwisko mojej mamy. - Lukas przypatrywał się brunetowi siadającemu przy stoliku z jego śniadaniem w dość nonszalanckiej pozycji. Po chwili sam zajął drugie miejsce nieco skrępowany towarzystwem gościa. Zauważywszy wzrok, który w jego mniemaniu miał zachęcić go do swobodnego zachowania chwycił bułeczkę i dogryzł mały kęs.
- Wiesz, że jesteś uroczy? - Na uwagę mężczyzny prawie się zadławił. - Na zamku krążą plotki o tym, że jesteś słodki, przystojny i podobno lekko nieśmiały. I jak widać okazały się one prawdą. - Chłopak sam nie wiedział co powiedzieć, był zaskoczony bezpośredniością wypowiedzi. - Na prawdę jesteś śliczny. - Luk poprawił okulary po czym spojrzał z zaciętością na „zadufanego księciunia”, jak nazwał go w myślach.
- Mógłbyś sobie darować te tanie komplementy. - Odpowiedział odzyskawszy rezon.
- Nie są tanie. Nawet nie wiesz ile mnie kosztuje wypowiedzenie tych słów w towarzystwie tak zniewalającej piękności.
- Nie martw się, mi też tak przesłodzone i banalne miłe słówka z trudem przeszłyby przez gardło. Aż rzygać się chce od tej słodyczy. - Szatyn skrzywił się nie znacznie na potwierdzenie swoich słów. Gdy zobaczył na twarzy jegomościa szok pomieszany z niemożnością odparcia słownego ataku poczuł czystą satysfakcje, po czym ugryzł maślaną bułeczkę. Czynność ta została jednak przerwana przez osobnika siedzącego naprzeciwko.
- Widzę, że jesteś wygadany. - Zaśmiał się dźwięcznie. - I wcale nie tak łatwo zdobyć cię czułostkami, za które niektórzy oddaliby naprawdę wiele.
- Nie rozumiem po co mieliby poświęcać cokolwiek w zamian za tekst niczym z książki „Podryw dla opornych i umysłowo ociężałych”. - Odpowiedział z uśmiechem na twarzy, zajadając się świeżym pieczywem, które wzbogacone było dżemami w najróżniejszych smakach.
- Wiedz, że nie chodzi o same słowa, ale o to kto je wypowiada. - Odparł z widocznym samozachwytem patrząc Lukasowi prosto w oczy.
- Nie obraź się, ale gówno w złotym papierku dalej nie jest cukierkiem.
- Twoje słowa ranią i jednocześnie zachęcają do dalszej polemiki co niezmiernie mnie intryguje.
- Nie mów proszę, że dotychczas nikt nie wytknął ci braku oryginalności. Tą cechę czuć od Ciebie na kilometr, chociaż poświata narcyzmu widoczna gołym okiem może skutecznie ją maskować.
- Widzę, że masz zamiar sobie na mnie ostrzyć język, co? A poza tym po co miałbym się wykazywać czymkolwiek poza normę skoro moje komplementy mogłyby zostać niedocenione.
- I teraz zamiast ja wyjść na idiotę nierozumiejącego połowy słów, ty wyszedłeś na taniego podrywacza. Świetna taktyka. - Odpowiedział z przekąsem i nutką sarkazmu w głosie, jedynie uśmiech i iskierki w oczach zdradzały radość czerpaną z dyskusji.
- Jednak nie możesz zaprzeczyć, że czerpiesz przyjemność z naszej małej wymiany zdań.
- Większą przyjemność czerpałbym z chwili spokoju i niczym nie zmąconej ciszy, ale jak widać los bywa złośliwy i skazał mnie na twoje towarzystwo. - Odpowiedział z jeszcze szerszym uśmiechem skończywszy posiłek.- Tak, więc byłbym wdzięczny za oszczędzenie mi takich przyjemności w przyszłości.
- Jedna z opcji na przyszłość jest taka, że do końca twojego życia tylko ja będę w stanie sprawić Ci taką przyjemność, że zobaczysz gwiazdy na suficie. Tak więc radziłbym Ci uważać na słowa o ile nie chciałbyś spędzać pół godziny na krawędzi rozkoszy. - Na twarzy Lukasa wykwitł soczysty rumieniec na myśl o dzieleniu łoża z jakże przystojnym i ledwo poznanym mężczyzną.
- Nie chciałbym Cię martwić, ale ten sam scenariusz mówi, że beze mnie również nie wiele zdziałasz. - Pokonawszy lekki wstyd spowodowany rozmową o dość jednoznacznym zabarwieniu praktycznie wydukał swoją ripostę.
- Czyli jednak jesteś wstydliwy. Pewnie dalej jesteś prawiczkiem, co? - Chłopak siedział cicho i jedynie powiększający się rumieniec stanowił odpowiedź. Ali tylko zaśmiał się lekko i spojrzał spod wpół przymkniętych powiek na zawstydzonego nastolatka.Wtem poczuł ogarniającą go potrzebę podziwiania tych zniewalających rumieńców dzień w dzień. - Możesz mi obiecać jedną rzecz? - Dostrzegł jak Lukas podnosi na niego wzrok lustrując uważnie jego twarz. - Zachowaj proszę czystość do ślubu. - Mina szatyna wyrażała głębokie zdziwienie i jeszcze większe zawstydzenie z tematu rozmowy.
- Dlaczego niby miałbym Ci coś takiego w ogóle obiecywać? - Odburknął lekko obracając głowę w kierunku okna.
- Jeżeli jednak wybrałbyś mnie, chcę być twoim pierwszym, ostatnim i jedynym. Natomiast jeżeli wybierzesz kogoś innego to ten zaszczyt spadnie na szczęśliwca, który mam nadzieję da Ci szczęście. - Chłopak był lekko zbity z tropu przez wypowiedź Aliego. Nie dane mu było długo zastanawiać się nad słowami bruneta, gdy drzwi otworzyły się, a do pokoju wszedł zadowolony Taavi.
- Cześć kociaku, przyniosłem Ci nowe ubrania. W tych Alverijskich dresach wyglądasz... - Nie dokończył wypowiedzi, gdy ujrzał osobę, którą lekko mówiąc miał ochotę spotkać najwcześniej w następnym wcieleniu. - Ali, co ty tu do cholery robisz?! - Podniósł głos w kierunku siedzącego na krześle mężczyzny po czym już łagodniejszym tonem zwrócił się do chłopaka wyglądającego na wystraszonego. - Luk, czy on Ci coś zrobił, albo chciał zrobić? - Odpowiedziało mu jedynie zaprzeczenie ruchem głowy co i tak niezmiernie go uspokoiło.
- To ja już pójdę, zobaczymy się później i może przygotuje już jakieś mniej banalne i przesłodzone określenia. - Podniósł się z krzesła i podszedł do zdziwionego jego zachowaniem chłopaka, chwycił jego dłoń i uniósł ją na wysokość swoich ust. - Mam nadzieję, że smok nie uwięzi Cię w wieży za mój haniebny występek. - Musnął delikatnie dłoń szatyna ustami po czym opuścił pomieszczenie, skinąwszy tylko głową tęczowo-włosemu. Gdy drzwi się zamknęły Taavi spojrzał na młodszego chłopaka z wyraźną pretensją, jakby cała wina za spotkanie księcia Aliego była jego. Lukas spiął wszystkie mięśnie , jednocześnie przymrużając oczy, czekając na wybuch złości młodego mężczyzny. Gdy niebieskooki zauważył postawę Lukasa, na myśl znowu przyszedł mu biedny kociak, podszedł powoli do niego po czym, ku zdziwieniu szatyna, przyklęknął przy krześle i lekko pogłaskał go po włosach.
- Ej, kocie. - Powiedział półszeptem, jakby jakikolwiek głośniejszy dźwięk miał go zranić. - Nic Ci nie zrobię, przepraszam jeżeli Cię wystraszyłem - I jak w przypadku nie oswojonego zwierzaka, padały deklaracje o braku złych intencji. - Przepraszam, że krzyczałem w twojej obecności. - Taavi obchodził się z Lukiem jak z małym dzieckiem, przy którym krzyk jest surowo zakazany. Poczuł jak chłopak się powoli rozluźnia, jednak on nie przestawał gładzić go po głowie.
- Dlaczego tak zareagowałeś na Aliego? - Padło na pozór proste pytanie, lecz dla Taaviego było ono niezmiernie trudne.
- Książę Ali ma w pałacu opinię łamacza serc. Mimo, że dopiero co Cię poznałem boję się o Ciebie i nie chciałbym by ktokolwiek Cię skrzywdził. - Padła również półszeptem odpowiedź, która po części nie zrobiła na nim wrażenia dopóki nie usłyszał drugiej części.
- Wiem, że jest podrywaczem, ale i tak miło nam się rozmawiało. - Powiedział cicho jakby bał się konsekwencji wypowiedzianego zdania. Gdy zauważył pytający wyraz twarzy postanowił dokończyć. - Na początku on mnie podrywał. - Widząc zdenerwowanie na twarzy starszego chłopaka, który dalej przeczesywał jego włosy ręką, kontynuował.-  I ja mu powiedziałem, że na coś takiego nie dam się uwieść ani nic. A on powiedział, że do ślubu nie ma zamiaru mnie ruszyć.
- Tak ci powiedział? - Taavi uniósł sceptycznie brew dając do zrozumienia, że nie wierzy w jego zapewnienia.
- No, nie słowo w słowo, ale sens ten sam. - Odparł chłopak naburmuszonym tonem, pokazując, iż nie podoba mu się nieufność rozmówcy. Widząc naglący wzrok, prychnął pod nosem i kontynuował wypowiedź. - Powiedział, że chce bym...no ten, no, wstrzymał się do ślubu. - Znowu poczuł jak jego policzki przeszywa gorąco. - Bo, no, on powiedział, że jeżeli to on miałby zostać moim mężem, to chce być moim pierwszym a jeżeli wybiorę kogoś innego, to wtedy ten ktoś będzie szczęśliwy, czy coś takiego. - Po wypowiedzeniu ostatnich słów spuścił wzrok na podłogę, tak by nie musieć patrzeć w oczy Taaviemu.
- Wiesz co, kociaku? Tym razem muszę przyznać mu rację. Gdybym to ja miał zostać twoim mężem to byłbym najszczęśliwszym mężczyzną na świecie mogąc być twoim pierwszym partnerem. - Lukas słysząc te słowa spalił jeszcze większego buraka.
- A dlaczego miałbym Cię wybierać? - Zapytał i chwilę później Taavi siedział wyprostowany z dumnie podniesioną głową.
- Bo wiem, że gdybym to ja mógł dostąpić tego zaszczytu uczyniłbym wszystko, byś był ze mną szczęśliwy. Po drugie szanowałbym Cię i liczył z twoim zdaniem w nawet najdrobniejszym aspekcie życia. Po trzecie nie pozwoliłbym Cię skrzywdzić nawet za cenę własnego życia.
- To głupie. - Odpowiedział najnormalniejszym tonem, na jaki było stać. - A poza tym nie da się nikogo uszczęśliwić na siłę, po drugie, szału bym dostał gdybyś się mnie codziennie pytał co masz zjeść na śniadanie, a po trzecie nie chcę by ktokolwiek za mnie umierał. - Odpowiedział naturalnym tonem, jakby opowiadał o pogodzie.
- To w takim razie co ma Ali czego ja nie mógłbym Ci dać? - Zapytał Taavi z zazdrością w głosie.
- Nie wiem i szczerze, na razie nie chce nikogo i nikogo nie szukam. I może nawet ty albo Ali bylibyście w stanie mi to dać, nie wiem. - Na twarzy tęczowo-włosego pojawiła się konsternacja myśli jednak, nie mogąc nic wymyślić postanowił zapytać.
- A czego oczekujesz od przyszłego męża, skoro nie wiesz czy istnieje osoba mogąca Ci to zapewnić?
- Wzajemnej miłości, albo chociaż zauroczenia, zważywszy na krótki termin na decyzję. I z łaski swojej wstań z tej podłogi.
            Dwóch mężczyzn siedziało w wygodnych fotelach dyskutując o czymś zawzięcie, kiedy drzwi do komnaty służącej za salon wszedł trzeci, podobny do dwóch już obecnych. Opadł ciężko na fotel, wzdychając przy tym głośno.
- Coś się stało braciszku? - Zapytał mężczyzna w białej długiej szacie wyglądający na najmłodszego, jednak równie dojrzałego co dwóch pozostałych.
- Zły smok przeszkodził nam w rozmowie. - Odpowiedział, a w jego głosie dało się wyczuć smutek.
- Pewnie teraz zamknął twoją księżniczkę w jakiejś wieży. - Wtrącił z rozbawieniem najstarszy z nich. - Powiedz lepiej jak Ci szło zanim nie pojawił się Taavi.
- Ma charakterek i lubi mi dogryzać, ale szczerze powiedziawszy mi to nie przeszkadza. Jest ładny, to też trzeba przyznać i mogę się założyć, że jeszcze będzie mój.
- A jaką masz pewność, że nie zwiąże się z dajmy na to Taavim? - Skomentował najmłodszy z braci.
- Żadną, ale nie zamierzam się poddać, bo jest naprawdę uroczy i tylko się nie śmiejcie, ale czuję potrzebę chronienia go przed światem. - Tym razem najstarszy zaśmiał się co wzburzyło krew w żyłach Aliego.
- Też to czułem i nadal czuję do mojego misia. - Uśmiechnął się na wspomnienie lubego.
- Może wreszcie powiesz nam kim on jest? - Zapytał z nadzieją w głosie średni brat, na co dostał odpowiedź w postaci wyciągniętego języka.
- Ej, bo zaraz pomyślimy, że mówisz o nim tylko po to by mieć święty spokój, a twój „Misio” nie istnieje. - Odezwał się najmłodszy lekko uśmiechając się pod nosem.
- Mogę was zapewnić, że istnieje. Przecież tłumaczyłem, że na razie nie mogę mu wyznać prawdy, bo boję się, że mi ucieknie. - Odparł nadąsany. - A ty Aziz masz już jakąś niewiastę na oku? - Wyraz jego twarzy zmienił się diametralnie, ukazując ciekawość względem najmłodszego z braci.
- Nie, jeszcze nie. A poza tym dobrze wiesz, że nie interesują mnie kobiety, tak samo jak mężczyźni.
- Czyli chcesz nam powiedzieć, że nie chciałbyś założyć kiedyś rodziny? - Odezwał się Ali lekko zszokowany wypowiedzią brata.
- Aliś, przecież Azi mówił nam, że nie chce się z nikim wiązać...Chyba nie było Cię przy tamtej rozmowie. - Wyraz twarzy bruneta wyraźnie potwierdził ostatnie zdanie.
- Ale przecież wszyscy gadają o twoich licznych romansach z dworkami. - Zwrócił się do Azisa z szeroko otwartymi oczami.
- Tak samo jak gadają, że Amir lubi przebierać się w damskie ciuszki. - Odpowiedział z wyraźną irytacją w głosie.
- Ale wiesz braciszku, że masz już trzydzieści lat i wypadałoby ukierunkować swoje potrzeby i rozwiać niepotrzebne pomówienia. - Amir przesiadł się na podłokietnik fotela brata i objął go ramieniem. - Wiesz przecież, że nawet jakbyś chciał związać się z elfem albo co gorsza bagienną odmianą tych dewiantów to i tak będziesz naszym małym braciszkiem i będziemy Cię kochać.
- Tyle, że ja nie chcę żadnego związku. W pałacu gadają, że wolę kobiety i dobrze, mam spokój od tych zboczeńców co chcą dobrać się do moich spodni i przy okazji poprawić sobie status społeczny, a żadna z dam nawet nie odważy się na coś powyżej zalotnego spojrzenia, by nikt przypadkiem nie uznał jej za rozwiązłą. - Odparł z szerokim uśmiechem Aziz zrzucając rękę brata ze swoich ramion.
- W takim razie proponuję zakład. - Odpowiedział Ali z przebiegłym uśmiechem. - Jeżeli do końca roku nie znajdziemy Ci z Amirem żadnej osoby, która by Cię zainteresowała fizycznie i oczywiście seksualnie masz u nas po 3 życzenia, zgadzacie się? - Obaj kiwnęli głowami na znak zgody.
- A tak w gwoli ścisłości, co wy będziecie z tego będziecie mieli, jeżeli wam się uda? W co szczerze wątpię.
- Satysfakcję Aziś i jeżeli się uda to szwagra albo bratową. - Odparł wciąż siedzący na podłokietniku Amir.
            Lukas stał właśnie sam w pokoju przed ubraniem zostawionym mu przez Taaviego, który dał mu pięć minut na przebranie ogłaszając, że czeka go wizyta u króla. Strój składał się z granatowych luźnych spodni ze ściągaczem przy kostkach, białej bawełnianej koszuli z lekko bufiastymi rękawami oraz dość specyficznego płaszcza pozbawionego rękawów. Cały zestaw był zachowany w zimnych barwach, co nie podobało się Lukasowi, chociaż musiał przyznać przed sobą, że nie wyglądał w nich najgorzej. Gdy przeglądał się w lustrze zauważył na piersi płaszcza srebrnego pawia stroszącego pióra. Pamiętał, że jak był mały i mieszkał w Japonii, to w dość dużym ogrodzie za domem zawsze można było się na jakiegoś natknąć. Przypatrzył się dokładniej haftowi, pamiętał z ten konkretny obrazek, ale nie mógł przypomnieć sobie skąd. Jego kontemplację nad dumnym ptakiem przerwało pukanie do drzwi, nie zdążył nawet zareagować, gdy wszedł przez nie uśmiechnięty Taavi.
- Cześć kociaku, ślicznie wyglądasz chociaż ja bym cię widział w innych kolorach. - Powiedział na wstępie idąc skocznym krokiem w jego kierunku. - Mam dla ciebie mały prezent, zamknij oczy. - Nakazał stojąc zaledwie w odległości kroku od Lukasa. Ten tylko prychnął pod nosem i wykonał polecenie. Poczuł jak tęczowo włosy się do niego przybliża i zakłada mu coś na szyję muskając delikatnie jego skórę palcami. - Możesz otworzyć oczy. - Powiedział, po czym odsunął się delikatnie od szatyna. Chłopak odruchowo dotknął swojej szyi na której poczuł rzemyk, przesunął palcami w dół by sprawdzić co delikatnie go obciążało. Gdy poczuł delikatny chłód metalu spojrzał na wisiorek przedstawiający takiego samego pawia jak na ubraniu. Dopiero teraz rozpoznał w nim ulubioną broszę swojej mamy, którą nosiła na każdą okazję. - Srebrny paw jest symbolem twojej rodziny. Pomyślałem, że jako książę powinieneś posiadać kilka takich ozdób.
- Dziękuję, jest śliczny. Nie wiem co powiedzieć. - Zapatrzył się na trzymany w ręku przedmiot, przypominający mu o latach spędzonych z matką. - Naprawdę dziękuję. - Podniósł wzrok na lekko uśmiechającego się starszego chłopaka.
- Cieszę się, że Ci się podoba. Kazałem też wyhaftować pawie na twoich szatach. - Taaviemu nie dane było kontynuować gdy zobaczył jak niższy chłopak podchodzi do niego stając w odległości około dziesięciu centymetrów. Lukas położył rękę na ramieniu wyższego chłopaka, stanął na palcach jednocześnie dociskając Taaviego do ziemi by zrównać się wzrostem. Delikatnie pocałował go w polik natychmiast powracając do pierwotnie dzielącej ich odległości.
- Jeszcze raz dziękuję. - Powiedział cicho, na co mężczyzna zareagował szerokim uśmiechem, przejechał ręką po głowie Lukasa kończąc na samym karku.
- Nie ma za co kociaku. Chodź już, król nas oczekuje, tylko uprzedzam, on jest trochę specyficzny.
- Co masz na myśli mówiąc „specyficzny”?
- Zobaczysz, chodźmy.
            W głównej sali tronowej panował zgiełk, każdy szeptał do kogoś plotki o domniemanym przyszłym władcy. Niektórzy nawet nie silili się, aby mówić cicho. W końcu zaczęli się przekrzykiwać, czekając na oficjalne przedstawienie nowej szychy na zamku.
W końcu wszystkie głosy zamilkły, gdy król zaczął przemawiać.
- Proszę wszystkich o uwagę! Zebraliśmy się bym mógł przedstawić wam Lukasa Fukudę, wnuka króla Sugimoto. Ponieważ nie uznaję polityki kłamstw, ogłoszę to teraz przy was. Przyznaję się do zlecenia porwania Lukasa, posunąłem się nawet do wymuszenia pokoju na królu Sugimoto, co za wiele nie dało. Zaproponowałem pokój w zamian za wolność jego wnuka, on natomiast odpowiedział, następującym listem, który odczyta mój doradca. - Z małej grupki stojącej nieopodal tronu wystąpił mężczyzna z dumnie uniesioną głową trzymając w ręku otwartą wcześniej kopertę.
- Pozwolą państwo, że ominę zwroty grzecznościowe.”Ja jako król Północnej Republiki Melishii odmawiam zawarcia jakichkolwiek sojuszy, mając na względzie dobro moich poddanych. Uważam, że bratanie się ze społecznością dzikusów, jaką z pewnością są południowi mieszkańcy naszej krainy jest co najmniej uwłaczające. Ponadto nie widzę żadnych powodów, abym podpisywał traktaty i innego rodzaju zapewnienia o pokojowym nastawieniu. Odnośnie osoby mojego wnuka, nie uważam go za członka rodziny Fukuda, z powodów oczywistych. Tak więc nie zależy mi na jego wolności czy szczęściu(...)”
          Lukas przestał dalej słuchać przemówienia z pokoju przyległego do sali tronowej, było ono niewielkie i tak skonstruowane, by wszystkie słowa wypowiedziane w dużej sali były idealnie słyszane.
- Nie rozumiem o co chodzi, że nie jestem jego rodziną? - Zapytał znowu nic nie rozumiejąc.
- Luk, chodzi o to, że twoja matka nie miała ślubu z twoim ojcem. I, że jesteś z nieprawego łoża. - Powiedziała cicho Lorie kładąc mu rękę na ramieniu w pokrzepiającym geście.
- W dodatku twój ojciec jest z Alverii. - Powiedział równie cicho Gabriel. - Z tego co wiem, twój dziadek ma dość konformistyczne poglądy.
- Ale nie przejmuj się według prawa ważne, abyś dokonał inicjacji po dziewiętnastce i stajesz się pełnoprawnym obywatelem.
- Dalej nie rozumiem, dlaczego wierzę we wszystko co mi powiecie. - Szatyn westchnął głęboko unosząc wzrok ku górze.
- Nie wyjaśniliśmy Ci tego? - Zapytała zdziwiona blondynka, na co Lukas pokiwał przecząco głową. -Bo chodzi o to, że jakby nie patrzeć jesteś stąd i twój mózg łatwiej przyjmuje do wiadomości wszystkie nowe fakty i do tego mogę się założyć, że twoja mama miała w tym swój udział.
- Co ma do tego moja mama? - Uniósł lekko brew oczekując kolejnych informacji.
- Jakby Ci to powiedzieć? - Zaczęła Lorie, chcąc sensownie dokończyć swoją myśl. - Wydaje mi się, że rzuciła na Ciebie pewne zaklęcie. - Nie słysząc krzyków ani sprzeciwów kontynuowała. - Chodzi o to, że mogła zaszczepić u Ciebie podstawowe informacje o Melishii i jej zwyczajach i one po ukończeniu dziewiętnastego roku życia by się odblokowały. Zazwyczaj w takich przypadkach rodzice mówią swoim dzieciom, że nie są do końca tacy jak ich rówieśnicy ale jak widać nie zawsze. Czasem zaklęcie to najlepsze wyjście. - Chłopak spojrzał na nią spod przymkniętych powiek, po czym uśmiechnął się krzywo. Postanowił wsłuchać się w resztę przemowy i czekać aż go wywołają.
           Kiedy królewski doradca skończył czytać ostatnie słowa dość długiego listu poświęconego tematowi niedoszłego sojuszu powrócił na wcześniej zajmowane przez siebie miejsce oddając władcy głos.
- Wysłuchaliście już odpowiedzi króla Sugimoto, więc teraz chciałbym powiedzieć jaka jest moja postawa w tym póki co nie groźnym sporze pomiędzy północą, a południem. Ponieważ zależy mi na zjednoczeniu naszej krainy postanowiłem sięgnąć po środki konieczne aczkolwiek niekonwencjonalne. - Po całej sali rozległy się szepty, które natychmiast uciszył donośny głos króla. - Proszę o ciszę! Nie pragnę rozlewu krwi, jednak nawet najpiękniejsza idea niesie za sobą masę poświęceń. Miałem nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale jestem w stanie zrobić wszystko by połączyć rody Bilir i Fukada, nawet kosztem własnych dzieci bądź wnuków. Pragnę by dwa zwaśnione rody połączyły się wydając na świat potomka, który obejmie pieczę nad naszą przepiękną krainą. Dlatego postanowiłem użyć radykalnych środków, z mojego rozkazu został porwany książę . Pragnę wam przedstawić Lukasa Fukudę. - Do sali przez jedne z bocznych drzwi wyszedł niepozorny chłopak, który jednak swoją postawą wymusił rozstąpienie się tłumu.”Widać po nim, że ma coś z władcy" pomyślał mężczyzna, do którego zmierzał ubrany na niebiesko młodzieniec. - Lukasie. - Zaczął mówić król, lecz szatyn postanowił mu przerwać.
- Królu, jak sam powiedziałeś, porwano mnie. Jednak nie żywię do nikogo urazy widząc w tym zło konieczne. - Głos miał pewny, czego nie można było powiedzieć o nim samym. Kiedy opuszczał pokój, myślał tylko o tym by wrócić do niego jak najszybciej, jednak gdy stanął naprzeciw Sulejmana w jego głowie zaczął kiełkować pomysł. Oczywiście jak często było w jego przypadku, zanim cokolwiek przemyślał, zaczynał działać. - Oczywiście podzielam twoje zdanie o bezsensowności podziału tej jakże pięknej krainy, która oczarowała mnie od samego początku. Dlatego też jako następca tronu pragnę to jak najszybciej zakończyć, ale nie mam zamiaru poświęcać szczęścia swoich przyszłych dzieci. Nie jest ważne czy zostaną zmuszone do małżeństwa, czy wychowają się w rodzinie bez wzorców w postaci kochających się rodziców, zostaną pozbawione szczęścia. Tak więc mam nadzieję, że zgodzisz się ze mną, królu, iż obietnica silnego sojuszu z mojej strony zaraz po objęciu władzy będzie równie mocnym spoiwem miejmy nadzieję przyszłej jedności i jednocześnie pochłonie mniej ofiar. - Tak jak się spodziewał na twarzy władcy pojawiło się zdziwienie, zapewne wywołane jego elokwencją oraz tupetem. Usłyszał szepty aprobaty ze strony dworzan co dodało mu otuchy, jednocześnie czekał na odpowiedź Sulejmana w napięciu.
- Widzisz chłopcze, obietnica sojuszu jest kusząca, jednakże żaden pakt nie jest tak trwały jak wspólny władca. Oczywiście rozumiem twoje obiekcje odnośnie połączenia rodów, dlatego proponuję zmianę propozycji, którą Ci wcześniej przedstawiono książę. - Lukas uśmiechnął się lekko na słowa o jakiejkolwiek zmianie. Król milczał, a tłum patrzył coraz bardziej natarczywym wzrokiem. Gdy tu szedł Taavi powiedział mu, aby nie przejmował się ilością osób. Według jego tłumaczeń to jest sposób na zdobycie zaufania społeczeństwa, dworzanie mają wgląd do wszystkich zgromadzeń, a ponieważ od tysięcy lat nie było żadnych wojen ani sporów wewnętrznych tajemnice zniknęły razem z nimi. A ponieważ społeczeństwo dowiedziałoby się prędzej czy później o nowych podatkach, przywilejach czy zmianach w szkolnictwie są oni obecni jako publika przy wszelkich rozmowach. - Co powiesz, książę aby nasze rodziny zostały połączone w jak najszybszym czasie, jednocześnie szanując wolną wolę obu stron? Oczywiście byłby pewien haczyk, nie możemy dopuścić do tego by potencjalne małżeństwo się nie znało, więc proszę Cię abyś został w moim pałacu przez przynajmniej kilka najbliższych miesięcy by poznać moich synów. Oczywiście jeżeli postanowisz związać swój los z kimś innym, to proszę aby kolejne pokolenie również miało taką szansę mieszkając ze sobą rok po ukończeniu dziewiętnastego roku życia przez obu potomków. - Mężczyzna uśmiechnął się serdecznie do szatyna zadowolony z efektu swoich negocjacji. ”Myślałem, że będzie krzyczał i tupał nogą, a tu inteligentny przyszły zięć mi się trafił.” Rozmyślał, patrząc na pewną minę chłopaka, który odwzajemnił jego uśmiech.
- Uważam, że jest to bardzo rozsądna propozycja. - Powiedział Lukas szczęśliwy z braku noża przy gardle zwanego małżeństwem. Obaj podali sobie ręce przy czym król zaprosił Lukasa na obiad w towarzystwie swoim oraz synów na co szatyn przystał nie zapominając o dobrych manierach.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Po przeczytaniu kilku poprzednich rozdziałów dotarło do mnie, że piszę beznadziejnie. A już wybuch Luka i cała ta sytuacja to gniot i syf. Nie mam zamiaru przestać pisać, ale szczerze nie dziwie się, że tak mało osób odwiedza mojego bloga. Mam nadzieję, że nie straciliście wzroku ani wiary w ludzkość po przeczytaniu tego. I jak zwykle bądźcie pozdrowieni człowieki wszelkiej maści!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz