Hej,
znowu krótko, ale treściwie. I znowu bez bety :( Piszcie w
komentarzach wszystkie wyłapane błędy to postaram się naprawić)
Enyłej miłego czytania i proszę napiszcie coś w komentarzach.
^.^
***
Siedział na łóżku z otwartymi ustami patrząc na
bruneta w szoku.
- Mógłbyś powtórzyć, bo chyba nie
do końca zrozumiałem? - Powiedział drobniejszy chłopak wciąż
nie mogąc zrozumieć słów wypowiedzianych przez Gabriela.
- Oczywiście, musisz sobie znaleźć
partnera najlepiej przed dziewiętnastymi urodzinami.
- Ale po co? - Dopytywał chłopak,
jakoś nie zrozumiał wiele z poprzedniego wywodu ciemnowłosego.
- Krótko mówiąc jeżeli nie
znajdziesz kogoś to będziesz zmuszony do wyjścia za któregoś
księcia. A z prostych powodów wynika, że poślubisz księcia
Aliego.
- Ale skoro on jest facetem i ja nim
jestem to dlaczego mamy wziąć ślub? Przecież, no, dzieci z tego
nie będzie.
-
Hym, to może opowiem Ci trochę o naszej rasie? - Luk pokiwał głową
na znak zgody. - Jak pewnie zauważyłeś różnimy się troszkę od
przeciętnego człowieka. - Lukas ponownie kiwnął głową dając
znak, że może kontynuować. - Mamy ogony i władamy magią, ale to
nie wszystko. Ponieważ rodzi się coraz mniej kobiet natura szybko
doposażyła naszą rasę w możliwość rodzenia przez mężczyzn.
Główna różnica jest taka, że kobietom zajście w ciążę
przychodzi łatwiej.
-
Czyli, że u was faceci też mają okres?
- Nie, u nas nikt
go nie ma. Można powiedzieć, że natura jest jak karma, jeżeli o
nią dbasz ona dba o ciebie. - Chłopak pokiwał głową. - Ludzie ze
świata, w którym się wychowałeś zbyt jej nie szanują by mieć
więcej.
-
Ale powiedziałeś, że ten cały król zrobi wszystko, żeby
połączyć rody, czyli jak znajdę sobie kogoś innego to co?
Odpuści?
-
Nie, ale wtedy jest szansa, że któryś z książąt będzie
posiadał w miarę normalne dzieci i połączy się rody w następnym
pokoleniu. Naprawdę musiałeś być zmęczony kiedy Lorie Ci to
wszystko tłumaczyła. A właśnie bym zapomniał, jest szansa, że
nie będziesz musiał wybierać. - Lukas zareagował tylko cichym
„Hmm?“. - Jeżeli twój dziadek zaakceptuje warunki i powstanie
sojusz to jesteś wolny. Musisz tylko wytrzymać do czasu otrzymania
odpowiedzi, dasz radę?
-
To nie na moje nerwy, psychikę i w ogóle wszystko. - Szatyn
powiedział płaczliwie , dało się również zauważyć powoli
zbierające się łzy w jego oczach. - Jednego dnia jest normalnie,
następnego pojawiacie się wy i wszystko zmienia się o sto
osiemdziesiąt stopni. Nie zdziwię się jeżeli ta „magia“ to
tylko jakieś tanie sztuczki, ogony są doczepiane, a ten widok za
oknem to jakieś ekrany! - Z jego oczu wypłynęła pojedyncza łza,
którą otarł rękawem długiej koszuli w której się obudził. -
To wszystko na pewno jest tylko snem. Zaraz się obudzę i wszystko
będzie jak dawniej.
Do
pokoju wszedł Taavi z gorącą herbatą dla kociaka, jak zaczął go
nazywać przy rodzinie. Już miał zamknąć drzwi kiedy zobaczył
Lukasa wycierającego policzki z kolejnych łez. Natychmiast odstawił
filiżankę na szafkę stojącą koło łóżka i minął
zdezorientowanego Gabriela chcąc przytulić roztrzęsionego
chłopaka.
-
Ej, nie płacz. - Szepnął mu we włosy i przycisnął go mocniej do
siebie. - Mały, słyszysz? Wszystko będzie dobrze. - Szatyn
niepewnie uniósł głowę tak by spojrzeć w oczy Taaviemu.
-
Obiecujesz? - Powiedział pewnym głosem, mimo zatkanego po płaczu
nosa. Odczekał kilka sekund po czym ponowił pytanie.
-
Nie jestem w stanie Ci tego obiecać, ale mogę obiecać, że zrobię
wszystko by tak było. - Tęczowo-włosy otarł kciukiem łzę z
polika Lukasa chcąc przytulić go ponownie, czuł wewnętrzną
potrzebę ochronienia go. Chłopak jednak odsunął go od siebie i
usiadł na krawędzi łóżka.
-
Przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło. - Powiedział cicho i
sięgną trzęsącymi się dłońmi po filiżankę w misterne wzory.
- Zwykle się nie rozklejam. - Dodał wziąwszy łyka herbaty o
intensywnym, ale i subtelnym smaku. Dwóch młodych mężczyzn
przypatrywało mu się uważnie.
-
Luk, nie przejmuj się tym. - Powiedział łagodnym głosem
błękitnooki. - Nie ty jeden tak zareagowałeś jak dowiedziałeś
się o nieśmiertelności i całej reszcie. - Kiedy skończył mówić
uśmiechnął się serdecznie chcąc dodać Lukasowi otuchy.
-
O jakiej znowu nieśmiertelności? - Krzyknął najmłodszy z nich. -
Albo mi się wydaje albo nie powiedziałeś mi wszystkiego. -
Powiedział już spokojniej w kierunku Gabriela.
-
Widzisz, my jesteśmy nieśmiertelni i ty też. Podobnie zresztą jak
ta twoja sąsiadeczka.
- Czekaj mówisz
o Amelii, czy o Ninie? A zresztą, po co mam to teraz wiedzieć skoro
mamy przed sobą tyle czasu! - Ponownie podniósł głos patrząc z
wyrzutem na obu mężczyzn. - Wynocha! Ale już! Muszę wszystko
sobie przemyśleć i nie mam ochoty was tu oglądać co najmniej do
jutra! Zrozumiano? - Z sekundy na sekundę ilość decybeli w
pomieszczeniu wzrastała przez niepozornego szatyna. Gabriel i Taavi
bez słowa skinęli głowami i opuścili komnatę zajmowaną przez
Lukasa. - Co to za paranoja? - Szepnął do siebie po czym położył
się wygodnie w dużym łóżku, które zasługiwało na miano łoża
i zasnął niczym małe dziecko w ramionach matki.
Jedna
dziewczyna siedziała na kuchennym krześle, gdy druga chodziła po
dość ciasnym pomieszczeniu wymachując rękoma we wszystkie strony
i krzycząc najprawdopodobniej
na cały budynek.
-
Chcesz mi wmówić, że jesteś z jakiejś magicznej krainy i byłaś
tu żeby pilnować Luka?
-
Ami, nie gniewaj się, chciałam Ci powiedzieć, ale bałam się jak
zareagujesz. - Wymruczała ze skruszoną miną Nina. - Ja dostałam
rozkaz i muszę wracać do Melishii, ale kiedy wrócę, a nie wiem
czy w ogóle chcę wiedzieć czy mam u ciebie jeszcze jakiekolwiek
szanse.
-
Posłuchaj, kocham Cię i mam gdzieś skąd jesteś. Dla mnie możesz
być nawet z Marsa, ale jeżeli myślisz, że tak łatwo się ode
mnie uwolnisz to się mylisz! - Wrzasnęła dziewczyna wskazując na
drugą palcem. - Albo zabierzesz mnie do tej Nibylandii czy czegoś
tam albo przykuję Cię do kaloryfera.
-
Słońce, ja nie mogę. Tylko król może wyrazić zgodę na pobyt
kogoś z zewnątrz. Jeżeli bym Cię zabrała mogłybyśmy obie
zostać ukarane. - Amelia tylko westchnęła, mimo czasu spędzonego
na rozmowie nie potrafiła do końca uwierzyć brunetce w jej rzekome
pochodzenie.
-
Posłuchaj, chcę Ci wierzyć, ale nie umiem. Martwię się o Ciebie,
rozumiesz? - Powiedziała ruda dziewczyna z troską wymalowaną na
twarzy.
-
Czyli uważasz, że mi odbiło i wymyślam? - Powiedziała Nina
patrząc w oczy kobiecie, z którą miała zamiar spędzić resztę
swojego życia. - Zaczekaj, proszę. - Wyszeptała i wyszła z kuchni
kierując się do sypialni, którą do dziś dzieliła z Amelią.
Wyciągnęła z szuflady drewnianą skrzyneczkę, z której wyjęła
małe lusterko niczym z bajki o królewnie śnieżce. - Chodź. -
Mruknęła do dziewczyny, która zgodnie z prośbą poszła za nią.
- Zaraz coś zobaczysz. - Uniosła rękę nad zwierciadłem,
wypowiedziała szeptem kilka niezrozumiałych dla przeciętnego
człowieka słów i opuściła dłoń na lusterko dotykając go
delikatnie. Srebrna tafla zaczęła szaleć, widać w niej było
zawirowania w każdym kierunku. Nagle błysk niczym flesz aparatu
przerwał dziwny pokaz, a po drugiej stronie ukazał się dość
młody mężczyzna. - Muszę rozmawiać z królem. - Powiedziała
pewnym głosem.
-
Och, akurat masz szczęście, król ma wolną minutkę. -
Odpowiedział dość przystojny blondyn. Sekundę później dało się
słyszeć nawoływania pod adresem władcy.
-
Co się stało Nino, że musiałaś się ze nią kontaktować za
pośrednictwem zwierciadła?
-
Królu, otrzymałam rozkaz powrotu na zamek. Proszę jednak o zgodę
na zabranie ze sobą mojej partnerki, Amelii Rom. - Brunetka
pochyliła głowę w geście szacunku czekając na wyrok.
-
Wiesz, że zawiodłaś mnie dając im uprowadzić mojego wnuka? Ale
mimo to nie mam zamiaru oddzielać cię od wybranki twojego serca. Co
nie zmienia faktu, iż poniesiesz konsekwencje swojej nieuwagi w
sposób, który dla Ciebie wybrałem. Żegnaj Nino. - Dziewczyna nic
nie odpowiedziała, jedynie zniżając głowę niżej. Lustro wróciło
do swojego poprzedniego stanu, a Amelia nie mogła pojąć co się
chwilę temu przydarzyło.
-
Czyli ty mówiłaś prawdę? I to magiczne królestwo naprawdę
istnieje?
- Tak, a ty
pojedziesz tam ze mną. - Odpowiedziała spokojnie Nina po czym
pocałowała Amelię w policzek.
Lukas obudził
się kilka godzin później, na dworze było już ciemno. Jedynymi
źródłami światła były gwiazdy i dziwne kule różnokolorowego
światła pozawieszane na słupach o różnorodnych kształtach na
terenie ogrodu. Chłopak usłyszał cicho otwierające się drzwi i
odgłosy powoli stawianych kroków.
-
Lukas, śpisz? - Powiedziała blondynka, szatyn tylko pokiwał głową
- Przepraszam za nich. Gabi jest lekko zapominalski i lekko dziwny, a
Tav zachowuje się czasami jak nadopiekuńcza kwoka. Oboje są
zresztą dziwni jak każde z nas zresztą. - Dziewczyna zaśmiała
się delikatnie pod koniec.
-
Lorie, dlaczego wszyscy od razu założyli, że wolę facetów?
-
A wolisz? - Chłopak lekko kiwnął głową na co dziewczyna znowu
zaśmiała się dźwięcznie. - Widzisz, tutaj heteroseksualizm nie
jest nawet w połowie tak powszechny jak homoseksualizm w Alverii. -
Mina chłopaka wyrażała głębokie nie zrozumienie. - Och tak
nazywamy świat, w którym się wychowałeś. Mogę Ci nawet
opowiedzieć legendę dlaczego tak się nazywa, chcesz? - Lukas znowu
pokiwał głową. - Ej, ale na migi nie będziemy rozmawiać. - Lorie
położyła się obok niego zdjąwszy wcześniej buty. - Dawno temu,
kiedy na świecie panowali jeszcze bogowie, jeden z nich stwierdził,
że nie potrzebuje całej reszty i odgrodził magiczną barierą
swoje tereny od całej reszty. Bóg ten był tak chciwy, samolubny i
zapatrzony w siebie, że kazał ludziom jemu podległym składać
ogromne dary i ofiary. W końcu w jego krainie zapanował chaos, głód
i anarchia. Ludzie mordowali się nawzajem by mieć co jeść, ale on
widział tylko czubek własnego nosa. Pewnego razu w jego pałacu
pojawił się młody chłopak, który zaoferował mu pewną grę.
Teraz już nikt nie wie w co grali, ale to i tak mało ważne.
Chodziło o stawkę, wygrany bierze wszystko. Chłopak miał mu do
zaoferowania tylko swoją duszę i ciało, natomiast bóg wszystko co
posiadał, łącznie z mocami i nieśmiertelnością. A ponieważ
Kiron, bo tak się nazywał ten bóg, który jak wcześniej
wspomniałam był narcyzem, był pewny, że wygra z jakimś tam
człowiekiem. Jednakże przegrał i musiał oddać władzę nowemu
bogowi, Alveriemu. Potem nastąpiła era pokoju i dobrobytu, a ludzie
uważali go jako swojego jedynego boga. Od tamtej pory nie musieli
składać żadnych ofiar natomiast, Alveri przekazał tron
najmądrzejszemu z ludzi, sam tylko doglądając ich życia. Nazwa
zaś została nadana przez naszych władców na cześć wybawiciela
ludu uciśnionego.
-
Aha, a jak to się stało, że jesteście nieśmiertelni i na czym to
w ogóle polega?
-
Po prostu bogowie zaczęli romansować z ludźmi, natura nas
udoskonaliła i tak jakoś wyszło. A i starzejemy się prawie
normalnie, tak mniej więcej do czterdziestki i dalej nie idzie i
dodatkowo starzejmy się wolniej, na przykład taki Michał ma 17 i
na tyle wygląda ale jak przejdzie przez inauguracje to przez długi
czas będzie jeszcze na tyle wyglądał.
-
To ile lat wy macie? - Dopytywał robiąc w powietrzu nie określony
znak ręką.
-
Tylko się nie przestrasz. Gabi ma coś koło siedemdziesiątki,
Taavi bodajże 67, ja 55 a ciocia 759? Jakoś tak. - Lorie zaśmiała
się z miny chłopaka. - A i jeszcze jedno, kwestia dziedziczenia
tronu u nas jest dość ciekawa. To też powinieneś wiedzieć.
Jeżeli którekolwiek z dzieci spełni następujące warunki:
Ukończeznie 150 lat, posiadanie pełnej rodziny aby zachować
ciągłość rodu, niczym nie skalane imię i wysoką rangę
urzędniczą. Można wystąpić o oficjalne przekazanie tronu, wtedy
zostaje wszczęte postępowanie. Czyli wywlekanie trupów z szaf i
magicznie sprawdzają, czy jesteś zdolny objąć władzę i dobrze
kierować ludem. Potem koronacja, stary król idzie na emeryturę i
czekamy aż to się powtórzy. Jednak rzadko kiedy tak się dzieje,
najczęściej tron dziedziczy się w wieku ok.250 lat. A czasem nawet
bezpośrednio wnuki dziedziczą pod warunkiem, że wszyscy przed nim
w kolejce wyrzekną się roszczeń do tronu na rzecz delikwenta.
-
To naprawdę ciekawe. Wiesz, że dużo gadasz? - Po raz pierwszy od
pobytu w tym dziwnym miejscu Lucas uśmiechnął się szczerze.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem,
że urwałam w tak dziwnym momencie, ale cóż. Bądźcie pozdrowieni
człowieki wszelkiej maści!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz