sobota, 18 lipca 2015

Rozdział 4 [Opowiadanie podstawowe]

Hej, znowu krótko, ale treściwie. I znowu bez bety :( Piszcie w komentarzach wszystkie wyłapane błędy to postaram się naprawić) Enyłej miłego czytania i proszę napiszcie coś w komentarzach.              ^.^
***
               Siedział na łóżku z otwartymi ustami patrząc na bruneta w szoku.
- Mógłbyś powtórzyć, bo chyba nie do końca zrozumiałem? - Powiedział drobniejszy chłopak wciąż nie mogąc zrozumieć słów wypowiedzianych przez Gabriela.
- Oczywiście, musisz sobie znaleźć partnera najlepiej przed dziewiętnastymi urodzinami.
- Ale po co? - Dopytywał chłopak, jakoś nie zrozumiał wiele z poprzedniego wywodu ciemnowłosego.
- Krótko mówiąc jeżeli nie znajdziesz kogoś to będziesz zmuszony do wyjścia za któregoś księcia. A z prostych powodów wynika, że poślubisz księcia Aliego.
- Ale skoro on jest facetem i ja nim jestem to dlaczego mamy wziąć ślub? Przecież, no, dzieci z tego nie będzie.
- Hym, to może opowiem Ci trochę o naszej rasie? - Luk pokiwał głową na znak zgody. - Jak pewnie zauważyłeś różnimy się troszkę od przeciętnego człowieka. - Lukas ponownie kiwnął głową dając znak, że może kontynuować. - Mamy ogony i władamy magią, ale to nie wszystko. Ponieważ rodzi się coraz mniej kobiet natura szybko doposażyła naszą rasę w możliwość rodzenia przez mężczyzn. Główna różnica jest taka, że kobietom zajście w ciążę przychodzi łatwiej.
- Czyli, że u was faceci też mają okres? 
- Nie, u nas nikt go nie ma. Można powiedzieć, że natura jest jak karma, jeżeli o nią dbasz ona dba o ciebie. - Chłopak pokiwał głową. - Ludzie ze świata, w którym się wychowałeś zbyt jej nie szanują by mieć więcej.
- Ale powiedziałeś, że ten cały król zrobi wszystko, żeby połączyć rody, czyli jak znajdę sobie kogoś innego to co? Odpuści?
- Nie, ale wtedy jest szansa, że któryś z książąt będzie posiadał w miarę normalne dzieci i połączy się rody w następnym pokoleniu. Naprawdę musiałeś być zmęczony kiedy Lorie Ci to wszystko tłumaczyła. A właśnie bym zapomniał, jest szansa, że nie będziesz musiał wybierać. - Lukas zareagował tylko cichym „Hmm?“. - Jeżeli twój dziadek zaakceptuje warunki i powstanie sojusz to jesteś wolny. Musisz tylko wytrzymać do czasu otrzymania odpowiedzi, dasz radę?
- To nie na moje nerwy, psychikę i w ogóle wszystko. - Szatyn powiedział płaczliwie , dało się również zauważyć powoli zbierające się łzy w jego oczach. - Jednego dnia jest normalnie, następnego pojawiacie się wy i wszystko zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Nie zdziwię się jeżeli ta „magia“ to tylko jakieś tanie sztuczki, ogony są doczepiane, a ten widok za oknem to jakieś ekrany! - Z jego oczu wypłynęła pojedyncza łza, którą otarł rękawem długiej koszuli w której się obudził. - To wszystko na pewno jest tylko snem. Zaraz się obudzę i wszystko będzie jak dawniej.
Do pokoju wszedł Taavi z gorącą herbatą dla kociaka, jak zaczął go nazywać przy rodzinie. Już miał zamknąć drzwi kiedy zobaczył Lukasa wycierającego policzki z kolejnych łez. Natychmiast odstawił filiżankę na szafkę stojącą koło łóżka i minął zdezorientowanego Gabriela chcąc przytulić roztrzęsionego chłopaka.
- Ej, nie płacz. - Szepnął mu we włosy i przycisnął go mocniej do siebie. - Mały, słyszysz? Wszystko będzie dobrze. - Szatyn niepewnie uniósł głowę tak by spojrzeć w oczy Taaviemu.
- Obiecujesz? - Powiedział pewnym głosem, mimo zatkanego po płaczu nosa. Odczekał kilka sekund po czym ponowił pytanie.
- Nie jestem w stanie Ci tego obiecać, ale mogę obiecać, że zrobię wszystko by tak było. - Tęczowo-włosy otarł kciukiem łzę z polika Lukasa chcąc przytulić go ponownie, czuł wewnętrzną potrzebę ochronienia go. Chłopak jednak odsunął go od siebie i usiadł na krawędzi łóżka.
- Przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło. - Powiedział cicho i sięgną trzęsącymi się dłońmi po filiżankę w misterne wzory. - Zwykle się nie rozklejam. - Dodał wziąwszy łyka herbaty o intensywnym, ale i subtelnym smaku. Dwóch młodych mężczyzn przypatrywało mu się uważnie.
- Luk, nie przejmuj się tym. - Powiedział łagodnym głosem błękitnooki. - Nie ty jeden tak zareagowałeś jak dowiedziałeś się o nieśmiertelności i całej reszcie. - Kiedy skończył mówić uśmiechnął się serdecznie chcąc dodać Lukasowi otuchy.
- O jakiej znowu nieśmiertelności? - Krzyknął najmłodszy z nich. - Albo mi się wydaje albo nie powiedziałeś mi wszystkiego. - Powiedział już spokojniej w kierunku Gabriela.
- Widzisz, my jesteśmy nieśmiertelni i ty też. Podobnie zresztą jak ta twoja sąsiadeczka.
- Czekaj mówisz o Amelii, czy o Ninie? A zresztą, po co mam to teraz wiedzieć skoro mamy przed sobą tyle czasu! - Ponownie podniósł głos patrząc z wyrzutem na obu mężczyzn. - Wynocha! Ale już! Muszę wszystko sobie przemyśleć i nie mam ochoty was tu oglądać co najmniej do jutra! Zrozumiano? - Z sekundy na sekundę ilość decybeli w pomieszczeniu wzrastała przez niepozornego szatyna. Gabriel i Taavi bez słowa skinęli głowami i opuścili komnatę zajmowaną przez Lukasa. - Co to za paranoja? - Szepnął do siebie po czym położył się wygodnie w dużym łóżku, które zasługiwało na miano łoża i zasnął niczym małe dziecko w ramionach matki.
            Jedna dziewczyna siedziała na kuchennym krześle, gdy druga chodziła po dość ciasnym pomieszczeniu wymachując rękoma we wszystkie strony i krzycząc najprawdopodobniej na cały budynek.
- Chcesz mi wmówić, że jesteś z jakiejś magicznej krainy i byłaś tu żeby pilnować Luka?
- Ami, nie gniewaj się, chciałam Ci powiedzieć, ale bałam się jak zareagujesz. - Wymruczała ze skruszoną miną Nina. - Ja dostałam rozkaz i muszę wracać do Melishii, ale kiedy wrócę, a nie wiem czy w ogóle chcę wiedzieć czy mam u ciebie jeszcze jakiekolwiek szanse.
- Posłuchaj, kocham Cię i mam gdzieś skąd jesteś. Dla mnie możesz być nawet z Marsa, ale jeżeli myślisz, że tak łatwo się ode mnie uwolnisz to się mylisz! - Wrzasnęła dziewczyna wskazując na drugą palcem. - Albo zabierzesz mnie do tej Nibylandii czy czegoś tam albo przykuję Cię do kaloryfera.
- Słońce, ja nie mogę. Tylko król może wyrazić zgodę na pobyt kogoś z zewnątrz. Jeżeli bym Cię zabrała mogłybyśmy obie zostać ukarane. - Amelia tylko westchnęła, mimo czasu spędzonego na rozmowie nie potrafiła do końca uwierzyć brunetce w jej rzekome pochodzenie.
- Posłuchaj, chcę Ci wierzyć, ale nie umiem. Martwię się o Ciebie, rozumiesz? - Powiedziała ruda dziewczyna z troską wymalowaną na twarzy.
- Czyli uważasz, że mi odbiło i wymyślam? - Powiedziała Nina patrząc w oczy kobiecie, z którą miała zamiar spędzić resztę swojego życia. - Zaczekaj, proszę. - Wyszeptała i wyszła z kuchni kierując się do sypialni, którą do dziś dzieliła z Amelią. Wyciągnęła z szuflady drewnianą skrzyneczkę, z której wyjęła małe lusterko niczym z bajki o królewnie śnieżce. - Chodź. - Mruknęła do dziewczyny, która zgodnie z prośbą poszła za nią. - Zaraz coś zobaczysz. - Uniosła rękę nad zwierciadłem, wypowiedziała szeptem kilka niezrozumiałych dla przeciętnego człowieka słów i opuściła dłoń na lusterko dotykając go delikatnie. Srebrna tafla zaczęła szaleć, widać w niej było zawirowania w każdym kierunku. Nagle błysk niczym flesz aparatu przerwał dziwny pokaz, a po drugiej stronie ukazał się dość młody mężczyzna. - Muszę rozmawiać z królem. - Powiedziała pewnym głosem.
- Och, akurat masz szczęście, król ma wolną minutkę. - Odpowiedział dość przystojny blondyn. Sekundę później dało się słyszeć nawoływania pod adresem władcy.
- Co się stało Nino, że musiałaś się ze nią kontaktować za pośrednictwem zwierciadła?
- Królu, otrzymałam rozkaz powrotu na zamek. Proszę jednak o zgodę na zabranie ze sobą mojej partnerki, Amelii Rom. - Brunetka pochyliła głowę w geście szacunku czekając na wyrok.
- Wiesz, że zawiodłaś mnie dając im uprowadzić mojego wnuka? Ale mimo to nie mam zamiaru oddzielać cię od wybranki twojego serca. Co nie zmienia faktu, iż poniesiesz konsekwencje swojej nieuwagi w sposób, który dla Ciebie wybrałem. Żegnaj Nino. - Dziewczyna nic nie odpowiedziała, jedynie zniżając głowę niżej. Lustro wróciło do swojego poprzedniego stanu, a Amelia nie mogła pojąć co się chwilę temu przydarzyło.
- Czyli ty mówiłaś prawdę? I to magiczne królestwo naprawdę istnieje?
- Tak, a ty pojedziesz tam ze mną. - Odpowiedziała spokojnie Nina po czym pocałowała Amelię w policzek.
          Lukas obudził się kilka godzin później, na dworze było już ciemno. Jedynymi źródłami światła były gwiazdy i dziwne kule różnokolorowego światła pozawieszane na słupach o różnorodnych kształtach na terenie ogrodu. Chłopak usłyszał cicho otwierające się drzwi i odgłosy powoli stawianych kroków.
- Lukas, śpisz? - Powiedziała blondynka, szatyn tylko pokiwał głową - Przepraszam za nich. Gabi jest lekko zapominalski i lekko dziwny, a Tav zachowuje się czasami jak nadopiekuńcza kwoka. Oboje są zresztą dziwni jak każde z nas zresztą. - Dziewczyna zaśmiała się delikatnie pod koniec.
- Lorie, dlaczego wszyscy od razu założyli, że wolę facetów?
- A wolisz? - Chłopak lekko kiwnął głową na co dziewczyna znowu zaśmiała się dźwięcznie. - Widzisz, tutaj heteroseksualizm nie jest nawet w połowie tak powszechny jak homoseksualizm w Alverii. - Mina chłopaka wyrażała głębokie nie zrozumienie. - Och tak nazywamy świat, w którym się wychowałeś. Mogę Ci nawet opowiedzieć legendę dlaczego tak się nazywa, chcesz? - Lukas znowu pokiwał głową. - Ej, ale na migi nie będziemy rozmawiać. - Lorie położyła się obok niego zdjąwszy wcześniej buty. - Dawno temu, kiedy na świecie panowali jeszcze bogowie, jeden z nich stwierdził, że nie potrzebuje całej reszty i odgrodził magiczną barierą swoje tereny od całej reszty. Bóg ten był tak chciwy, samolubny i zapatrzony w siebie, że kazał ludziom jemu podległym składać ogromne dary i ofiary. W końcu w jego krainie zapanował chaos, głód i anarchia. Ludzie mordowali się nawzajem by mieć co jeść, ale on widział tylko czubek własnego nosa. Pewnego razu w jego pałacu pojawił się młody chłopak, który zaoferował mu pewną grę. Teraz już nikt nie wie w co grali, ale to i tak mało ważne. Chodziło o stawkę, wygrany bierze wszystko. Chłopak miał mu do zaoferowania tylko swoją duszę i ciało, natomiast bóg wszystko co posiadał, łącznie z mocami i nieśmiertelnością. A ponieważ Kiron, bo tak się nazywał ten bóg, który jak wcześniej wspomniałam był narcyzem, był pewny, że wygra z jakimś tam człowiekiem. Jednakże przegrał i musiał oddać władzę nowemu bogowi, Alveriemu. Potem nastąpiła era pokoju i dobrobytu, a ludzie uważali go jako swojego jedynego boga. Od tamtej pory nie musieli składać żadnych ofiar natomiast, Alveri przekazał tron najmądrzejszemu z ludzi, sam tylko doglądając ich życia. Nazwa zaś została nadana przez naszych władców na cześć wybawiciela ludu uciśnionego.
- Aha, a jak to się stało, że jesteście nieśmiertelni i na czym to w ogóle polega?
- Po prostu bogowie zaczęli romansować z ludźmi, natura nas udoskonaliła i tak jakoś wyszło. A i starzejemy się prawie normalnie, tak mniej więcej do czterdziestki i dalej nie idzie i dodatkowo starzejmy się wolniej, na przykład taki Michał ma 17 i na tyle wygląda ale jak przejdzie przez inauguracje to przez długi czas będzie jeszcze na tyle wyglądał.
- To ile lat wy macie? - Dopytywał robiąc w powietrzu nie określony znak ręką.
- Tylko się nie przestrasz. Gabi ma coś koło siedemdziesiątki, Taavi bodajże 67, ja 55 a ciocia 759? Jakoś tak. - Lorie zaśmiała się z miny chłopaka. - A i jeszcze jedno, kwestia dziedziczenia tronu u nas jest dość ciekawa. To też powinieneś wiedzieć. Jeżeli którekolwiek z dzieci spełni następujące warunki: Ukończeznie 150 lat, posiadanie pełnej rodziny aby zachować ciągłość rodu, niczym nie skalane imię i wysoką rangę urzędniczą. Można wystąpić o oficjalne przekazanie tronu, wtedy zostaje wszczęte postępowanie. Czyli wywlekanie trupów z szaf i magicznie sprawdzają, czy jesteś zdolny objąć władzę i dobrze kierować ludem. Potem koronacja, stary król idzie na emeryturę i czekamy aż to się powtórzy. Jednak rzadko kiedy tak się dzieje, najczęściej tron dziedziczy się w wieku ok.250 lat. A czasem nawet bezpośrednio wnuki dziedziczą pod warunkiem, że wszyscy przed nim w kolejce wyrzekną się roszczeń do tronu na rzecz delikwenta.
- To naprawdę ciekawe. Wiesz, że dużo gadasz? - Po raz pierwszy od pobytu w tym dziwnym miejscu Lucas uśmiechnął się szczerze.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że urwałam w tak dziwnym momencie, ale cóż. Bądźcie pozdrowieni człowieki wszelkiej maści! 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz