Hej, jakoś mi się udało skończyć i wiem, że nie jest was dużo, ale czekam na komentarze, nawet krytyczne. Jeszcze nie mam Bety, więc proszę piszcie gdzie jest błąd, a postaram się go naprawić.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siedział przy hebanowym stoliku jedząc śniadanie przyniesione
przez jedną ze służących. Spędził już w Melishii dwa dni i coraz bardziej
przyzwyczajał się do nowego miejsca zamieszkania. Mimo, iż z
pokoju wychodził tylko i wyłącznie do toalety zdążył poznać
kilka osób. Głównie zajmujących pokoje koło niego, z tego co się
dowiedział w pokoju naprzeciw mieszka wysoki rangą urzędnik, lubiący śpiewać ballady dla swojego kota. Za to kilka pomieszczeń
dalej dużą komnatę zajmuje Gabriel, obok niego Taavi, naprzeciw nich Liorie i Michał. Już miał brać kolejną bułeczkę gdy
usłyszał ciche pukanie. Wytarł kąciki ust serwetką po czym wstał
by otworzyć drzwi. Chwycił za klamkę, nie sprawdzając uprzednio
kto znajduje się po drugiej stronie. Otworzył energicznie drzwi i
spostrzegł dość wysokiego mężczyznę o lekko ciemnej karnacji i
męskich wyrazistych rysach twarzy, ubrany był w czerwono-czarną
szatę ze złotym emblematem przedstawiającym łeb lwa na piersi.
- Witam,
nazywam się Ali Bilir, drugi syn króla Sulejmana. Ty zapewne
jesteś Lukas Fukuda, zgadza się? - Mężczyzna nie czekał na
odpowiedź zszokowanego chłopaka wchodząc do tymczasowej komnaty
szatyna. - Mam nadzieję, że nie przeszkadza Ci moja obecność. - Ali
uśmiechnął się serdecznie do chłopaka patrzącego na niego
nic nie pojmującym wzrokiem.
- Tak,
znaczy nie. Znaczy, nie przeszkadzasz. I odpowiadając na
wcześniejsze pytanie to nazywam się Lukas, ale Fukuda to nazwisko
mojej mamy. - Lukas przypatrywał się brunetowi siadającemu przy
stoliku z jego śniadaniem w dość nonszalanckiej pozycji. Po chwili
sam zajął drugie miejsce nieco skrępowany towarzystwem gościa.
Zauważywszy wzrok, który w jego mniemaniu miał zachęcić go do
swobodnego zachowania chwycił bułeczkę i dogryzł mały kęs.
- Wiesz, że
jesteś uroczy? - Na uwagę mężczyzny prawie się zadławił. - Na
zamku krążą plotki o tym, że jesteś słodki, przystojny i
podobno lekko nieśmiały. I jak widać okazały się one
prawdą. - Chłopak sam nie wiedział co powiedzieć, był zaskoczony
bezpośredniością wypowiedzi. - Na prawdę jesteś śliczny. - Luk
poprawił okulary po czym spojrzał z zaciętością na „zadufanego
księciunia”, jak nazwał go w myślach.
- Mógłbyś
sobie darować te tanie komplementy. - Odpowiedział odzyskawszy rezon.
- Nie są
tanie. Nawet nie wiesz ile mnie kosztuje wypowiedzenie tych słów w
towarzystwie tak zniewalającej piękności.
- Nie martw
się, mi też tak przesłodzone i banalne miłe słówka z trudem
przeszłyby przez gardło. Aż rzygać się chce od tej
słodyczy. - Szatyn skrzywił się nie znacznie na potwierdzenie swoich
słów. Gdy zobaczył na twarzy jegomościa szok pomieszany z
niemożnością odparcia słownego ataku poczuł czystą satysfakcje,
po czym ugryzł maślaną bułeczkę. Czynność ta została jednak
przerwana przez osobnika siedzącego naprzeciwko.
- Widzę, że
jesteś wygadany. - Zaśmiał się dźwięcznie. - I wcale nie tak łatwo
zdobyć cię czułostkami, za które niektórzy oddaliby naprawdę
wiele.
- Nie
rozumiem po co mieliby poświęcać cokolwiek w zamian za tekst
niczym z książki „Podryw dla opornych i umysłowo
ociężałych”. - Odpowiedział z uśmiechem na twarzy, zajadając się
świeżym pieczywem, które wzbogacone było dżemami w
najróżniejszych smakach.
- Wiedz, że
nie chodzi o same słowa, ale o to kto je wypowiada. - Odparł z
widocznym samozachwytem patrząc Lukasowi prosto w oczy.
- Nie obraź
się, ale gówno w złotym papierku dalej nie jest cukierkiem.
- Twoje
słowa ranią i jednocześnie zachęcają do dalszej polemiki co
niezmiernie mnie intryguje.
- Nie mów
proszę, że dotychczas nikt nie wytknął ci braku oryginalności.
Tą cechę czuć od Ciebie na kilometr, chociaż poświata narcyzmu
widoczna gołym okiem może skutecznie ją maskować.
- Widzę, że
masz zamiar sobie na mnie ostrzyć język, co? A poza tym po co
miałbym się wykazywać czymkolwiek poza normę skoro moje
komplementy mogłyby zostać niedocenione.
- I teraz zamiast ja wyjść na idiotę
nierozumiejącego połowy słów, ty wyszedłeś na taniego
podrywacza. Świetna taktyka. - Odpowiedział z przekąsem i nutką
sarkazmu w głosie, jedynie uśmiech i iskierki w oczach zdradzały
radość czerpaną z dyskusji.
- Jednak nie możesz zaprzeczyć, że
czerpiesz przyjemność z naszej małej wymiany zdań.
- Większą przyjemność czerpałbym z
chwili spokoju i niczym nie zmąconej ciszy, ale jak widać los bywa
złośliwy i skazał mnie na twoje towarzystwo. - Odpowiedział z
jeszcze szerszym uśmiechem skończywszy posiłek.- Tak, więc byłbym wdzięczny za oszczędzenie mi takich przyjemności w przyszłości.
- Jedna z opcji na przyszłość jest
taka, że do końca twojego życia tylko ja będę w stanie sprawić
Ci taką przyjemność, że zobaczysz gwiazdy na suficie. Tak więc
radziłbym Ci uważać na słowa o ile nie chciałbyś spędzać pół
godziny na krawędzi rozkoszy. - Na twarzy Lukasa wykwitł soczysty
rumieniec na myśl o dzieleniu łoża z jakże przystojnym i ledwo poznanym mężczyzną.
- Nie chciałbym Cię martwić, ale ten
sam scenariusz mówi, że beze mnie również nie wiele
zdziałasz. - Pokonawszy lekki wstyd spowodowany rozmową o dość
jednoznacznym zabarwieniu praktycznie wydukał swoją ripostę.
- Czyli jednak jesteś wstydliwy. Pewnie
dalej jesteś prawiczkiem, co? - Chłopak siedział cicho i jedynie
powiększający się rumieniec stanowił odpowiedź. Ali tylko
zaśmiał się lekko i spojrzał spod wpół przymkniętych powiek
na zawstydzonego nastolatka.Wtem poczuł ogarniającą go potrzebę podziwiania tych zniewalających rumieńców dzień w dzień. - Możesz mi obiecać jedną
rzecz? - Dostrzegł jak Lukas podnosi na niego wzrok lustrując uważnie
jego twarz. - Zachowaj proszę czystość do ślubu. - Mina szatyna
wyrażała głębokie zdziwienie i jeszcze większe zawstydzenie z
tematu rozmowy.
- Dlaczego niby miałbym Ci coś takiego
w ogóle obiecywać? - Odburknął lekko obracając głowę w kierunku
okna.
- Jeżeli jednak wybrałbyś mnie, chcę
być twoim pierwszym, ostatnim i jedynym. Natomiast jeżeli
wybierzesz kogoś innego to ten zaszczyt spadnie na szczęśliwca,
który mam nadzieję da Ci szczęście. - Chłopak był lekko zbity z
tropu przez wypowiedź Aliego. Nie dane mu było długo zastanawiać
się nad słowami bruneta, gdy drzwi otworzyły się, a do pokoju
wszedł zadowolony Taavi.
- Cześć kociaku, przyniosłem Ci nowe
ubrania. W tych Alverijskich dresach wyglądasz... - Nie dokończył
wypowiedzi, gdy ujrzał osobę, którą lekko mówiąc miał ochotę
spotkać najwcześniej w następnym wcieleniu. - Ali, co ty tu do
cholery robisz?! - Podniósł głos w kierunku siedzącego na krześle
mężczyzny po czym już łagodniejszym tonem zwrócił się do
chłopaka wyglądającego na wystraszonego. - Luk, czy on Ci coś
zrobił, albo chciał zrobić? - Odpowiedziało mu jedynie zaprzeczenie
ruchem głowy co i tak niezmiernie go uspokoiło.
- To ja już pójdę, zobaczymy się
później i może przygotuje już jakieś mniej banalne i
przesłodzone określenia. - Podniósł się z krzesła i podszedł do
zdziwionego jego zachowaniem chłopaka, chwycił jego dłoń i uniósł
ją na wysokość swoich ust. - Mam nadzieję, że smok nie uwięzi Cię
w wieży za mój haniebny występek. - Musnął delikatnie dłoń szatyna
ustami po czym opuścił pomieszczenie, skinąwszy tylko głową
tęczowo-włosemu. Gdy drzwi się zamknęły Taavi spojrzał na
młodszego chłopaka z wyraźną pretensją, jakby cała wina za
spotkanie księcia Aliego była jego. Lukas spiął wszystkie mięśnie , jednocześnie przymrużając oczy, czekając na
wybuch złości młodego mężczyzny. Gdy niebieskooki zauważył
postawę Lukasa, na myśl znowu przyszedł mu biedny kociak, podszedł
powoli do niego po czym, ku zdziwieniu szatyna, przyklęknął przy
krześle i lekko pogłaskał go po włosach.
- Ej, kocie. - Powiedział półszeptem,
jakby jakikolwiek głośniejszy dźwięk miał go zranić. - Nic Ci
nie zrobię, przepraszam jeżeli Cię wystraszyłem - I jak w przypadku nie oswojonego zwierzaka, padały
deklaracje o braku złych intencji. - Przepraszam, że krzyczałem w
twojej obecności. - Taavi obchodził się z Lukiem jak z małym
dzieckiem, przy którym krzyk jest surowo zakazany. Poczuł jak
chłopak się powoli rozluźnia, jednak on nie przestawał gładzić
go po głowie.
- Dlaczego tak zareagowałeś na
Aliego? - Padło na pozór proste pytanie, lecz dla Taaviego było ono
niezmiernie trudne.
- Książę Ali ma w pałacu opinię
łamacza serc. Mimo, że dopiero co Cię poznałem boję się o Ciebie i nie chciałbym by ktokolwiek Cię
skrzywdził. - Padła również półszeptem odpowiedź, która po
części nie zrobiła na nim wrażenia dopóki nie usłyszał drugiej
części.
- Wiem, że jest podrywaczem, ale i tak
miło nam się rozmawiało. - Powiedział cicho jakby bał się
konsekwencji wypowiedzianego zdania. Gdy zauważył pytający wyraz
twarzy postanowił dokończyć. - Na początku on mnie podrywał. - Widząc
zdenerwowanie na twarzy starszego chłopaka, który dalej
przeczesywał jego włosy ręką, kontynuował.- I ja mu powiedziałem,
że na coś takiego nie dam się uwieść ani nic. A on powiedział,
że do ślubu nie ma zamiaru mnie ruszyć.
- Tak ci powiedział? - Taavi uniósł
sceptycznie brew dając do zrozumienia, że nie wierzy w jego
zapewnienia.
- No, nie słowo w słowo, ale sens ten
sam. - Odparł chłopak naburmuszonym tonem, pokazując, iż nie podoba
mu się nieufność rozmówcy. Widząc naglący wzrok, prychnął pod
nosem i kontynuował wypowiedź. - Powiedział, że chce bym...no
ten, no, wstrzymał się do ślubu. - Znowu poczuł jak jego policzki przeszywa gorąco. - Bo, no, on powiedział, że
jeżeli to on miałby zostać moim mężem, to chce być moim
pierwszym a jeżeli wybiorę kogoś innego, to wtedy ten ktoś będzie
szczęśliwy, czy coś takiego. - Po wypowiedzeniu ostatnich słów spuścił wzrok na
podłogę, tak by nie musieć patrzeć w oczy Taaviemu.
- Wiesz co, kociaku? Tym razem muszę
przyznać mu rację. Gdybym to ja miał zostać twoim mężem to
byłbym najszczęśliwszym mężczyzną na świecie mogąc być twoim
pierwszym partnerem. - Lukas słysząc te słowa spalił jeszcze
większego buraka.
- A dlaczego miałbym Cię
wybierać? - Zapytał i chwilę później Taavi siedział wyprostowany z
dumnie podniesioną głową.
- Bo wiem, że gdybym to ja mógł
dostąpić tego zaszczytu uczyniłbym wszystko, byś był ze mną
szczęśliwy. Po drugie szanowałbym Cię i liczył z twoim zdaniem w
nawet najdrobniejszym aspekcie życia. Po trzecie nie pozwoliłbym
Cię skrzywdzić nawet za cenę własnego życia.
- To głupie. - Odpowiedział
najnormalniejszym tonem, na jaki było stać. - A poza tym nie da się
nikogo uszczęśliwić na siłę, po drugie, szału bym dostał
gdybyś się mnie codziennie pytał co masz zjeść na śniadanie, a
po trzecie nie chcę by ktokolwiek za mnie umierał. - Odpowiedział
naturalnym tonem, jakby opowiadał o pogodzie.
- To w takim razie co ma Ali czego ja
nie mógłbym Ci dać? - Zapytał Taavi z zazdrością w głosie.
- Nie wiem i szczerze, na razie nie chce nikogo i nikogo nie szukam. I może nawet ty albo
Ali bylibyście w stanie mi to dać, nie wiem. - Na twarzy
tęczowo-włosego pojawiła się konsternacja myśli jednak, nie mogąc
nic wymyślić postanowił zapytać.
- A czego oczekujesz od przyszłego
męża, skoro nie wiesz czy istnieje osoba mogąca Ci to zapewnić?
- Wzajemnej miłości, albo chociaż zauroczenia, zważywszy na krótki
termin na decyzję. I z łaski swojej wstań z tej podłogi.
Dwóch mężczyzn siedziało w
wygodnych fotelach dyskutując o czymś zawzięcie, kiedy drzwi do
komnaty służącej za salon wszedł trzeci, podobny do dwóch już
obecnych. Opadł ciężko na fotel, wzdychając przy tym głośno.
- Coś się stało braciszku? - Zapytał
mężczyzna w białej długiej szacie wyglądający na najmłodszego,
jednak równie dojrzałego co dwóch pozostałych.
- Zły smok przeszkodził nam w
rozmowie. - Odpowiedział, a w jego głosie dało się wyczuć smutek.
- Pewnie teraz zamknął twoją
księżniczkę w jakiejś wieży. - Wtrącił z rozbawieniem najstarszy
z nich. - Powiedz lepiej jak Ci szło zanim nie pojawił się Taavi.
- Ma charakterek i lubi mi dogryzać,
ale szczerze powiedziawszy mi to nie przeszkadza. Jest ładny, to też
trzeba przyznać i mogę się założyć, że jeszcze będzie mój.
- A jaką masz pewność, że nie zwiąże się z dajmy na to Taavim? - Skomentował najmłodszy z braci.
- Żadną, ale nie zamierzam się poddać, bo
jest naprawdę uroczy i tylko się nie śmiejcie, ale czuję potrzebę chronienia go przed światem. - Tym razem najstarszy zaśmiał się co wzburzyło krew w żyłach Aliego.
- Też to czułem i nadal czuję do
mojego misia. - Uśmiechnął się na wspomnienie lubego.
- Może wreszcie powiesz nam kim on
jest? - Zapytał z nadzieją w głosie średni brat, na co dostał
odpowiedź w postaci wyciągniętego języka.
- Ej, bo zaraz pomyślimy, że mówisz o
nim tylko po to by mieć święty spokój, a twój „Misio” nie
istnieje. - Odezwał się najmłodszy lekko uśmiechając się pod
nosem.
- Mogę was zapewnić, że istnieje.
Przecież tłumaczyłem, że na razie nie mogę mu wyznać prawdy, bo
boję się, że mi ucieknie. - Odparł nadąsany. - A ty Aziz masz już
jakąś niewiastę na oku? - Wyraz jego twarzy zmienił się
diametralnie, ukazując ciekawość względem najmłodszego z braci.
- Nie, jeszcze nie. A poza tym dobrze
wiesz, że nie interesują mnie kobiety, tak samo jak mężczyźni.
- Czyli chcesz nam powiedzieć, że nie
chciałbyś założyć kiedyś rodziny? - Odezwał się Ali lekko
zszokowany wypowiedzią brata.
- Aliś, przecież Azi mówił nam, że
nie chce się z nikim wiązać...Chyba nie było Cię przy tamtej
rozmowie. - Wyraz twarzy bruneta wyraźnie potwierdził ostatnie
zdanie.
- Ale przecież wszyscy gadają o twoich
licznych romansach z dworkami. - Zwrócił się do Azisa z szeroko
otwartymi oczami.
- Tak samo jak gadają, że Amir lubi
przebierać się w damskie ciuszki. - Odpowiedział z wyraźną
irytacją w głosie.
- Ale wiesz braciszku, że masz już
trzydzieści lat i wypadałoby ukierunkować swoje potrzeby i rozwiać
niepotrzebne pomówienia. - Amir przesiadł się na podłokietnik
fotela brata i objął go ramieniem. - Wiesz przecież, że nawet
jakbyś chciał związać się z elfem albo co gorsza bagienną
odmianą tych dewiantów to i tak będziesz naszym małym braciszkiem
i będziemy Cię kochać.
- Tyle, że ja nie chcę żadnego
związku. W pałacu gadają, że wolę kobiety i dobrze, mam spokój
od tych zboczeńców co chcą dobrać się do moich spodni i przy
okazji poprawić sobie status społeczny, a żadna z dam nawet nie
odważy się na coś powyżej zalotnego spojrzenia, by nikt
przypadkiem nie uznał jej za rozwiązłą. - Odparł z szerokim
uśmiechem Aziz zrzucając rękę brata ze swoich ramion.
- W takim razie proponuję
zakład. - Odpowiedział Ali z przebiegłym uśmiechem. - Jeżeli do
końca roku nie znajdziemy Ci z Amirem żadnej osoby, która by Cię
zainteresowała fizycznie i oczywiście seksualnie masz u nas po 3
życzenia, zgadzacie się? - Obaj kiwnęli głowami na znak zgody.
- A tak w gwoli ścisłości, co wy
będziecie z tego będziecie mieli, jeżeli wam się uda? W co
szczerze wątpię.
- Satysfakcję Aziś i jeżeli się uda to szwagra albo
bratową. - Odparł wciąż siedzący na podłokietniku Amir.
Lukas stał właśnie sam w
pokoju przed ubraniem zostawionym mu przez Taaviego, który dał mu pięć minut na przebranie ogłaszając, że czeka go wizyta u króla.
Strój składał się z granatowych luźnych spodni ze
ściągaczem przy kostkach, białej bawełnianej koszuli z lekko
bufiastymi rękawami oraz dość specyficznego płaszcza pozbawionego
rękawów. Cały zestaw był zachowany w zimnych barwach, co nie
podobało się Lukasowi, chociaż musiał przyznać przed sobą, że
nie wyglądał w nich najgorzej. Gdy przeglądał się w lustrze
zauważył na piersi płaszcza srebrnego pawia stroszącego pióra.
Pamiętał, że jak był mały i mieszkał w Japonii, to w dość
dużym ogrodzie za domem zawsze można było się na jakiegoś
natknąć. Przypatrzył się dokładniej haftowi, pamiętał z ten
konkretny obrazek, ale nie mógł przypomnieć sobie skąd. Jego
kontemplację nad dumnym ptakiem przerwało pukanie do drzwi, nie
zdążył nawet zareagować, gdy wszedł przez nie uśmiechnięty
Taavi.
- Cześć kociaku, ślicznie wyglądasz
chociaż ja bym cię widział w innych kolorach. - Powiedział na
wstępie idąc skocznym krokiem w jego kierunku. - Mam dla ciebie mały
prezent, zamknij oczy. - Nakazał stojąc zaledwie w odległości kroku
od Lukasa. Ten tylko prychnął pod nosem i wykonał polecenie.
Poczuł jak tęczowo włosy się do niego przybliża i zakłada mu
coś na szyję muskając delikatnie jego skórę palcami. - Możesz
otworzyć oczy. - Powiedział, po czym odsunął się delikatnie od
szatyna. Chłopak odruchowo dotknął swojej szyi na której poczuł
rzemyk, przesunął palcami w dół by sprawdzić co delikatnie go
obciążało. Gdy poczuł delikatny chłód metalu spojrzał na
wisiorek przedstawiający takiego samego pawia jak na ubraniu.
Dopiero teraz rozpoznał w nim ulubioną broszę swojej mamy, którą
nosiła na każdą okazję. - Srebrny paw jest symbolem twojej rodziny.
Pomyślałem, że jako książę powinieneś posiadać kilka takich
ozdób.
- Dziękuję, jest śliczny. Nie wiem co
powiedzieć. - Zapatrzył się na trzymany w ręku przedmiot, przypominający mu o latach spędzonych z matką. - Naprawdę
dziękuję. - Podniósł wzrok na lekko uśmiechającego się starszego
chłopaka.
- Cieszę się, że Ci się podoba.
Kazałem też wyhaftować pawie na twoich szatach. - Taaviemu nie dane
było kontynuować gdy zobaczył jak niższy chłopak podchodzi do
niego stając w odległości około dziesięciu centymetrów. Lukas
położył rękę na ramieniu wyższego chłopaka, stanął na
palcach jednocześnie dociskając Taaviego do ziemi by zrównać się
wzrostem. Delikatnie pocałował go w polik natychmiast powracając do pierwotnie dzielącej ich odległości.
- Jeszcze raz dziękuję. - Powiedział
cicho, na co mężczyzna zareagował szerokim uśmiechem, przejechał
ręką po głowie Lukasa kończąc na samym karku.
- Nie ma za co kociaku. Chodź już,
król nas oczekuje, tylko uprzedzam, on jest trochę specyficzny.
- Co masz na myśli mówiąc
„specyficzny”?
- Zobaczysz, chodźmy.
W głównej sali tronowej
panował zgiełk, każdy szeptał do kogoś plotki o domniemanym
przyszłym władcy. Niektórzy nawet nie silili się, aby mówić
cicho. W końcu zaczęli się przekrzykiwać, czekając na oficjalne
przedstawienie nowej szychy na zamku.
W końcu wszystkie głosy zamilkły,
gdy król zaczął przemawiać.
- Proszę wszystkich o uwagę!
Zebraliśmy się bym mógł przedstawić wam Lukasa Fukudę, wnuka
króla Sugimoto. Ponieważ nie uznaję polityki kłamstw, ogłoszę
to teraz przy was. Przyznaję się do zlecenia porwania Lukasa,
posunąłem się nawet do wymuszenia pokoju na królu Sugimoto, co za
wiele nie dało. Zaproponowałem pokój w zamian za wolność jego
wnuka, on natomiast odpowiedział, następującym listem, który
odczyta mój doradca. - Z małej grupki stojącej nieopodal tronu
wystąpił mężczyzna z dumnie uniesioną głową trzymając w ręku
otwartą wcześniej kopertę.
- Pozwolą państwo, że ominę zwroty
grzecznościowe.”Ja jako król Północnej Republiki Melishii
odmawiam zawarcia jakichkolwiek sojuszy, mając na względzie dobro
moich poddanych. Uważam, że bratanie się ze społecznością
dzikusów, jaką z pewnością są południowi mieszkańcy naszej
krainy jest co najmniej uwłaczające. Ponadto nie widzę żadnych
powodów, abym podpisywał traktaty i innego rodzaju zapewnienia o
pokojowym nastawieniu. Odnośnie osoby mojego wnuka, nie uważam go
za członka rodziny Fukuda, z powodów oczywistych. Tak więc nie
zależy mi na jego wolności czy szczęściu(...)”
Lukas przestał dalej
słuchać przemówienia z pokoju przyległego do sali tronowej, było
ono niewielkie i tak skonstruowane, by wszystkie słowa wypowiedziane
w dużej sali były idealnie słyszane.
- Nie rozumiem o co chodzi, że nie
jestem jego rodziną? - Zapytał znowu nic nie rozumiejąc.
- Luk, chodzi o to, że twoja matka nie
miała ślubu z twoim ojcem. I, że jesteś z nieprawego
łoża. - Powiedziała cicho Lorie kładąc mu rękę na ramieniu w
pokrzepiającym geście.
- W dodatku twój ojciec jest z
Alverii. - Powiedział równie cicho Gabriel. - Z tego co wiem, twój
dziadek ma dość konformistyczne poglądy.
- Ale nie przejmuj się według prawa
ważne, abyś dokonał inicjacji po dziewiętnastce i stajesz się
pełnoprawnym obywatelem.
- Dalej nie rozumiem, dlaczego wierzę we
wszystko co mi powiecie. - Szatyn westchnął głęboko unosząc wzrok
ku górze.
- Nie wyjaśniliśmy Ci tego? - Zapytała
zdziwiona blondynka, na co Lukas pokiwał przecząco głową. -Bo
chodzi o to, że jakby nie patrzeć jesteś stąd i twój mózg
łatwiej przyjmuje do wiadomości wszystkie nowe fakty i do tego mogę
się założyć, że twoja mama miała w tym swój udział.
- Co ma do tego moja mama? - Uniósł
lekko brew oczekując kolejnych informacji.
- Jakby Ci to powiedzieć? - Zaczęła
Lorie, chcąc sensownie dokończyć swoją myśl. - Wydaje mi się, że
rzuciła na Ciebie pewne zaklęcie. - Nie słysząc krzyków ani
sprzeciwów kontynuowała. - Chodzi o to, że mogła zaszczepić u
Ciebie podstawowe informacje o Melishii i jej zwyczajach i one po
ukończeniu dziewiętnastego roku życia by się odblokowały. Zazwyczaj w takich przypadkach rodzice mówią swoim dzieciom, że nie
są do końca tacy jak ich rówieśnicy ale jak widać nie zawsze.
Czasem zaklęcie to najlepsze wyjście. - Chłopak spojrzał na nią
spod przymkniętych powiek, po czym uśmiechnął się krzywo.
Postanowił wsłuchać się w resztę przemowy i czekać aż go
wywołają.
Kiedy królewski doradca
skończył czytać ostatnie słowa dość długiego listu
poświęconego tematowi niedoszłego sojuszu powrócił na wcześniej
zajmowane przez siebie miejsce oddając władcy głos.
- Wysłuchaliście już odpowiedzi króla
Sugimoto, więc teraz chciałbym powiedzieć jaka jest moja postawa w
tym póki co nie groźnym sporze pomiędzy północą, a południem.
Ponieważ zależy mi na zjednoczeniu naszej krainy postanowiłem
sięgnąć po środki konieczne aczkolwiek niekonwencjonalne. - Po
całej sali rozległy się szepty, które natychmiast uciszył donośny głos króla. - Proszę o ciszę! Nie pragnę rozlewu
krwi, jednak nawet najpiękniejsza idea niesie za sobą masę
poświęceń. Miałem nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale jestem w
stanie zrobić wszystko by połączyć rody Bilir i Fukada, nawet
kosztem własnych dzieci bądź wnuków. Pragnę by dwa zwaśnione
rody połączyły się wydając na świat potomka, który obejmie
pieczę nad naszą przepiękną krainą. Dlatego postanowiłem użyć
radykalnych środków, z mojego rozkazu został porwany książę . Pragnę wam przedstawić Lukasa Fukudę. - Do sali przez jedne z
bocznych drzwi wyszedł niepozorny chłopak, który jednak swoją
postawą wymusił rozstąpienie się tłumu.”Widać po nim, że ma
coś z władcy" pomyślał mężczyzna, do którego zmierzał
ubrany na niebiesko młodzieniec. - Lukasie. - Zaczął mówić król,
lecz szatyn postanowił mu przerwać.
- Królu, jak sam powiedziałeś,
porwano mnie. Jednak nie żywię do nikogo urazy widząc w tym zło
konieczne. - Głos miał pewny, czego nie można było powiedzieć o
nim samym. Kiedy opuszczał pokój, myślał tylko o tym by wrócić
do niego jak najszybciej, jednak gdy stanął naprzeciw Sulejmana w
jego głowie zaczął kiełkować pomysł. Oczywiście jak często
było w jego przypadku, zanim cokolwiek przemyślał, zaczynał
działać. - Oczywiście podzielam twoje zdanie o bezsensowności
podziału tej jakże pięknej krainy, która oczarowała mnie od
samego początku. Dlatego też jako następca tronu pragnę to jak
najszybciej zakończyć, ale nie mam zamiaru poświęcać szczęścia
swoich przyszłych dzieci. Nie jest ważne czy zostaną zmuszone do
małżeństwa, czy wychowają się w rodzinie bez wzorców w postaci
kochających się rodziców, zostaną pozbawione szczęścia. Tak
więc mam nadzieję, że zgodzisz się ze mną, królu, iż obietnica
silnego sojuszu z mojej strony zaraz po objęciu władzy będzie
równie mocnym spoiwem miejmy nadzieję przyszłej jedności i
jednocześnie pochłonie mniej ofiar. - Tak jak się spodziewał na
twarzy władcy pojawiło się zdziwienie, zapewne wywołane jego
elokwencją oraz tupetem. Usłyszał szepty aprobaty ze strony dworzan co dodało
mu otuchy, jednocześnie czekał na odpowiedź Sulejmana w napięciu.
- Widzisz chłopcze, obietnica sojuszu
jest kusząca, jednakże żaden pakt nie jest tak trwały jak wspólny
władca. Oczywiście rozumiem twoje obiekcje odnośnie połączenia
rodów, dlatego proponuję zmianę propozycji, którą Ci wcześniej
przedstawiono książę. - Lukas uśmiechnął się lekko na słowa o
jakiejkolwiek zmianie. Król milczał, a tłum patrzył coraz
bardziej natarczywym wzrokiem. Gdy tu szedł Taavi powiedział mu,
aby nie przejmował się ilością osób. Według jego tłumaczeń to
jest sposób na zdobycie zaufania społeczeństwa, dworzanie mają
wgląd do wszystkich zgromadzeń, a ponieważ od tysięcy lat nie
było żadnych wojen ani sporów wewnętrznych tajemnice zniknęły
razem z nimi. A ponieważ społeczeństwo dowiedziałoby się prędzej
czy później o nowych podatkach, przywilejach czy zmianach w
szkolnictwie są oni obecni jako publika przy wszelkich rozmowach. -
Co powiesz, książę aby nasze rodziny zostały połączone w jak
najszybszym czasie, jednocześnie szanując wolną wolę obu stron?
Oczywiście byłby pewien haczyk, nie możemy dopuścić do tego by
potencjalne małżeństwo się nie znało, więc proszę Cię abyś
został w moim pałacu przez przynajmniej kilka najbliższych
miesięcy by poznać moich synów. Oczywiście jeżeli postanowisz
związać swój los z kimś innym, to proszę aby kolejne pokolenie
również miało taką szansę mieszkając ze sobą rok po ukończeniu
dziewiętnastego roku życia przez obu potomków. - Mężczyzna
uśmiechnął się serdecznie do szatyna zadowolony z efektu swoich
negocjacji. ”Myślałem, że będzie krzyczał i tupał nogą, a tu
inteligentny przyszły zięć mi się trafił.” Rozmyślał, patrząc
na pewną minę chłopaka, który odwzajemnił jego uśmiech.
- Uważam, że jest to bardzo rozsądna
propozycja. - Powiedział Lukas szczęśliwy z braku noża przy gardle
zwanego małżeństwem. Obaj podali sobie ręce przy czym król
zaprosił Lukasa na obiad w towarzystwie swoim oraz synów na co
szatyn przystał nie zapominając o dobrych manierach.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Po przeczytaniu kilku poprzednich rozdziałów dotarło do mnie, że piszę beznadziejnie. A już wybuch Luka i cała ta sytuacja to gniot i syf. Nie mam zamiaru przestać pisać, ale szczerze nie dziwie się, że tak mało osób odwiedza mojego bloga. Mam nadzieję, że nie straciliście wzroku ani wiary w ludzkość po przeczytaniu tego. I jak zwykle bądźcie pozdrowieni człowieki wszelkiej maści!
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Po przeczytaniu kilku poprzednich rozdziałów dotarło do mnie, że piszę beznadziejnie. A już wybuch Luka i cała ta sytuacja to gniot i syf. Nie mam zamiaru przestać pisać, ale szczerze nie dziwie się, że tak mało osób odwiedza mojego bloga. Mam nadzieję, że nie straciliście wzroku ani wiary w ludzkość po przeczytaniu tego. I jak zwykle bądźcie pozdrowieni człowieki wszelkiej maści!