----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pierwsze co poczuł po przebudzeniu to
obezwładniający ból głowy, czuł każdy szmer, każde uderzenie
własnego serca jakby ktoś wkładał mu głowę w imadło zaciskając je na jego czaszce.
- Chyba się budzi. - Doszedł go szept
brzmiący jak startujący odrzutowiec. - Jak się czujesz? - Chłopak
nadal nie otwierał oczu bojąc się bólu, który może nadejść gdy
jego oczy ujrzą choć najmniejsze światło.
- Chyba boli go głowa. - Tym razem szept
był znajomy, już nie tak bolesny jak poprzedni głos. Otworzył
usta próbując coś powiedzieć, ale gdy poczuł suchość w gardle jedyne co mógł zrobić to poruszać wargami niczym ryba wyciągnięta
z wody. Poczuł jak ktoś chwyta go jedną dłonią za plecy drugą
zaś z tyłu głowy, sadzając go na łóżku. - Pij. - Usłyszał ciepły
szept i poczuł szklankę przy ustach. Gdy wziął pierwszego łyka
miał ochotę wypluć mało smaczny napój, powstrzymała go jednak
dłoń z tyłu głowy i szklanka bardziej napierająca na usta.
- Spokojnie, to Ci pomoże. - Usłyszał kojący głos i nie wiedzieć
czemu poddał się wskazówkom, pijąc gorzki płyn. Kiedy przełknął
już ostatni łyk poczuł jakby prąd przechodził przez całe jego
ciało. Nagle ból głowy ustąpił pozostawiając tylko nieprzyjemne wspomnienia. - I jak? - Znowu usłyszał dziewczęcy szept tym
razem jakby dalej, jakby osoba wypowiadająca się odsunęła się
kilka kroków. Lukas otworzył powoli oczy, przyzwyczajając się do
światła, które okazało się być tylko półmrokiem. Chłopak
ogarnął wzrokiem pomieszczenie. Ściany były jasne co mile
kontrastowało z hebanowymi meblami utrzymanymi w klasycznym stylu.
Spojrzał na cztery postacie stojące koło dużego łóżka, na
którym leżał. Pierwszą postacią która przykuła jego uwagę był
chłopak z tęczowymi włosami, Lukas rozpoznał w nim swojego
korepetytora,
- Co ty tu robisz?! - Uniósł palec w
oskarżającym geście na chłopaka w dość dziwnym ubraniu, jak
stwierdził w myślach. - Albo nie. Co ja tu robię?! - Chłopak
jeszcze bardziej podniósł głos. Spanikowany wzrok chłopaka
jeszcze raz przebiegł po zgromadzonych zauważając jeszcze jedną
znajomą twarz. - Lorie? Co ty? - Szatyn wydawał się być
zdezorientowany zaistniałą sytuacją. Spojrzał na dwóch chłopaków
stojących z jego prawej strony, jeden wydawał się być od niego
młodszy o rok, może 2, drugi za to starszy o mniej więcej 3 lata.
Szybko jednak powrócił wzrokiem do blondynki stojącej z pustym
kubkiem w ręku. - O co tu chodzi?! - Znowu prawie wykrzyczał w ich
kierunku.
- Po pierwsze się uspokój, nic Ci się
tutaj nie stanie jak będziesz grzeczny. - Odezwał się czarnowłosy
chłopak, który miał głęboki, dość niski głos, co Lukasowi od razu na
myśl przywodziło gorzką czekoladę. - Ja jestem Gabriel, ten z
kolczykiem to Michał, a Taaviego i Lorie chyba już znasz? - Chłopak
tylko pokiwał głową, dając dojść do głosu swojej racjonalnej i
opanowanej stronie. - Zacznijmy od początku. - Gabriel uśmiechnął
się do niego szeroko dodając mu tym samym otuchy. - Ale musisz
obiecać, że wysłuchasz mnie do końca i nie będziesz przerywał.
Obiecujesz? - usiadł na skraju łóżka patrząc przenikliwym
wzrokiem na zdenerwowanego chłopaka.
- Pewnie jesteście z jakiejś mafii czy
innego szajsu i mnie porwaliście. - Powiedział przez zaciśnięte zęby chłopak usadowiając się
wygodniej w miękkiej pościeli. Gdy ciepłe brązowe oczy spojrzały
na niego wyczekująco ten dodał tyko ciche. - Obiecuję.
- Z tą mafią i szefem byłeś nawet
blisko, ale nie do końca. Pracujemy dla króla Melishii. - Widząc
podniesione brwi Lukasa, Gabriel westchnął po czym kontynuował. - Melishia to
kraina, której nie ma na waszych mapach. Jest to zaklęta ziemia, na
której mogą przebywać tyko urodzeni na niej lub wybrani przez
króla Sulejmana, najciekawsze jest to, że nie ma ona granic. Ale
wracając do meritum sprawy, jesteś tutaj z rozkazu naszego władcy,
dokładniej jako zakładnik polityczny. - Wyraz twarzy Lukasa wyrażał
wiele, ale na pewno nie zrozumienie. Siedział z otwartymi ustami
patrząc na chłopaka przed sobą kompletnie nic nie
rozumiejąc. - Myślałem, że chociaż wiesz kim jest twoja matka i
kim jesteś ty sam. Ale to nic, wytłumaczę ci to. - Chłopak znowu
uśmiechnął się perliście do szatyna. - Na samym początku tym
królestwem rządziły dwie rodziny: Bilir i Fukuda. Rządzili w
miarę zgodnie, od czasu do czasu były jakieś tam sprzeczki, ale
było dobrze. Później jednak zaczęły się spory i królestwo
zostało podzielone na dwie części, północną i południową.
Aktualnie znajdujemy się na tej południowej gdzie władze ma
rodzina Bilir z Sulejmanem na czele, natomiast północ ma twoja
rodzina. - W tym momencie Lukasowi opadła szczęka, co prawda jego
matka rzeczywiście miała na nazwisko Fukuda. Ale każdy mógł się
tego dowiedzieć patrząc na jego rodzinę na Facebooku. - Tak więc
twoja matka jest córką króla Sugimoto, a ty jesteś drugi w
kolejce do tronu. A, że nasz pan nie lubi sporów ty będziesz kartą
przetargową. To wszystko. - Zakończył z uśmiechem Gabriel.
- Eeeee. - To było wszystko co udało mu
się powiedzieć w pierwszej chwili, jednak potem gdy wziął kilka
wdechów i każdemu wydawało się, że chłopak już zaznajomił się
z nową wiedzą on wybuchnął śmiechem. - Jeszcze nikt mnie tak nie
wkręcił. - Mówił, niemalże dławiąc się własną śliną. - Naprawdę się uśmiałem.
Kto was namówił żeby mnie nabrać, albo ile wam zapłacił? - Taavi
westchnął głośno po czym podszedł do chłopaka i patrząc mu w
oczy z wręcz śmiertelną powagą powiedział.
- Chcesz dowodów? - Lukas tylko kiwnął głową, wycierając pojedynczą łezkę w kąciku oka. - Każdy
mieszkaniec po ukończeniu dziewiętnastego roku życia ślubuje
wierność krajowi oraz przysięga, że dochowa tajemnic związanych
z Melishią. Wtedy król, bądź jeden z jego namiestników ofiarują
tej osobie pełne prawa obywatelskie co jest równoznaczne z
posiadaniem cech Melishianów takich jak ogon, możliwość
korzystania z magii czy prawo do posiadania potomstwa. - Chłopak dalej
siedział uśmiechnięty czekając aż tęczowo włosy chłopak
przejdzie do sedna sprawy. Nagle jego oczy ujrzały jasną kitę wychylającą się spod długiej peleryny. - Chcesz więcej? - W oczach
Taaviego widać było błysk przyjętego wyzwania. Uniósł rękę w
kierunku zasłoniętych okien, przesunął nią energicznie i zasłony
rozstąpiły się ukazując zniewalający widok. Lukas spojrzał
tylko na krajobraz za oknem i w jednej chwili zapragnął tam wyjść.
Liście drzew były niebieskie, czasami różowe, trawa w każdym
miejscu przybierała inny kolor, a niebo nie przypominało tego które
zapamiętał z ziemi. Było ono jasno fioletowe, co dziwiło młodego
chłopaka. - I co? Już wierzysz? - Starszy chłopak spojrzał na minę
Lukasa z satysfakcją. Ten po chwili dojrzał czarny puszysty ogon u
chłopaka, który z tego co pamiętał nazywał się Gabriel i blond
kitę u Lorie. Jedynie najmłodszy z nich nie miał się czym
pochwalić i stał z boku z założonym rękoma.
- Czyli mam rozumieć, że jestem tu
przetrzymywany jako zakładnik polityczny? - Lukas uniósł wysoko brwi
i spojrzał w bliżej nieokreślonym kierunku blednąc przy tym jak ściana.
- To jest oficjalna wersja. - Powiedziała
dziewczyna lekko przymrużając powieki. - Chodzi o to, że do
twojego dziadka został wysłany list, jeżeli nie połączy
królestw północnego z południowym przynajmniej mocnym sojuszem to
prędzej czy później ziemie zostaną połączone poprzez połączenie
dynastii. W skrócie jeżeli do twoich dziewiętnastych urodzin nic nie
zrobią to wyjdziesz za któregoś z książąt. - Dziewczyna
obserwowała go przez chwilę mając nadzieję, że nie straci
przytomności.
- I tu zaczynają się schody. - Wtrącił
się Gabriel. - Masz potencjalnie trzech kandydatów do wyboru, ale
jeden z nich nie jest wielbicielem chłopięcych wdzięków.
- Czytaj woli kobiety. - Wtrąciła cicho
Lorie.
- Drugi jest rzekomo wielce zakochany
i nie zgodzi się na ślub. - Kontynuował jak gdyby nigdy nic. - Za to
trzeci jest gburem, chamem i prostakiem, delikatnie mówiąc.
- Dodatkowo lubi się zabawić z kim
popadnie i nie będzie dobrym materiałem na króla. - Powiedział
Taavi - Czyli musisz się modlić o rozejm albo mieć nadzieję, że
potomstwo któregoś z nich będzie normalne, zrobić sobie dziecko i
zaręczyć ich jako niemowlaki. Ale wtedy jest więcej biurokracji.
- Czekaj, co to wszystko ma znaczyć? Oni po prostu handlują
sobie moim życiem, szczęściem albo nawet moich przyszłych dzieci,
tylko dlatego, że nie potrafią się dogadać? - Prawe wybuchł na nowe wieści.
- Posłuchaj, wiemy, że możesz nie do końca wierzyć w to co słyszysz, ale nic nie poradzimy. Prześpij się
jeszcze, bo toksyny nie wypłukały się jeszcze z twojego organizmu.
A my już pójdziemy. - Cała czwórka już szła do wyjścia kiedy
Lukas zatrzymał ich pytaniem.
- Jakie toksyny? - Chłopak usiadł wygodniej na łóżku ściskając krawędzie kołdry.
- Z „kremu do rąk” - Lorie uniosła
ręce wykonując jakże dobrze wszystkim znany gest. - Jakoś wątpię,
że poszedł byś z nami po dobroci. - Uśmiechnęła się delikatnie i wyszła za
całą resztą. Nie pozostało mu nic innego jak pójście spać z
nadzieją, że to tylko dziwny sen.
Siedzieli w
piątkę przy stoliku popijając herbatę i rozmawiając.
- Mówicie, że misja została
zrealizowana pomyślnie? - Odezwała się najstarsza z siedzących tam
osób.
- Tak ciociu, na początku
Michał trochę namieszał, ale mimo to wszystko się
udało. - Odpowiedział z uśmiechem na ustach Taavi. - Jednak trochę mi
go szkoda. Wyglądał jak wystraszony kociak. - Spojrzał na twarz
Elizabeth, na której malował się radosny uśmiech skrywany za
filiżanką zielonej herbaty.
- Mam nadzieję, że nie ma
zamiaru uciekać. - Powiedziała ruda kobieta. - Mielibyście spory
problem z szukaniem go. - Dodała upijając wcześniej odrobinę
herbaty. Na te słowa Lorie i Gabriel zareagowali od razu, wstali
rzucając ciche „przepraszam” i wyszli razem z przytulnego
saloniku.
***
Korytarze były
długie i ciemne, z każdej strony było tyle samo par drzwi i z
każdej strony wisiało tyle samo luster pomiędzy nimi. Młody
chłopak stał na jednym z korytarzy tuż przy otwartych drzwiach z
miną zgubionego dziecka.
- Lorie, Taavi? - Szepnął cicho
w parodii krzyku. - Gabriel? - Stał nie wiedząc co ma ze sobą zrobić.
Minutę wcześniej wstał z łóżka z naglącą potrzebą udania się
do toalety, jednak nie przewidział jednego. Nikt nie powiedział mu, gdzie takowa się znajduję, miał nadzieję, że da radę sam
znaleźć to pomieszczenie. W ostateczności kogoś spotka, jednak
jak na złość korytarz był pusty. Usłyszał czyjeś szybkie kroki
za zakrętem, delikatnie cofnął się do pokoju, już miał chwytać
za klamkę, aby się w nim zamknąć gdy zobaczył znajomą dwójkę
idącą w jego stroną z dość dużą prędkością.
- Luk, mam nadzieję, że nie
chciałeś uciekać. - Powiedziała blondynka, której kita latała na
wszystkie strony w wyraźnym geście zdenerwowania.
- Nie, ja muszę do łazienki
i nie wiem gdzie jest. - Luk uśmiechnął się delikatnie i podrapał
się z tyłu głowy. - I chyba mi nie dobrze. - Mruknął i poczuł jak
coś toruje sobie powrotną drogę z żołądka przez przełyk.
Zasłonił sobie usta ręką i pozieleniał praktycznie w jednej
chwili. Lorie szturchnęła łokciem Gabriela w żebra po czym ten
chwycił Lukasa w pasie i zaprowadził go do sąsiedniego
pomieszczenia z którego dało się usłyszeć dźwięki zwracanego
pokarmu. Chwilę później zza drzwi wyłoniły się dwie postacie. Z
czego jedna z nich wyglądała jak po bliskim spotkaniu z bykiem na
rodeo.
- Skutki zmiany otoczenia. I
być może twój organizm tak zareagował na toksyny. - Skomentowała
dziewczyna z niemrawą miną. - Skoro teraz już wiesz
gdzie jest łazienka wracaj do pokoju i wypoczywaj, poproszę kogoś
żeby przyniósł Cie herbatki. Jaką lubisz najbardziej? Mają tu
praktycznie każdy rodzaj. - Skończyła podekscytowanym głosem.
- Nie przejmuj się nią,
jest miłośniczką herbat. - Lorie skwitowała jego wypowiedź lekkim
prychnięciem niczym obrażalski kot.
- Jeżeli można to zieloną
z kwiatem opuncji. - Powiedział chłopak po którym widać było
zdenerwowanie i niepewność.
- Świetny wybór, jeżeli
będziesz czegoś potrzebował to daj znać. Mimo, że jesteś
więźniem to przy okazji przyszłym władcą całego tego grajdołu,
toteż będziesz traktowany po królewsku. Jedyne czego ci nie wolno
to opuszczać terenu zamku i ogrodów zamkowych.
- Tak właściwie to nie wiem
praktycznie niczego o tym wszystkim.
- Spokojnie, Gabi zostanie z tobą i wszystko Ci wyjaśni. - Wspomniany
wcześniej brunet położył dłoń na ramieniu niższego chłopaka i
uśmiechnął się szeroko, tym samym próbując uspokoić szatyna.
Blondynka tylko wysłała w ich kierunku buziaka po czym pobiegła w
tylko sobie znanym kierunku.
Dwie dziewczyny
siedziały na kanapie w dość przestronnym pomieszczeniu, obie były
dość zdenerwowane.
- Gdzie on może być? I
dlaczego nie wrócił na noc? - Odezwała się jedna z nich, nerwowo
bawiąc się palcami. Nagle nerwową atmosferę przerwał dzwonek do
drzwi.
- Już idę. - Krzyknęła druga wstając z kanapy i udając się w kierunku coraz bardziej
natarczywego dźwięku. - Tak? - Otworzyła machinalnie drzwi nawet nie
zastanawiając się kto może być po drugiej stronie. - Oh, pan
Kawamura. Jak miło pana widzieć. - Powiedziała z udawaną radością
w głosie.
- Niestety nie mogę
powiedzieć tego samego, Nino. - Po twarzy wysokiego mężczyzny widać
było gniew oraz rozczarowanie. - Możesz mi powiedzieć, gdzie
aktualnie znajduje się szanowny wnuk króla Sugimoto?
- Nie do końca, wie
pan. - Dziewczyna przerwała nerwowym śmiechem. - Wiek dojrzewania, chciał pobyć sam i tak jakoś nie wrócił. - Brwi mężczyzny
znalazły się niebezpiecznie blisko siebie.
- Skoro nie wiesz, to ja Ci powiem, twój
podopieczny przebywa właśnie w zamku króla Sulejmana jako
zakładnik polityczny. Za to Król Sugimoto jest zmuszony do zawarcia
jakiegoś sojuszu. -Dziewczyna przełknęła głośno ślinę, czekając
na dalszy ciąg wypowiedzi. - Oczywiście nie mamy zamiaru zaakceptować
ich warunków, co nie zmienia faktu, że wina leży po twojej
stronie.
- Czyli oni uwolnią Lukasa,
wszystko będzie tak jak było a pan mówi mi to żebym nie czuła
się niedoinformowana? - Spytała z nadzieją w głosie.
- Nie do końca, ten ich król
od siedmiu boleści chce aby połączyć rody. Król nie ma nic
przeciw temu, gdyż Lukas obejmie władze długo po jego śmierci, w
końcu przed nim jest jeszcze Reiko. Tak więc zostanie tam
najprawdopodobniej na zawsze, jednak to nie wszystko. Ponieważ twoja
misja na ziemi zakończyła się niepowodzeniem zostajesz z powrotem
oddelegowana do Melishi.
- Nie zgadzam się. Na ziemi
znalazłam to czego szukałam przez całe życie. - Nina zacisnęła
palce na framudze wyładowując swoją złość.
- Za tydzień król spodziewa
się Ciebie w pałacu. A co do twojego ziemskiego życia to radze
Ci to zakończyć jak
najszybciej. - Mężczyzna nie czekał na odpowiedź zszokowanej
dziewczyny, szybko schodząc po skrzypiących schodach. Nina stała w
drzwiach dopóki ręka Amelii nie spoczęła na jej ramieniu.
- Wszystko dobrze? - Spytała
ze zmartwieniem wypisanym na twarzy. - Jakoś pobladłaś.
- Chyba musimy porozmawiać.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że mimo długości czujecie satysfakcję. Bądźcie pozdrowieni człowieki wszelkiej maści! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz