środa, 15 lipca 2015

Rozdział 3 [Opowiadanie Podstawowe]

Hej, macie przed sobą dość krótki rozdział, ale na pocieszenie jest dość bogaty w informacje. Napisałam go w rekordowym czasie, z czego jestem niezmiernie zadowolona i przepraszam jeżeli byłoby za mało szczegółów w fabule, jak się domyślacie dalej nie mam bety. Komentujcie, polecajcie ale przede wszystkim czytajcie.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
               Pierwsze co poczuł po przebudzeniu to obezwładniający ból głowy, czuł każdy szmer, każde uderzenie własnego serca jakby ktoś wkładał mu głowę w imadło zaciskając je na jego czaszce.
- Chyba się budzi. - Doszedł go szept brzmiący jak startujący odrzutowiec. - Jak się czujesz? - Chłopak nadal nie otwierał oczu bojąc się bólu, który może nadejść gdy jego oczy ujrzą choć najmniejsze światło.
- Chyba boli go głowa. - Tym razem szept był znajomy, już nie tak bolesny jak poprzedni głos. Otworzył usta próbując coś powiedzieć, ale gdy poczuł suchość w gardle jedyne co mógł zrobić to poruszać wargami niczym ryba wyciągnięta z wody. Poczuł jak ktoś chwyta go jedną dłonią za plecy drugą zaś z tyłu głowy, sadzając go na łóżku. - Pij. - Usłyszał ciepły szept i poczuł szklankę przy ustach. Gdy wziął pierwszego łyka miał ochotę wypluć mało smaczny napój, powstrzymała go jednak dłoń z tyłu głowy i szklanka bardziej napierająca na usta. - Spokojnie, to Ci pomoże. - Usłyszał kojący głos i nie wiedzieć czemu poddał się wskazówkom, pijąc gorzki płyn. Kiedy przełknął już ostatni łyk poczuł jakby prąd przechodził przez całe jego ciało. Nagle ból głowy ustąpił pozostawiając tylko nieprzyjemne wspomnienia. - I jak? - Znowu usłyszał dziewczęcy szept tym razem jakby dalej, jakby osoba wypowiadająca się odsunęła się kilka kroków. Lukas otworzył powoli oczy, przyzwyczajając się do światła, które okazało się być tylko półmrokiem. Chłopak ogarnął wzrokiem pomieszczenie. Ściany były jasne co mile kontrastowało z hebanowymi meblami utrzymanymi w klasycznym stylu. Spojrzał na cztery postacie stojące koło dużego łóżka, na którym leżał. Pierwszą postacią która przykuła jego uwagę był chłopak z tęczowymi włosami, Lukas rozpoznał w nim swojego korepetytora,
- Co ty tu robisz?! - Uniósł palec w oskarżającym geście na chłopaka w dość dziwnym ubraniu, jak stwierdził w myślach. - Albo nie. Co ja tu robię?! - Chłopak jeszcze bardziej podniósł głos. Spanikowany wzrok chłopaka jeszcze raz przebiegł po zgromadzonych zauważając jeszcze jedną znajomą twarz. - Lorie? Co ty? - Szatyn wydawał się być zdezorientowany zaistniałą sytuacją. Spojrzał na dwóch chłopaków stojących z jego prawej strony, jeden wydawał się być od niego młodszy o rok, może 2, drugi za to starszy o mniej więcej 3 lata. Szybko jednak powrócił wzrokiem do blondynki stojącej z pustym kubkiem w ręku. - O co tu chodzi?! - Znowu prawie wykrzyczał w ich kierunku.
- Po pierwsze się uspokój, nic Ci się tutaj nie stanie jak będziesz grzeczny. - Odezwał się czarnowłosy chłopak, który miał głęboki, dość niski głos, co Lukasowi od razu na myśl przywodziło gorzką czekoladę. - Ja jestem Gabriel, ten z kolczykiem to Michał, a Taaviego i Lorie chyba już znasz? - Chłopak tylko pokiwał głową, dając dojść do głosu swojej racjonalnej i opanowanej stronie. - Zacznijmy od początku. - Gabriel uśmiechnął się do niego szeroko dodając mu tym samym otuchy. - Ale musisz obiecać, że wysłuchasz mnie do końca i nie będziesz przerywał. Obiecujesz? - usiadł na skraju łóżka patrząc przenikliwym wzrokiem na zdenerwowanego chłopaka.
- Pewnie jesteście z jakiejś mafii czy innego szajsu i mnie porwaliście. - Powiedział przez zaciśnięte zęby chłopak usadowiając się wygodniej w miękkiej pościeli. Gdy ciepłe brązowe oczy spojrzały na niego wyczekująco ten dodał tyko ciche. - Obiecuję.
- Z tą mafią i szefem byłeś nawet blisko, ale nie do końca. Pracujemy dla króla Melishii. - Widząc podniesione brwi Lukasa, Gabriel westchnął po czym kontynuował. - Melishia to kraina, której nie ma na waszych mapach. Jest to zaklęta ziemia, na której mogą przebywać tyko urodzeni na niej lub wybrani przez króla Sulejmana, najciekawsze jest to, że nie ma ona granic. Ale wracając do meritum sprawy, jesteś tutaj z rozkazu naszego władcy, dokładniej jako zakładnik polityczny. - Wyraz twarzy Lukasa wyrażał wiele, ale na pewno nie zrozumienie. Siedział z otwartymi ustami patrząc na chłopaka przed sobą kompletnie nic nie rozumiejąc. - Myślałem, że chociaż wiesz kim jest twoja matka i kim jesteś ty sam. Ale to nic, wytłumaczę ci to. - Chłopak znowu uśmiechnął się perliście do szatyna. - Na samym początku tym królestwem rządziły dwie rodziny: Bilir i Fukuda. Rządzili w miarę zgodnie, od czasu do czasu były jakieś tam sprzeczki, ale było dobrze. Później jednak zaczęły się spory i królestwo zostało podzielone na dwie części, północną i południową. Aktualnie znajdujemy się na tej południowej gdzie władze ma rodzina Bilir z Sulejmanem na czele, natomiast północ ma twoja rodzina. - W tym momencie Lukasowi opadła szczęka, co prawda jego matka rzeczywiście miała na nazwisko Fukuda. Ale każdy mógł się tego dowiedzieć patrząc na jego rodzinę na Facebooku. - Tak więc twoja matka jest córką króla Sugimoto, a ty jesteś drugi w kolejce do tronu. A, że nasz pan nie lubi sporów ty będziesz kartą przetargową. To wszystko. - Zakończył z uśmiechem Gabriel.
- Eeeee. - To było wszystko co udało mu się powiedzieć w pierwszej chwili, jednak potem gdy wziął kilka wdechów i każdemu wydawało się, że chłopak już zaznajomił się z nową wiedzą on wybuchnął śmiechem. - Jeszcze nikt mnie tak nie wkręcił. - Mówił, niemalże dławiąc się własną śliną. - Naprawdę się uśmiałem. Kto was namówił żeby mnie nabrać, albo ile wam zapłacił? - Taavi westchnął głośno po czym podszedł do chłopaka i patrząc mu w oczy z wręcz śmiertelną powagą powiedział.
- Chcesz dowodów? - Lukas tylko kiwnął głową, wycierając pojedynczą łezkę w kąciku oka. - Każdy mieszkaniec po ukończeniu dziewiętnastego roku życia ślubuje wierność krajowi oraz przysięga, że dochowa tajemnic związanych z Melishią. Wtedy król, bądź jeden z jego namiestników ofiarują tej osobie pełne prawa obywatelskie co jest równoznaczne z posiadaniem cech Melishianów takich jak ogon, możliwość korzystania z magii czy prawo do posiadania potomstwa. - Chłopak dalej siedział uśmiechnięty czekając aż tęczowo włosy chłopak przejdzie do sedna sprawy. Nagle jego oczy ujrzały jasną kitę wychylającą się spod długiej peleryny. - Chcesz więcej? - W oczach Taaviego widać było błysk przyjętego wyzwania. Uniósł rękę w kierunku zasłoniętych okien, przesunął nią energicznie i zasłony rozstąpiły się ukazując zniewalający widok. Lukas spojrzał tylko na krajobraz za oknem i w jednej chwili zapragnął tam wyjść. Liście drzew były niebieskie, czasami różowe, trawa w każdym miejscu przybierała inny kolor, a niebo nie przypominało tego które zapamiętał z ziemi. Było ono jasno fioletowe, co dziwiło młodego chłopaka. - I co? Już wierzysz? - Starszy chłopak spojrzał na minę Lukasa z satysfakcją. Ten po chwili dojrzał czarny puszysty ogon u chłopaka, który z tego co pamiętał nazywał się Gabriel i blond kitę u Lorie. Jedynie najmłodszy z nich nie miał się czym pochwalić i stał z boku z założonym rękoma.
- Czyli mam rozumieć, że jestem tu przetrzymywany jako zakładnik polityczny? - Lukas uniósł wysoko brwi i spojrzał w bliżej nieokreślonym kierunku blednąc przy tym jak ściana. 
- To jest oficjalna wersja. - Powiedziała dziewczyna lekko przymrużając powieki. - Chodzi o to, że do twojego dziadka został wysłany list, jeżeli nie połączy królestw północnego z południowym przynajmniej mocnym sojuszem to prędzej czy później ziemie zostaną połączone poprzez połączenie dynastii. W skrócie jeżeli do twoich dziewiętnastych urodzin nic nie zrobią to wyjdziesz za któregoś z książąt. - Dziewczyna obserwowała go przez chwilę mając nadzieję, że nie straci przytomności.
- I tu zaczynają się schody. - Wtrącił się Gabriel. - Masz potencjalnie trzech kandydatów do wyboru, ale jeden z nich nie jest wielbicielem chłopięcych wdzięków.
- Czytaj woli kobiety. - Wtrąciła cicho Lorie.
- Drugi jest rzekomo wielce zakochany i nie zgodzi się na ślub. - Kontynuował jak gdyby nigdy nic. - Za to trzeci jest gburem, chamem i prostakiem, delikatnie mówiąc.
- Dodatkowo lubi się zabawić z kim popadnie i nie będzie dobrym materiałem na króla. - Powiedział Taavi - Czyli musisz się modlić o rozejm albo mieć nadzieję, że potomstwo któregoś z nich będzie normalne, zrobić sobie dziecko i zaręczyć ich jako niemowlaki. Ale wtedy jest więcej biurokracji.
- Czekaj, co to wszystko ma znaczyć? Oni po prostu handlują sobie moim życiem, szczęściem albo nawet moich przyszłych dzieci, tylko dlatego, że nie potrafią się dogadać? - Prawe wybuchł na nowe wieści.
- Posłuchaj, wiemy, że możesz nie do końca wierzyć w to co słyszysz, ale nic nie poradzimy. Prześpij się jeszcze, bo toksyny nie wypłukały się jeszcze z twojego organizmu. A my już pójdziemy. - Cała czwórka już szła do wyjścia kiedy Lukas zatrzymał ich pytaniem.
- Jakie toksyny? - Chłopak usiadł wygodniej na łóżku ściskając krawędzie kołdry.
- Z „kremu do rąk” - Lorie uniosła ręce wykonując jakże dobrze wszystkim znany gest. - Jakoś wątpię, że poszedł byś z nami po dobroci. - Uśmiechnęła się delikatnie i wyszła za całą resztą. Nie pozostało mu nic innego jak pójście spać z nadzieją, że to tylko dziwny sen.

            Siedzieli w piątkę przy stoliku popijając herbatę i rozmawiając.
- Mówicie, że misja została zrealizowana pomyślnie? - Odezwała się najstarsza z siedzących tam osób.
- Tak ciociu, na początku Michał trochę namieszał, ale mimo to wszystko się udało. - Odpowiedział z uśmiechem na ustach Taavi. - Jednak trochę mi go szkoda. Wyglądał jak wystraszony kociak. - Spojrzał na twarz Elizabeth, na której malował się radosny uśmiech skrywany za filiżanką zielonej herbaty.
- Mam nadzieję, że nie ma zamiaru uciekać. - Powiedziała ruda kobieta. - Mielibyście spory problem z szukaniem go. - Dodała upijając wcześniej odrobinę herbaty. Na te słowa Lorie i Gabriel zareagowali od razu, wstali rzucając ciche „przepraszam” i wyszli razem z przytulnego saloniku.
***
Korytarze były długie i ciemne, z każdej strony było tyle samo par drzwi i z każdej strony wisiało tyle samo luster pomiędzy nimi. Młody chłopak stał na jednym z korytarzy tuż przy otwartych drzwiach z miną zgubionego dziecka.
- Lorie, Taavi? - Szepnął cicho w parodii krzyku. - Gabriel? - Stał nie wiedząc co ma ze sobą zrobić. Minutę wcześniej wstał z łóżka z naglącą potrzebą udania się do toalety, jednak nie przewidział jednego. Nikt nie powiedział mu, gdzie takowa się znajduję, miał nadzieję, że da radę sam znaleźć to pomieszczenie. W ostateczności kogoś spotka, jednak jak na złość korytarz był pusty. Usłyszał czyjeś szybkie kroki za zakrętem, delikatnie cofnął się do pokoju, już miał chwytać za klamkę, aby się w nim zamknąć gdy zobaczył znajomą dwójkę idącą w jego stroną z dość dużą prędkością.
- Luk, mam nadzieję, że nie chciałeś uciekać. - Powiedziała blondynka, której kita latała na wszystkie strony w wyraźnym geście zdenerwowania.
- Nie, ja muszę do łazienki i nie wiem gdzie jest. - Luk uśmiechnął się delikatnie i podrapał się z tyłu głowy. - I chyba mi nie dobrze. - Mruknął i poczuł jak coś toruje sobie powrotną drogę z żołądka przez przełyk. Zasłonił sobie usta ręką i pozieleniał praktycznie w jednej chwili. Lorie szturchnęła łokciem Gabriela w żebra po czym ten chwycił Lukasa w pasie i zaprowadził go do sąsiedniego pomieszczenia z którego dało się usłyszeć dźwięki zwracanego pokarmu. Chwilę później zza drzwi wyłoniły się dwie postacie. Z czego jedna z nich wyglądała jak po bliskim spotkaniu z bykiem na rodeo.
- Skutki zmiany otoczenia. I być może twój organizm tak zareagował na toksyny. - Skomentowała dziewczyna z niemrawą miną. - Skoro teraz już wiesz gdzie jest łazienka wracaj do pokoju i wypoczywaj, poproszę kogoś żeby przyniósł Cie herbatki. Jaką lubisz najbardziej? Mają tu praktycznie każdy rodzaj. - Skończyła podekscytowanym głosem.
- Nie przejmuj się nią, jest miłośniczką herbat. - Lorie skwitowała jego wypowiedź lekkim prychnięciem niczym obrażalski kot.
- Jeżeli można to zieloną z kwiatem opuncji. - Powiedział chłopak po którym widać było zdenerwowanie i niepewność.
- Świetny wybór, jeżeli będziesz czegoś potrzebował to daj znać. Mimo, że jesteś więźniem to przy okazji przyszłym władcą całego tego grajdołu, toteż będziesz traktowany po królewsku. Jedyne czego ci nie wolno to opuszczać terenu zamku i ogrodów zamkowych.
- Tak właściwie to nie wiem praktycznie niczego o tym wszystkim.
- Spokojnie, Gabi zostanie z tobą i wszystko Ci wyjaśni. - Wspomniany wcześniej brunet położył dłoń na ramieniu niższego chłopaka i uśmiechnął się szeroko, tym samym próbując uspokoić szatyna. Blondynka tylko wysłała w ich kierunku buziaka po czym pobiegła w tylko sobie znanym kierunku.
             Dwie dziewczyny siedziały na kanapie w dość przestronnym pomieszczeniu, obie były dość zdenerwowane.
- Gdzie on może być? I dlaczego nie wrócił na noc? - Odezwała się jedna z nich, nerwowo bawiąc się palcami. Nagle nerwową atmosferę przerwał dzwonek do drzwi.
- Już idę. - Krzyknęła druga wstając z kanapy i udając się w kierunku coraz bardziej natarczywego dźwięku. - Tak? - Otworzyła machinalnie drzwi nawet nie zastanawiając się kto może być po drugiej stronie. - Oh, pan Kawamura. Jak miło pana widzieć. - Powiedziała z udawaną radością w głosie.
- Niestety nie mogę powiedzieć tego samego, Nino. - Po twarzy wysokiego mężczyzny widać było gniew oraz rozczarowanie. - Możesz mi powiedzieć, gdzie aktualnie znajduje się szanowny wnuk króla Sugimoto?
- Nie do końca, wie pan. - Dziewczyna przerwała nerwowym śmiechem. - Wiek dojrzewania, chciał pobyć sam i tak jakoś nie wrócił. - Brwi mężczyzny znalazły się niebezpiecznie blisko siebie.
- Skoro nie wiesz, to ja Ci powiem, twój podopieczny przebywa właśnie w zamku króla Sulejmana jako zakładnik polityczny. Za to Król Sugimoto jest zmuszony do zawarcia jakiegoś sojuszu. -Dziewczyna przełknęła głośno ślinę, czekając na dalszy ciąg wypowiedzi. - Oczywiście nie mamy zamiaru zaakceptować ich warunków, co nie zmienia faktu, że wina leży po twojej stronie.
- Czyli oni uwolnią Lukasa, wszystko będzie tak jak było a pan mówi mi to żebym nie czuła się niedoinformowana? - Spytała z nadzieją w głosie.
- Nie do końca, ten ich król od siedmiu boleści chce aby połączyć rody. Król nie ma nic przeciw temu, gdyż Lukas obejmie władze długo po jego śmierci, w końcu przed nim jest jeszcze Reiko. Tak więc zostanie tam najprawdopodobniej na zawsze, jednak to nie wszystko. Ponieważ twoja misja na ziemi zakończyła się niepowodzeniem zostajesz z powrotem oddelegowana do Melishi.
- Nie zgadzam się. Na ziemi znalazłam to czego szukałam przez całe życie. - Nina zacisnęła palce na framudze wyładowując swoją złość.
- Za tydzień król spodziewa się Ciebie w pałacu. A co do twojego ziemskiego życia to radze
Ci to zakończyć jak najszybciej. - Mężczyzna nie czekał na odpowiedź zszokowanej dziewczyny, szybko schodząc po skrzypiących schodach. Nina stała w drzwiach dopóki ręka Amelii nie spoczęła na jej ramieniu.
- Wszystko dobrze? - Spytała ze zmartwieniem wypisanym na twarzy. - Jakoś pobladłaś.
- Chyba musimy porozmawiać.  
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że mimo długości czujecie satysfakcję. Bądźcie pozdrowieni człowieki wszelkiej maści! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz